W Zielonej Górze na świtezianki natknąłem się m.in. w pobliżu os. Mazurskiego i ogrodów działkowych. Nic dziwnego, skoro w pobliżu są źródliska Gęśnika, dające początek ciekowi o tej nazwie, dopływającemu aż do Wagmostawu - opowiada biolog Sebastian Pilichowski.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Maja Sałwacka: Lubisz ballady i romanse?

Sebastian Pilichowski*: Owszem. Nasz narodowy wieszcz Adam Mickiewicz inspirował się legendami i podaniami, i tak np. stworzył nimfę z jeziora Świteź – Świteziankę. Absolutna piękność wystawiająca młodzieńca na próbę wierności. Są jeszcze miejsca w Zielonej Górze, gdzie spotkamy świtezianki, oczywiście niemickiewiczowskie.

Pewnie nie można ich pocałować?

No nie. Być może widzieliście już piękne mieniące się niebieskim, zielonym i granatowym połyskiem ważki? Jeśli tak, to udało wam się dostrzec samce świtezianki, przypuszczalnie błyszczącej (Calopteryx splendens), częstszej od świtezianki dziewicy (C. virgo). Są to nasze największe ważki równoskrzydłe (są też różnoskrzydłe), i zdecydowanie zachęcają do podążania za nimi, aby wreszcie im się przyjrzeć, gdy choć na chwilę przycupną.

Samice świtezianek (o ironio!) są nieco mniej atrakcyjne, aczkolwiek powiedzieć o nich, że brak im powabu, byłoby nierozważne! Ciała mają bowiem zielono-niebieskie, również z metalicznym połyskiem, przy czym skrzydła u świtezianki błyszczącej są przezroczyste z zielonym użyłkowaniem, a u dziewicy brązowo przydymione.

A panowie?

Skrzydła samców zaś to inna bajka – u świtezianki błyszczącej ozdobione są sporą plamą, która z czasem coraz silniej wybarwia się na niebiesko, podobnie u dziewicy. Z tą różnicą, że skrzydła tego drugiego są niemal całe wybarwione.

Żyją w naszym mieście?

W Zielonej Górze ostatnio natknąłem się na nie m.in. w pobliżu Osiedla Mazurskiego i ogrodów działkowych. Nic dziwnego, skoro w pobliżu są źródliska Gęśnika, dające początek ciekowi o tej nazwie, dopływającemu aż do Wagmostawu. I właśnie w rowach, gdzie swym wolnym nurtem płynie Gęśnik, samice składają jaja na wodnej roślinności. Następnie wylęgają się larwy, jak to u ważek – drapieżne, którym zajmie dobre dwa lata, aby dorosnąć.

Widząc, jak bardzo współcześnie brakuje nam wody i jak często degraduje się tereny podmokłe, zasypuje rowy i reguluje się bieg cieków wraz z betonowaniem brzegów, zastanawiam się, czy i nasze świtezianki nie wystawiają nas na próbę wierności. Mam nadzieję, że nie nadejdą czasy, gdy będziemy je tylko wspominać, pamiętając, jak promienie słońca odbijały się od ich ciał iskrzącym granatem i zielenią.

---

*Sebastian Pilichowski – biolog, pracownik Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Zielonogórskiego, prowadzi blog i firmę

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Pięknie powiedziane. Pan Sebastian to nasz regionalny skarb ("my precious"). Wiedza przeogromna. Zasób słów godny humanisty (np. "powab") i przywracający wiarę w ojczysty język w dobie postów, lajków, projektów i prasowych brifingów;) Był taki program "Zwierzyniec" drzewiej. Pan Pilichowski to taki Pan Sumiński 2.0. Przy okazji podprogowa lub jawna troska o naszą planetę i miasto w każdej publikacji (vide kilka dni temu wywiad w papierowej GL). Pana się chłonie, panie Sebastianie. Podziękował ! :)
    już oceniałe(a)ś
    2
    0