W środę Stelmet Enea BC Zielona Góra podejmował we własnej hali Legię Warszawę z Filipem Matczakiem w składzie. Po nerwowej końcówce zielonogórzanie ograli stołeczną drużynę, ale zdecydowanie nie wyglądali jak kandydat do walki o mistrzostwo kraju. Wynik 100:96 dla Stelmetu.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mocnym akcentem występ przeciwko swojemu macierzystemu zespołowi rozpoczął Filip Matczak. Odradzający się w Legii koszykarz już po czterech minutach gry miał na swoim koncie 5 punktów i 2 asysty. Imponował decyzjami w ataku (co napsuł później to już inna bajka) i robił świetną robotę jako plaster na Markelu Starksie. W przekroju całego spotkania "Fifi" otarł się o rzadkie na polskich parkietach triple double - zanotował linijkę 15 pkt (6/15 z gry), 9 zbiórek i 9 asyst.

Stelmet przynajmniej na początku nie zamierzał forsować tempa. Grał spokojnie, szukał przewinień graczy z Warszawy, co najlepiej wychodziło Michałowi Sokołowskiemu. Legia przez dobre parę minut prowadziła, ale już w połowie kwarty miała przekroczony limit przewinień. Doświadczeni gracze Stelmetu oczywiście na tym korzystali. Po kontrze nietypowo zakończonej przez Starksa rzutem zza łuku, odzyskali prowadzenie 17:14. Do końca kwarty podwyższyli je do stanu 34:26, w czym zasługa kolejnych fauli legionistów, ale też dobrych minut z ławki Gabe'a DeVoe (15 pkt, 6/9 z gry w całym meczu) . Z drugiej strony, przyjezdni popełnili w tej części aż 8 strat, co pokazuje, jak duże problemy w obronie wciąż miewa Stelmet. Bo i tak zdążył stracić 26 punktów. Ozdobą otwierających 10 minut paczka "Sokoła" po fajnym podaniu za plecy Żeljko Sakicia.

W drugiej części zawodnicy stołecznego klubu pokazali parę ciekawych zagrywek w ataku, ale byli za mało odważni i dynamiczni w wykańczaniu akcji, więc Stelmet bez większego wysiłku utrzymywał przewagę oscylującą wokół 10 oczek. Gdy zaliczka niebezpiecznie topniała, sprawy w swoje ręce brał przejawiający wielkie chęci do gry Markel Starks (18 pkt, 7/13 z gry, 6 asyst). Na bronionej stronie parkietu popis gry dawał zaś Quinton Hosley. Wkrótce dały o sobie znać problemy Legii z krótką ławką i goście na długie minuty zatrzymali się ze zdobywaniem kolejnych koszy. Przewaga Stelmetu, która sięgnęła kilkunastu oczek, zmniejszyła się nieco dopiero przed przerwą, po tym jak Matczak trafił wariacką trójkę. Na oddanie rzutu miał tylko 0.7 sekundy. Wynik przy zejściu do szatni brzmiał 57:47 dla gospodarzy.

Po zmianie stron Legia postanawia bronić strefą, co wprowadza trochę chaosu w ataki Stelmetu i przynosi dobre efekty dla przyjezdnych. Po kolejnej trójce Omara Prewitta (33 pkt, 10/18 z gry) i udanych akcjach aktywnego Jakuba Karolaka, legioniści niwelują stratę do 4 oczek. Ten stan udaje im się utrzymać niemal do końca kwarty. Na kilka posiadań zielonogórzanie odskakują dopiero za sprawą celnej trójki Przemysława Zamojskiego w ostatnich sekundach trzeciej kwarty. Na tablicy 78:70 dla Stelmetu.

Ostatnie 10 minut to sporo chaotycznej gry z obu stron, w tym niestety znów głupich strat zielonogórzan, które wytykamy im z maniackim uporem. Po trafieniu spod kosza Keanu Pindera goście dochodzą Stelmet na dwa punkty. Parę akcji później na linii wolnych staje Prewitt. Trafia obydwa i mamy remis 80:80. Zawodnicy ze stolicy zaliczyli zryw 10-0! W tej części na zmianę stosują obronę strefą i każdy swego, a gospodarze nie mogą odnaleźć pomysłu na grę.

