Żenujące zawody rozegrały obie ekipy, na co dowodem popełnione wspólnie 45 strat! Taka gra nie przystoi jednak zwłaszcza aspirującemu do mistrzostwa Stelmetowi i jest w tym jakaś sportowa sprawiedliwość, że zielonogórzanie przegrali po dogrywce z nisko notowanym HydroTruck-iem Radom wynikiem 70:74.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Dopiero co Stelmet wygrał u siebie arcyważny szlagier z Anwilem Włocławek, by teraz - parę dni później - głupio stracić punkty na wyjeździe w Radomiu. Szkoda, tym bardziej że dzień wcześniej niespodziewanie z Kingiem Szczecin przegrała pierwsza w tabeli Arka Gdynia. Do końca sezonu już tylko dwa spotkania i zielonogórzanom o zapewnienie sobie przewagi parkietu na całą fazę play-off będzie bardzo, bardzo trudno. Prawdę mówiąc, szanse są już tylko matematyczne.

W niedzielę w Radomiu w pierwszym składzie wybiegł Gave DeVoe, który doleczył już swój nadgarstek. Pierwsze minuty należały do trójcy Michał Sokołowski, Markel Starks i właśnie DeVoe, która zdobyła wszystkie otwierające kilkanaście punktów Stelmetu. „Sokół” mecz rozpoczął przechwytem i paczką w kontrze, chwilę później dołożył trójeczkę. Zza łuku trafiali też obaj Amerykanie. Dopiero po wejściu na plac środkowego Darko Planinica gra tradycyjnie zaczęła iść przez Chorwata i to nasz środkowy dorzucał kolejne oczka. Planinić był jednak oszczędzany i w całym spotkaniu zagrał tylko 10 minut. W tym czasie zanotował 4 punkty i 5 zbiórek.

Co ciekawe, już w pierwszej kwarcie na parkiet wszedł Kacper Mąkowski. Łącznie z początkiem drugiej spędził na parkiecie 5 minut, ale swojej obecności - poza jednym popełnionym faulem - zaznaczyć nie zdołał.

Radom pochwalić trzeba za fajne drużynowe granie i dzielenie się piłką. Pierwszą opcją w ataku jest Carl Lindbom (dziś 16 pkt, 7/17 z gry, 11 zbiórek), zaraz za nim Obie Trotter (12 pkt, 4/15 z gry, 7 asyst, 6 strat), ale że obu specjalnie nie siedziało, to za zdobywanie punktów wzięli się pozostali. Wyróżniał się przede wszystkim Artur Mielczarek (17 pkt, 5/9 z gry), po którego trafieniach Radom po raz pierwszy wyszedł na prowadzenie gdzieś w środku drugiej kwarty. Zaliczkę do trzech oczek na rzecz gospodarzy podwyższył Adrian Bogucki. Igor Jovović, trener Stelmetu, natychmiast zareagował i wpuścił na parkiet podstawowych graczy.

Drogi do kosza długo nie mogli znaleźć Łukasz Koszarek i obchodzący urodziny Żeljko Sakić. Do przerwy zanotowali wspólnie 0/7 z gry. Sakić przed końcem drugiej kwarty jednak aż sześć razy stawał na linii rzutów wolnych. Trafił pięć prób i wydawało się, że zielonogórzanie dowiozą tę przewagę do przerwy. Lepsze momenty zagrał jednak Daniel Wall - rzucił szybkich 6 oczek - i wynik po dwóch kwartach brzmiał 38:36 dla HydroTrucka, który grał osłabiony absencjami. Nie wystąpili przecież Duda Sanadze i Cullen Neal.

Już przy zejściu do szatni oba zespoły miały po 11 strat. Spotkanie wyglądało trochę jak zawody, kto popełni ich więcej. Przez cały mecz Stelmet piłkę oddał aż 23 razy, a gospodarze tylko jeden mniej. Koszmar!

Wcześniej wierzyliśmy, że Stelmet po wyjściu z szatni weźmie się w garść i przyciśnie słabszy kadrowo Radom. Po zmianie stron dobre minuty zaliczył Michael Humphrey, trójkę trafił Przemysław Zamojski (8 pkt, 2/4 zza łuku) i Stelmet błyskawicznie odzyskał prowadzenie. Tylko co z tego, skoro zaraz zrobił cztery kolejne straty? Radomianie korzystali, zwłaszcza dobrze czujący piłkę Mielczarek. Po trafieniach Filipa Zegzuły, Obiego Trottera i Jarvisa Williamsa niżej notowani gospodarze nagle prowadzili już 52:44. Przez okrągłe pięć minut trzykrotni mistrzowie Polski rzucili tylko dwa oczka!

