Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Otrzymaliśmy list od Tomasza Nesterowicza, jedynego radnego Sojuszu Lewicy Demokratycznej w zielonogórskiej radzie miasta. Publikujemy go w całości, śródtytuły pochodzą od redakcji.

Antybohaterem numer jeden ostatnich tygodni stał się Wojciech Kałuża, radny sejmiku śląskiego, który porzucił Koalicję Obywatelską i przeszedł na stronę Zjednoczonej Prawicy, i w ten sposób umożliwił jej przejęcie władzy w sejmiku śląskim. Od momentu, gdy radny Kałuża zmienił barwy polityczne, jego dotychczasowi koledzy uznali go za zdrajcę i oskarżyli o korupcję polityczną. Opinia publiczna dowiedziała się, że radny skusił się na funkcję wicemarszałka województwa, że ma kredyt we frankach, a więc łatwo go było przekupić, lub też, że korzyści odniesie jego żona. Oburzenie na radnego Kałużę nie ma końca, tym bardziej że wśród dotychczasowych kolegów znany był z bezkompromisowego atakowania PiS.

Poglądy i obietnice polityków

Pomijając to, że świadomość radnego Kałuży kształtuje jego byt i personalny interes, a między bajki można włożyć zapewnienia o działaniu dla dobra województwa, to należy zauważyć, że radny Kałuża jakoś mocno nie odbiega swoim zachowaniem od standardu zachowań polskich polityków. Po okresie wyborów w zapomnienie poszły poglądy, stanowiska i obietnice głoszone, by ściągnąć uwagę wyborcy. W obliczu oceanu zakłamania i cynizmu choćby na naszym lokalnym rynku politycznym radny Kałuża jest zaledwie kałużą i na pewno nie zasługuje na swoją obecną pozycję arcyzdrajcy.

Kampania wyborcza w Zielonej Górze miała swój wątek budowy narracji antypisowskiej. Współpracownicy obecnego prezydenta straszyli zielonogórzan, że wybór kogokolwiek innego niż obecny prezydent to dopuszczenie do władzy PiS. Po internecie krążyły zdjęcia mające dokumentować spisek kontrkandydatów z PiS-em, a obecni radni z klubu prezydenckiego rozdzierali szaty w obronie demokracji i przodowali w podgrzewaniu nastrojów antypisowskich. Na sali sesyjnej w zielonogórskim ratuszu pojawił się nawet napis KONSTYTUCJA, mający być dowodem postawy i poglądów tych, co to PiS-owi nie kłaniają się.

Koniec „teatrzyku” w Zielonej Górze

Pierwsza sesja Rady Miasta w bezwzględny sposób zamknęła ten „teatrzyk". Z zaskoczeniem dowiedziałem się, że kluby PO, PiS i klub prezydencki postanowiły o rotacyjnej wymianie przewodniczącego rady, którego jako pierwsi wskażą radni PiS. Było to dla mnie zaskoczeniem, ponieważ nikt ze mną nie rozmawiał na ten temat, jak również nie miałem pojęcia, że przed zaprzysiężeniem Rady są już jakieś kluby.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Koalicja Kubicki-PO-PiS w radzie miasta. Piotr Barczak przewodniczącym

Pierwsza sesja jasno pokazała, że mamy nieformalną koalicję prezydenta, PiS i PO, oczywiście podobno dla dobra zielonogórzan. Wszystkie deklaracje przedwyborcze poszły w niepamięć, w końcu – jak mawiał Jacek Kurski – „ciemny lud wszystko kupi”. Następne wybory samorządowe dopiero za pięć lat, już nie ma powodu udawać, że ma się jakieś poglądy i wartości. Za pięć lat nikt tego nie będzie pamiętał.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.