- W sytuacji zagrożenia wtyk rozpyla substancję obronną o gorzkawym zapachu, podobnym do tego emitowanego przez nasze rodzime odorki. Problem z wtykiem amerykańskim może dopiero ujrzeć światło dzienne, gdy okaże się, że ma on znaczenie gospodarcze i powoduje wyraźny spadek kondycji drzew i produkcji nasion przez sosny - pisze biolog Sebastian Pilichowski.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Zielonej Góry? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Dzień dobry! Przerwa między relacjami długa, ale niestety wymagana czasoprzestrzenią. Podobnie jak ostatnim razem, tak i tym, zajrzyjmy do byłej wsi Sucha, gdzie właśnie pysznią się swymi barwami dęby czerwone. Oficjalnie najdłuższa aleja drzew w obecnej Zielonej Górze znajduje się właśnie w Suchej i w przeważającej mierze składa się z północnoamerykańskich gatunków: grochodrzewu białego (zwanego błędnie i powszechnie akacją) oraz dęba czerwonego (aleja została wpisana do rejestru zabytków wysiłkiem niewielkiej grupy ludzi, którym tym samym udało się uchronić ją przed „rozwojem”).

Fot. Władysław Czulak/Agencja Wyborcza.pl

Są to gatunki, które wprowadzono w Europie celowo, m.in. testując ich przydatność w leśnictwie. Radzą sobie u nas doskonale i niestety przebudowują swoją obecnością rodzime lasy. Z punktu widzenia człowieka mają sporo zalet – szybko rosną, grochodrzew biały (inaczej robinia akacjowa) dobrze znosi słabe gleby, a dąb czerwony nie ulega mączniakowi, w przeciwieństwie do naszych rodzimych dębów. Kiedy jednak spojrzymy na oddziaływanie gatunków obcych, a zarazem inwazyjnych (czyli tym, którym się udało zaaklimatyzować i świetnie sobie radzą na nowym terenie), na rodzimą przyrodę, okaże się, że nasze egoistyczne spojrzenie jest bardzo ograniczone.

CZYTAJ TAKŻE: Jest szansa na ocalenie drzew. Aleja w Suchej w rejestrze zabytków

Wiele gatunków inwazyjnych roślin znosi słabe warunki glebowe, maksymalnie je wykorzystując, zatem rosną przy tym szybko i szybko dojrzewają, co kończy się produkcją i wysiewem nasion. Tak zaczyna się wiele historii obecności gatunków inwazyjnych na całym świecie. Kochamy miód „akacjowy”, wiele osób ceni sobie kwitnące późnym latem łany nawłoci kanadyjskiej lub podziwia odcienie czerwieni dębów czerwonych jesienią. Niestety rośliny te potrafią skutecznie wypierać nasze rodzime gatunki, w tym zagrożone. Zdarza się, że pokaźne osobniki drzew gatunków obcych (niekiedy nawet inwazyjnych) obejmujemy ochroną i tego nie neguję, ponieważ bardzo często ma to wymiar historyczny i edukacyjny.

Doskonałym zielonogórskim przykładem pomnika przyrody - gatunku obcego (ale zarazem nieinwazyjnego) jest dąb węgierski „Dąb Lubuszan”, a prócz niego platany klonolistne czy cypryśniki błotne. Kiedy prześledzimy regionalne rejestry form ochrony przyrody, odnajdziemy tam również dęby czerwone czy robinie akacjowe. Czy słusznie? Jest to obiektem dość gorącej dyskusji wśród przyrodników. Uważam, że każdy przypadek powinien być rozpatrywany indywidualnie, w szerokim kontekście (usługi przyrodnicze – np. obecność dziupli, znaczenie kulturowe, historyczne). Dlatego też kiedy parę lat temu rozgorzał na dobre konflikt o aleję w Suchej, wystosowałem do Urzędu Miasta w Zielonej Górze pismo, w którym sugerowałem ochronę alei, objęcie jej również PIELĘGNACJĄ (bo to właśnie brak pielęgnacji drzew przydrożnych przez lata i tego konsekwencje stanowią często źródło niezgody i obaw wśród pobliskich mieszkańców) i USUWANIE cykliczne siewek robinii i dębu czerwonego. Są dwa bezpośrednie powody tego ostatniego punktu – przeciwdziałanie niekontrolowanemu i masowemu wysiewowi gatunków inwazyjnych, których źródłem jest aleja (którą SŁUSZNIE objęto ochroną z wielu względów!) oraz niedopuszczenie do zniszczenia niewielkiej populacji rośliny będącej pod ochroną, a zarazem można rzec prehistoryczną – mowa tu o widłaku goździstym.

