Padł ostatni klaps na planie nowego filmu Stowarzyszenia Forum Art - "Grun de Berg. Wyzwanie", który opowiada historię zielonogórskiego himalaisty. O pracy nad produkcją rozmawialiśmy z jego twórcami, Marcinem Olechnowskim i Michałem Malinowskim.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O filmie pisaliśmy jako pierwsi w marcu. To projekt zielonogórskiego stowarzyszenia Forum Art, realizowany we współpracy z Firefly Film Studio. Reżyserami są Michał Malinowski i Marcin Olechnowski.

Film ma przedstawiać historię jednego z zielonogórskich himalaistów, Władysława Grun de Berga. – To niedoceniony, trochę zapomniany człowiek, który ma za sobą długi okres niebytu. W Zielonej Górze rzadko się o nim wspomina, bo jest znany jedynie małej grupie. W ostatnim czasie udało mu się powrócić z czeluści zapomnienia. Dokonał czegoś niesamowitego, co, mamy nadzieję, będzie inspirowało pokolenia – mówili „Wyborczej” filmowcy.

Właśnie pojawił się zwiastun filmu. Możecie obejrzeć go poniżej.

 

Rozmowa z Marcinem Olechnowskim i Michałem Malinowskim.

Aleksandra Mrówka-Łobodzińska: Skąd pomysł na film? Czy w Zielonej Górze faktycznie żyje himalaista, który reaktywuje swoją karierę?

Marcin Olechnowski: – Z pomysłem na film przyszedł do mnie Michał, z którym pracowałem nad scenariuszem. Władysław Grun de Berg, główny bohater, to fascynująca, skomplikowana postać. Ekscytującym było towarzyszenie mu podczas przygotowań do wyprawy i samej wspinaczki.

Michał Malinowski: – Byłem zdziwiony, że jeszcze nikt nie zrobił o nim chociażby krótkiego materiału. To postać w moim odczuciu bardzo ważna, której życiorys warto zgłębić. Zwłaszcza że ten życiorys jest na tyle bogaty, że mieliśmy spory problem, żeby zmieścić go w ramy godzinnej produkcji.

Próbowaliśmy porozmawiać z głównym bohaterem filmu, Władysławem Grun de Bergiem. Niestety, bezskutecznie. Nie lubi mediów? Unika ich?

MO: – Władysław jest osobą introwertyczną, przy czym niezwykle skromną i skupioną na swojej pracy. Brylowanie na salonach i eksploatacja w środkach masowego przekazu go nie interesują. W naszym dokumencie podjęliśmy próby rozmów z nim, ale więcej opowiadają o nim jego przyjaciele, trenerka i rodzina. Taką ma naturę, szczęśliwie dla nas otacza się rozmownymi ludźmi.

Rozpoczęły się zdjęcia do filmu 'Grun de Berg. Wyzwanie'
Rozpoczęły się zdjęcia do filmu 'Grun de Berg. Wyzwanie'  Fot. Władysław Czulak

Jak przygotowaliście się do pracy nad filmem o człowieku, który nie lubi rozgłosu? Jak go przekonaliście, żeby taki film powstał?

MM: – Od kiedy pamiętam, pasjonowały mnie podróże, zwłaszcza te górskie. Postać Władysława bardzo mi się spodobała, każdy chyba lubi historie o kimś, kto jest w stanie podnieść się po klęsce, powrócić z najmroczniejszego okresu swojego życia. I mieć jeszcze siłę oraz chęć wrócić na szczyt – w tym wypadku dosłownie! Spotkałem się z Władysławem, trochę kręcił nosem, bo nie chciał odkrywać zbyt wielu kart ze swojej przeszłości, ale w końcu dał się namówić. Z dużą pomocą przyszła też jego rodzina – udostępnili nagrania archiwalne i zdjęcia, za co serdecznie dziękujemy. Grun de Berg martwił się też o naszą ekipę techniczną. Zastanawiał się, jak poradzimy sobie w trudnych warunkach pogodowych i czy najzwyczajniej nie będziemy mu w tej wyprawie przeszkadzać.

Przeszkadzaliście?

MM: – Staraliśmy się trzymać jego tempo, ale to nie było łatwe zadanie. Każdy z nas żałował, że w szkole wagarował na wuefie, a jedna osoba z ekipy rzuciła palenie w trakcie trwania zdjęć (śmiech).

Jaki był najtrudniejszy etap realizacji filmu?

MM: – Baza! Zdecydowanie sceny kręcone w bazie podczas wyprawy Władysława. Mieliśmy problemy techniczne, sprzęt nie wytrzymywał temperatur, gonił nas czas. Nie pomagało napięcie, które sięgało w niektórych momentach zenitu.

MO: – Przyznam rację, baza była karkołomnym wyzwaniem. Mnóstwo ludzi w środku, wspomniane problemy z łącznością – raz wysiadał obraz, innym razem dźwięk. Dla mnie najtrudniejszym wyzwaniem było wdrapywanie się na oblodzony szczyt podczas burzy śnieżnej. Tych emocji nie zapomnę nigdy, to był najbardziej ekstremalny moment w całym moim życiu.

Jak długo pracowaliście nad filmem? Kto wam pomagał?

MO: – Realizację filmu zaproponowaliśmy Stowarzyszeniu Forum Art, które ochoczo się tego podjęło. Jest producentem wykonawczym, do niego należy część ekipy technicznej. Za obiektywem stanął Łukasz Sikorski z Firefly Film Studio, do studia należy też montaż i postprodukcja. Dźwiękowo pomógł Tymek Chwistek z Tutaj Studio, światło świetnie opracował Adi Krzyżanowski. Zamknęliśmy się w 16 dniach zdjęciowych, zmieniając przy tym lokalizację ponad 10 razy.

MM: – To była moja pierwsza praca na planie filmowym, i jestem pod wielkim wrażeniem, ilu profesjonalistów mamy w Zielonej Górze. To bardzo stresujące, ciężkie zajęcie, ale efekty wynagradzają wszystko!

W żadnych materiałach prasowych nie zdradzacie, poza nazwiskami twórców, kto w tym filmie występuje. Skąd ta tajemnica?

MO: – To bardziej próba zaskoczenia widza, ponieważ osoby spokrewnione z Grun de Bergiem oraz jego współpracownicy będą dla niektórych nie lada zaskoczeniem. To znane twarze, nie tylko w lokalnym środowisku artystycznym czy politycznym. Napięcie i ciekawość chcemy zachować tak długo, jak się da.

Chcecie powiedzieć, że Władysław Sikora albo Edward Gramont, którzy występują w tym filmie, mają w rodzinie jednego i tego samego himalaistę?!

MM: – Nasz film puszcza też oko w stronę widza. Nasze żarty są w tym dość transparentne. Władek Sikora, znany z działalności w zielonogórskim zagłębiu kabaretowym, gra szerpę. Wyobrażasz sobie, jak prowadzi cię pół roku po górach? Edward wciela się w poważną rolę. To aktor, który kiedy ma monolog o kalarepie, deklamuje go tak, jakby chodziło o poezję tyrtejską.

MO: – Chcieliśmy, żeby nasz film był lekki i strawny dla widza, dlatego pozwalamy sobie na humor. Jest w nim oczywiście wiele wątków zielonogórskich, historycznie zbadanych. Zależało nam na dbałości o detale, w tym kostiumy i rekwizyty, jednak nie chcieliśmy przesadzić. Jest wiele wątków, o których chcielibyśmy powiedzieć, ale naprawdę nie możemy tego zrobić. Zepsulibyśmy odbiór całości. Trzeba więc wyczekać do premiery.

Czy w takim razie można domniemywać, że Grun de Berg również jest postacią fikcyjną?

MO: – Domniemywać można wszystko, tylko nie należy z tym przesadzać. Rozumiemy, że temat nie jest sztampowy, cieszy nas zatem nawet taka forma dociekliwości na jego temat.

MM: – Zapewniam, że Władysław, główny bohater filmu, istnieje i właśnie tak się nazywa. Żeby ocenić jego „prawdziwość”, trzeba się po prostu wybrać na premierę. Serdecznie zachęcamy.

W takim razie kiedy i gdzie będzie można obejrzeć film?

MM: – Pierwszy pokaz, testowy, odbędzie się już pod koniec sierpnia na Festiwalu Solanin w Nowej Soli. Nie wiemy jeszcze, czy w tak krótkim czasie uda nam się „wyszlifować” dzieło dokładnie tak, jakbyśmy chcieli, dlatego już teraz ostrzegamy, że może to nie być efekt finalny.

MO: – Międzynarodowa premiera odbędzie się 23 września na Festiwalu Filmów Górskich w Lądku-Zdroju. Zielonogórska – tydzień później. Ustalamy jeszcze szczegóły. O wszystkim poinformujemy na facebookowych stronach filmu i stowarzyszenia. Niebawem pojawią się też plakaty autorstwa Igora Myszkiewicza. Bez problemu zobaczycie je w mieście i w internecie.

*Projekt „Grun de Berg. Wyzwanie” jest realizowany dzięki pomocy finansowej Urzędu Miasta Zielona Góra oraz Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubuskiego

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem