Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Referendum w byłej gminie odbyło się dokładnie 18 maja 2014 r. Wzięło w nim udział nieco ponad 55 proc. mieszkańców. Za połączeniem zagłosowała nieznaczna większość z nich, stanowiąca 53,5 proc. Niedługo później zielone światło dla fuzji dał rząd i 1 stycznia 2015 r. Zielona Góra oficjalnie wchłonęła gminę wiejską.

Mariusz Rosik, wtedy radny gminy, od początku popierał połączenie miasta z gminą, choć nie było to dla niego łatwe. Po tym jak na sesji rady gminy podniósł rękę za połączeniem - chcąc uprawomocnić ten w sposób wolę mieszkańców wyrażoną w referendum - został odwołany z funkcji wiceprzewodniczącego. Oficjalnie za nieobecności na posiedzeniach.

Zdania Rosik jednak nie zmienił: - Mieszkańcy Zatonia i Ochli będą mieli w końcu kanalizację. W gminie nigdy by jej nie było, ponieważ nie byłoby pieniędzy, aby zrobić to samodzielnie - tłumaczył w rozmowie z "Wyborczą".

Po fuzji Rosik bez problemu utrzymał wysokie poparcie wśród mieszkańców i mandat radnego gminy zamienił na mandat w zielonogórskim ratuszu.

W ostatnich dniach działacz PO pokusił się o krótkie podsumowanie efektów, jakie miastu i gminie przyniosła fuzja. Na Facebooku napisał:

"To na pewno data, która przeszła do historii Zielonej Góry. Po latach konsultacji udało się przekonać mieszkańców ościennych miejscowości do wzięcia wspólnej odpowiedzialności za losy naszego miasta. „Stara” Zielona Góra, z której coraz więcej osób przeprowadzało się do ościennych miejscowości, zaczęła stawać się za mała. Mieszkańcy nie wyprowadzali się poza miasto dlatego, że przestali tu widzieć swoją przyszłość – po prostu nie było już gdzie się budować. Obywateli zaczęło ubywać – a co za tym idzie, uciekały pieniądze z podatków. 5 lat temu zgodziliśmy się, że „duży może więcej”, że warto razem działać dla jednego większego organizmu – a nie rozdrabniać się na mniejsze" - wspomina Rosik.

I wymienia skutki połączenia: "Remont pałacu w Kisielinie, remont parku w Zatoniu, kilkanaście milionów złotych wydanych na remonty dróg w ciągu kilku lat, ekspresowy rozrost wspólnej sieci dróg rowerowych – to kilka najważniejszych projektów, które udało się w tak krótkim czasie zrealizować i których nie mielibyśmy możliwości wykonać przy starym podziale. A wkrótce odciążymy mieszkańców Raculi, Drzonkowa poprzez wyprowadzenie z ich miejscowości ruchu ciężarówek na nową obwodnicę" - napisał miejski radny.

Dalej pyta: "Jak duży byłby kryzys w szkołach, gdybyśmy dzisiaj byli osobno i uczniowie z gminy nie mieliby zagwarantowanych miejsc w liceach w mieście. Przecież na terenie gminy nie było żadnej szkoły ponadgimnazjalnej. Dziś mamy tę sprawę pod kontrolą i wspólnie możemy decydować o losach naszych pociech" - twierdzi Rosik.

Na koniec podkreśla: "Zachowaliśmy naszą samorządność. Mamy radnych w radzie miasta, mamy wiceprzewodniczącego rady, stowarzyszenia i kluby sportowe mają zagwarantowane finansowanie. Większe pieniądze trafiły do rad sołeckich, a dodatkowo działa Rada Dzielnicy, która opiniuje decyzje dotyczące terenu Nowego Miasta. Przede wszystkim decyzje o przeznaczeniu środków na inwestycje, które otrzymaliśmy w ramach Bonusu Połączeniowego – podejmowali bezpośrednio mieszkańcy na Zebraniach Sołeckich. Może nawet za dużo tej samorządności mamy – 17 sołtysów i 21 radnych dzielnicy – dla mnie to niepotrzebny przepych. Wystarczyłaby rada sołtysów, gdzie każde sołectwo miałoby swojego przedstawiciela" - ocenia działacz PO.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.