Piłkę w koszu na dwie i pół minuty przed końcem tej części gry umieścił dopiero z linii wolnych Quinton Hosley (8 pkt, 2/9 z gry). Chwilę później oba wolne wykorzystał też DeVoe, z gry przełamał się Koszarek i Stelmet zniwelował stratę do dwóch punktów - wynik brzmiał 52:50 dla miejscowych. Zryw gości w ostatnich sekundach przerwał dopiero Carl Lindbom. Stelmet miał parę sekund, więc rzutu z połowy spróbował Hosley. Trafił, co ułatwili sami rywale, nie pozostawiając przy skrzydłowym choćby markowanej obrony.

 

HydroTruck nie grał życiowej koszykówki. To Stelmet wypadł dramatycznie słabo. W ostatniej ćwiartce znów zaciął się na długie cztery minuty, podczas których tylko raz znalazł drogę do kosza. Po przeciwnej stronie dwie trójki wlepia za to Lindbom. I proszę: sześć minut do końca meczu, a faworyt z Zielonej Góry przegrywa 55:60. Na szczęście zza łuku trafia Markel Starks (15 pkt, 6/14 z gry). Za chwilę ten sam Starks przechwytuje piłkę w obronie i podaje do DeVoe, który kończy kontrę. Mamy remis 60:60.

Niedługo później trójkę trafił Zamojski i znów Starks. Stelmet odskoczył na parę posiadań i mógł w tym miejscu przypieczętować sprawę, ale tego nie zrobił, bo zagrał kolejną serię akcji, z której ani jedna nie zakończyła się punktami. Dopiero na 40 sekund przed końcowym gwizdkiem (przy stanie 66:63 dla Stelmetu) faulowany jest Adam Hrycaniuk. Ale „Bestia” nie trafia ani jednej próby. Piłka wędruje do Mielczarka, ten rzuca z dystansu i... trafia. Remis 66:66. Na zegarze 17 sekund, trener gości bierze czas. Stelmet posiadania jednak nie wykorzystuje. Co gorsza, Starks podaje w ręce rywali, ale tym razem Lindbom zza łuku się myli. Mamy dogrywkę.

Pięć minut dodatkowego czasu gry to znów toporny basket, gdzie Stelmet przez całe pięć minut uskładał śmieszne 4 punkty. Kluczowe w kontekście rozstrzygnięć okazało się trafienie za trzy Obiego Trottera na nieco minutę przed końcem. Odpowiedzieć próbował Koszarek, ale znów spudłował. Niestety to na kapitana spada dziś największy ciężar, bo w 28 minut zapisał tylko 2 punkty (1/7 z gry) i 2 asysty, a z nim na parkiecie Stelmet był gorszy od przeciwnika aż o 16 oczek.

 

HydroTruck Radom  74:70  Stelmet Enea BC Zielona Góra

KWARTY: 19:23 | 19:13 | 16:17 | 12:13 | d. 8:4

HydroTruck: Trotter 12 (2), Piechowicz 3 (1), Lindbom 16 (2), Mielczarek 17 (2), Williams 11 oraz Wall 8 (1), Bogucki 4, Zegzuła 3 (1). Nie grali Tyszka i Wątroba.

Stelmet: Starks 15 (3), DeVoe 11 (1), Sokołowski 10 (2), Sakić 7, Hrycaniuk 2 oraz Koszarek 2, Zamojski 8 (2), Hosley 8 (2), Planinić 4, Humphrey 3, Mąkowski 0. Nie grał Traczyk.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Widać gołym okiem atmosfera w zespole beznadzieja do meczu przystępują z pustymi głowami,jak zwykle zbiórki , atak w tempie żółwia
    To co przez cały czas próbuje przekazać Prezio Jasiński w swoim bufaniastym stylu rozwalił basket zielonogórski facet w szybkim tempie zrobił z siebie onibusa kosza czy w końcu nam powie kto mu podpowiada czy Prezio już wszedł na tak wysoki poziom sportowy że klekajcie narody
    Klub sportowy to nie jest zabawa w sklep czy to w końcu ktoś zrozumie
    Jeżeli faktycznie Prezio wszystkie rozumy posiadał to mamy problem Sponsorzy jeszcze wasze działania może klub wyprowadzić na wysoki poziom wasze działania powinny być zdecydowane Prezio odleciał trzeba go sprowadzić na ziemię.
    Sztab trenerski szkoda słów wystarczy posłuchać co trener przekazuje zawodnikom w trakcie meczu
    Prezesie pokory dystansu do siebie i odczep się od kosza od sporu

    Wiesław Śmiech
    Zielona Gora
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Autor zapomniał dodać, że a) Sakic miał urodziny.... b) Sokołowski miał festiwal rzutów z prawej strony jedna rączką pod koszem wszystkie obijały się o kosz wynik 0.. bez zbiórek! Jestem zawsze zdruzgotany faktem olewania przeciwnika, a rozwala mnie nieskuteczność rzutów osobistych, to jakiś dramat! W każdym meczu tracimy kilka - kilkanaście punktów gdzie przeciwnicy korzystają i "darmowo" faulują. Gratulacje Q za 3 z połowy i kilka fajnych przechwytów.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0