Legia w tym momencie mogła Stelmetowi odpłynąć, ale na szczęście prób zza linii 6,75 m nie trafia Prewitt. Dodatkowo, w łatwych sytuacjach myli się Matczak, który zdążył zatrzeć dobre wrażenie, jakie zrobił na początku spotkania. Z kolei po stronie Stelmetu ciężar zdobywania punktów na siebie bierze Sokołowski (21 pkt, 10/12 z linii wolnych). Jest skuteczny, gra agresywnie i wymusza kolejne przewinienia. Po trafieniach Hrycaniuka (męczył się dziś niemiłosiernie ze znalezieniem drogi do kosza) i firmowym rzucie z półdystansu Starksa gospodarze uspokajają sytuację i na niecałe półtora minuty do końca prowadzą 95:89. Legia gra szybką akcję, pod kosz wbija Karolak... trafia z faulem i dorzuca oczko z linii wolnych.

Stelmet ma tylko trzy punkty zaliczki. Piłkę długo klepie Starks, ciągnie na kosz, ale nie trafia. Na szczęście przytomnie dobija Sokołowski. Stratę legionistów do poprzedniego stanu zmniejsza jednak rzutami osobistymi Prewitt. Starks znowu trzyma piłkę, ale tym razem celnie rzuca z 5-6 metrów.

Legioniści walczyli do końca, mieli swoje szansę, ale w najważniejszych momentach najpierw dwutakt po raz kolejny fatalnie spudłował Matczak, a swoich prób zza łuku nie trafił Prewitt. Stelmet wygrywa, ale nie można powiedzieć, by w tym spotkaniu wyglądał jak kandydat do walki o mistrzostwo kraju.

Stelmet Enea BC Zielona Góra  100:96  Legia Warszawa

Kwarty: 34:26 | 23:21 | 21:23 | 22:26

STELMET: Starks 18 (2), Zamojski 7 (2), Sokołowski 21 (1), Sakić 10, Planinić 9 oraz Koszarek 11 (2), DeVoe 15, Hosley 5 (1), Hrycaniuk 4, Humphrey 0. Nie grali Mąkowski i Traczyk.

LEGIA: Soluade 8, Matczak 15 (2), Karolak 17 (2), Linowski 5, Patiejew 6 oraz Prewitt 33 (4), Pinder 6, Nowerski 4, Konopatzki 2, Kołodziej i Bilbao po 0. Nie grał Kowalczyk

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Pisze od dawna beznadzieja koncepcji zespołu beznadzieja stylu beznadzieja kadrowa. Sztab trenerski kolejny raz pokazał dyletanctwo koszykarskie dyletanctwo stylu gry zespołu Prezio Jasiński jaka ma Pan wizję zespołu żadną, wychodzi amatorszczyzny Prezesa Jasińskiego brak podstawowej wiedzy o sporcie, baskecie,biznesie sportowym wychodzi jak słoma z butów.
    Mączak jest typowym przykładem debilizmu koncepcji zespołu chłopak zmarnowane miesiesiace w Stelmecie grał jak z nut ,motoryka ,pomysł na grę , ambicję wszystkie cechy których brakuje naszemu zawodnikom Chłopak troszeczkę za bardzo chciał pokazać chłopcom że sztabu zielonogórskiego jak i nieszczęściu Preziowi Jasińskiego ,pokazał co to złość sportowa wieżę iż będzie jednym z najlepszych zawodników w naszym kraju na jego przykładzie śmiało można pokazać gest Kozakiewicza
    Prymitywna koncepcja zespołu polegająca na zatrudnianiu zawodników grających po kilkanaście lat którym praktycznie sztab trenerski nie ma co do przekazania oni grają swoje wyćwiczone przez lata amatorski trener już nic nowego im nie przekaże zresztą co tu pisać równie dobrze by tak samo a może lepiej grali jak ławka trenerska byłaby pustą
    Prezio Jasiński wstydu oszczędź

    Wiesław Śmiech
    Zielona Gora
    już oceniałe(a)ś
    0
    0