Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

1 kwietnia opublikowaliśmy artykuł o wojskowej akcji tępienia dzików. Po tym jak prezydent uznał, że dziki stanowią śmiertelne zagrożenie dla ludzi, wprowadził w mieście strefę zero, a poseł Jerzy Materna pojechał do ministra Błaszczaka i przywiózł z pomocą... wojsko. Oczywiście to primaaprillisowy żart.

Zło dzika zostało przez nas celowo przerysowane. Podobnie jak zagrożenie, które widzi prezydent.

Wzmożone zagrożenie?

W artykule jedyną prawdziwą informacją jest, niestety, odstrzał dzików. Prezydent faktycznie uznał je za niebezpieczne i zlecił wybicie setki zwierząt. Uzasadniając decyzję o odstrzale, tłumaczył, że mieszkańcy skarżą na „wzmożone zagrożenie” ze strony dzikiej zwierzyny. Choć żaden dzik w Zielonej Górze nie zaatakował człowieka od lat.

Owszem mieszkańcy Jędrzychowa panicznie obawiali się lochy, która się oprosiła w zaroślach jednej z działek, a mity na temat agresywności zwierzęcia podgrzało lokalne radio. Historia zakończyła się jednak źle, ale dla dzików. Ludzie w końcu przepędzili matkę i warchlaki. Małe same nie miały szansy przetrwać i zostały rozszarpane przez psy...

Dziki nie są groźne. Nie atakują ludzi. Nie wyrywają małym dzieciom wafelków z ręki. Nie robią szarży na staruszki.

Trzeba trzymać się tylko jednej zasady, jeśli już spotkamy lochę z małymi, nie stawajmy nigdy pomiędzy matką a jej warchlakami.

Kilka lat temu locha oprosiła się w samym środku osiedla na Raculce. Prezydent nakazał ogrodzić teren, mieszkańcy podeszli do zwierząt ze spokojem. Zwierzęta po kilkunastu dniach, gdy małe podrosły, same się wyniosły. Nikt nie został rozszarpany ani nawet draśnięty.

Takiego spokoju w podejmowaniu decyzji nadal życzymy prezydentowi.

ASF nie jest groźny dla ludzi

Nie musimy obawiać się także wirusa ASF (African swine fever), który zabija świnie hodowlane. Zarazek nie jest groźny dla człowieka i zwierząt spoza rodziny świniowatych. Nie mogło być zatem prawdą, że wiceprezydent Krzysztof Kaliszuk poczuł się gorzej po tym, gdy spotkał w lesie dziki. Poza tym nigdy nie odkryto ogniska ASF w Lubuskiem.

W styczniu br. Adam Wajrak opisywał, dlaczego ponad 300 naukowców, w tym zajmujący się dzikimi zwierzętami, wystosowało list do premiera, by jednak rząd zrezygnował z masowego odstrzału dzików. Tłumaczyli, że odstrzał jest fatalnym pomysłem. Bo zamiast zabijać, należy zabezpieczać gospodarstwa przed przedostawaniem się do nich choroby. Dziki nie zaniosą wirusa do obory, to muszą zrobić ludzie. 74 proc. gospodarstw w 2017 r. nie miało właściwych zabezpieczeń. Rząd PiS boi się jednak przycisnąć hodowców.

Zwierzęta, które przed masowym odstrzałem szukały schronienia w zielonej Zielonej Górze, nie ocaleją. Bo prezydent, podobnie jak rząd PiS, wydał na nie wyrok.

Dlaczego warto mieć w lesie dzika?

Dlaczego dzik nie jest dziki i zły, a jednak pożyteczny i dobry?

Wajrak wylicza: – Dziki wspierają odnowienie lasu: wyjadają larwy uznawane za szkodliwe, zjadają masę żołędzi i owoców buków, które są pokarmem gryzoni. Dzik zresztą nie pogardzi też myszą. A to gryzonie są nosicielami boreliozy i odkleszczowego zapalenia mózgu. Efektem antydziczej akcji może więc być wzrost zachorowań wśród ludzi.

Decyzję o odstrzale dzików można jeszcze zmienić. Usiąść do stołu z biologami, przyrodnikami. Oni wytłumaczą, dlaczego dzika lepiej mieć za partnera, niż mieć go za wroga.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.