Przy budowie nowej drogi w Suchej wyciętych ma zostać ponad 50 wiekowych dębów i lip. - Nie wolno do tego dopuścić - mówią mieszkańcy, którzy stanęli w obronie drzew.
Przy budowie nowej drogi w Suchej wyciętych ma zostać ponad 50 wiekowych dębów i lip. - Nie wolno do tego dopuścić - mówią mieszkańcy, którzy stanęli w obronie drzew.  Fot. Władysław Czulak/Agencja Wyborcza.pl

Widłak goździsty to roślina zarodnikowa, pierwotna. Występuje praktycznie na całej półkuli północnej, ale mylnym będzie wnioskowanie wobec tego, że gatunek powszechny to gatunek bezpieczny. Jakże szokujące są coraz częstsze głosy, że z miast i wsi zniknie niebawem najbardziej znany motyl - bielinek kapustnik. W miastach nie dopuszcza się do „zachwaszczania” (chwasty to pojęcie ogrodniczo-rolne, niebiologiczne), a na wsi niemal obligatoryjnie stosuje się opryski roślin kapustnych. Podobnie widłakom i wielu innym roślinom zarodnikowym i nasiennym grożą następstwa tradycyjnej gospodarki leśnej, gdzie zrąb lasu wieńczony jest orką. W ten sposób zmienia się warunki glebowe i niszczy się całe rośliny, które potrzebują wielu lat, aby po pierwsze ujrzeć światło dzienne jako młoda roślina, a po drugie, aby się rozrastać.

CZYTAJ TAKŻE: Miasto przegrywa w ministerstwie. Przedwojenna aleja w rejestrze zabytków

Niewielka populacja przy alei w Suchej rośnie na skraju lasu, poza zasięgiem gospodarki leśnej, jednocześnie przy podroście dębów czerwonych, które właśnie zasypują zimozielonego widłaka liśćmi, odcinając mu dostęp do światła. Z moich obserwacji z roku ubiegłego i bieżącego wynika, że powstały spore straty w populacji – wiele pędów wyschło. Obawiam się zatem, że nieobjęcie tej populacji, jak wnioskowałem parę lat temu, ochroną czynną spowoduje jej nieodwracalną utratę, co będzie może i małą stratą w skali globalnej, ale wielką w skali lokalnej. I nie ma tu ni krzty intencji z mej strony, aby kwestionować objęcie alei ochroną z tytułu zabytkowego, ale podtrzymuję swe stanowisko, by z czasem wypadające dęby czerwone i robinie podmieniać na rodzime gatunki (dęby szypułkowe, bezszypułkowe, lipy drobnolistne i szerokolistne), aby przyszłe pokolenia mogły cieszyć się ciągłością alei w czasoprzestrzeni.

Podobnie w obliczu zmian klimatycznych niepewnym staje się los licznych gatunków drzew. Nawet nasza królowa polskich lasów, a szczególnie zielonogórskich, doznała skutki braku wody w 2018 i 2019 r. O tym innym razem, zaznaczmy jedynie, że na deser do pakietu nieszczęść dołączył się wtyk amerykański. Ten północnoamerykański gatunek pluskwiaka, dość dużego, a zarazem o ciekawym rysunku na grzbiecie, żeruje na sosnach. Jesienią powszechnie budzi skrajne emocje, ponieważ po październikowym przymrozku masowo wnika do naszych domostw, szukając schronienia przed zimnem, aby przeczekać zimę. Z racji swych wymiarów, sylwetki i niekiedy liczności wyzwala niestety negatywne emocje, związane z ogólnym wstrętem do wszystkiego, co nie jest kotkiem, pieskiem, konikiem czy chomiczkiem (co bardzo pokazuje, jak się odgradzamy na wielu płaszczyznach od przyrody).

Wtyk amerykański na szybie redakcji zielonogórskiej Gazety Wyborczej
Wtyk amerykański na szybie redakcji zielonogórskiej Gazety Wyborczej  Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Pod względem bezpieczeństwa – ukłucie przez tego pluskwiaka jest rzadkością i powodowane może być jego niezręcznym chwytaniem ręką. Daleko mu jednak do bardzo bolesnego ukłucia przez podobne wtykowi amerykańskiemu pluskwiaki z rodziny zajadkowatych, które aktywnie polują na bezkręgowce. W sytuacji zagrożenia wtyk ten rozpyla substancję obronną o gorzkawym zapachu, podobnym do tego emitowanego przez nasze rodzime odorki. Problem z wtykiem amerykańskim może dopiero ujrzeć światło dzienne, gdy okaże się, że ma on znaczenie gospodarcze i powoduje wyraźny spadek kondycji drzew i produkcji nasion przez sosny.

Wasz Miejski Druid,

dr Sebastian Pilichowski*

* Pracownik Ogrodu Botanicznego Uniwersytetu Zielonogórskiego, prowadzi blog i firmę przyrodniczo-edukacyjną o nazwie Żywa Edukacja – Sebastian Pilichowski, nauczyciel w Zespole Szkół Przyrodniczo-Technicznych CKU w Bojanowie.

CZYTAJ TAKŻE: Opowieści Miejskiego Druida. Gdzie bije źródło Gęśnika? [FELIETON]

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem