Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Tomasz Kremer ma 42 lata, mieszka w Zielonej Górze, jest lekarzem rodzinnym. Pracuje w przychodni „Skarbowa”. Cieszy się bardzo dobrą opinią wśród pacjentów, bo nie dość, że jest świetnym specjalistą, jest bardzo przyjaznym i kontaktowym człowiekiem. Jedyny minus? Czasami trzeba odstać trochę w kolejce, bo doktor lubi poświęcać swoim pacjentom dużo czasu.

Maja Sałwacka: – W listopadzie namawiamy mężczyzn do badań. Jak zrobić je najlepiej?

Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

Tomasz Kremer*, lekarz rodzinny: – Umówić się na wizytę do lekarza rodzinnego. To od niego powinniśmy dostać wytyczne, jak i gdzie zrobić podstawowe badania, co powinno nas zaniepokoić. Lekarz rodzinny wie o nas sporo, weźmie pod uwagę wiek, przebyte choroby. Jeśli niepokoi nas jakaś zmiana, a lekarzowi także wyda się podejrzana, skieruje nas do poradni specjalistycznej. W pilnych przypadkach założy kartę DILO. To skróci procedury. I pamiętajmy! Onkolog jest lekarzem specjalistą, do którego nie potrzebujemy skierowania. Zawsze możemy zarejestrować się, przychodząc z ulicy.

Ilu rocznie pacjentów z rakiem przychodzi do pana?

– Z rakiem jądra? Rzadziej niż jeden pacjent w ciągu roku. Rak prostaty to już od pięciu do dziesięciu przypadków. Najwięcej jest jednak zachorowań na raka płuca i raka jelita grubego – po ponad dziesięć rocznie. Każdy kto skończył pięćdziesiątkę, powinien sobie zrobić prezent i zapisać się na kolonoskopię.

Warto robić sobie badania krwi? Wykryją raka?

– Mogą pomóc. Podwyższony poziom PSA może świadczyć o raku prostaty, a AFP o raku jądra. Na pierwsze badanie skierowanie może wypisać lekarz rodzinny, na drugie już tylko urolog. Możemy oczywiście wykonać badania odpłatnie, bez skierowań, to koszt kilkudziesięciu złotych. Ale jest jedna uwaga: niski poziom markerów nowotworowych wcale nie wyklucza choroby nowotworowej.

To jak najlepiej się badać?

– W raku jądra najskuteczniejsze jest samobadanie. Powinniśmy je wykonać raz w miesiącu, np. pod prysznicem. Instrukcję znajdziemy w sieci. Zaniepokoić powinna nas każda zmiana, np. powiększone jądro, guzek, kształt worka mosznowego. Z każdą wątpliwością trzeba zgłosić się do lekarza rodzinnego. Każdy niepokój jest wart uwagi. A w raku prostaty i raku jelita grubego najskuteczniejsze są badania przesiewowe.

Jak badać jąderka małych chłopców?

– Jądra badane są tuż po porodzie, potem podczas wizyt patronażowych i bilansów: dwulatka, trzylatka. U niektórych noworodków jąderka nie zstępują do worka mosznowego (ok. 3 proc.), a to bardzo niebezpieczna sytuacja, bo ryzyko rozwoju nowotworu gigantycznie rośnie. 10 proc. guzów to te z jąder, które nie zstąpiły. Dlatego maksymalnie do czwartego roku życia dziecko powinno zostać zoperowane. Także po to, żeby nie doszło do niepłodności. Jądra muszą mieć niższą temperaturę, niż ta panująca w jamie brzusznej.

Czy mężczyzna po przebytym raku jądra może zostać tatą?

– Oczywiście, ale to zależy od rodzaju leczenia. Ojcostwo może wykluczyć silna chemioterapia, ale lekarze przed jej podaniem proponują zdeponowanie nasienia w banku spermy. Często zdarza się, że mężczyźni z jednym jądrem zostają ojcami. W raku jądra jest to zaskakujące, że szanse wygrania ma nawet osoba już ciężko chora, mająca np. przerzuty do płuc. Reakcja na podaną chemię jest w tej chorobie zaskakująca dobra. Oczywiście szanse na pełne wyleczenie są największe, gdy wykryjemy nowotwór we wczesnym stadium.

A jak jest z rakiem prostaty?

– Ten związany jest z wiekiem. Występuje najczęściej u mężczyzn po 60 r.ż. Wg amerykańskich badań wykonanych podczas sekcji zwłok, w prostacie każdego 80-latka znajdują się komórki rakowe. Pacjent nie musi jednak zachorować, bo rak prostaty rozwija się latami. Rak jądra jest dużo bardziej dynamiczny.

Mówi się, że „męski” jest także rak płuc. Mężczyzna palący papierosa myśli, że wygląda męsko.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

– Rak płuca to najczęstszy nowotwór złośliwy u mężczyzn, jest bardzo śmiertelny i ciężki. Właściwie każdy wypalony papieros działa na naszą szkodę. Podobnie jak w raku pęcherza moczowego czy raku trzustki. Mężczyźni lubią zjeść dobrze, koniecznie mięso, a to czerwone przyczynia się m.in. do raka jelita grubego. A jak do tego dojdzie nadmierna masa ciała i brak aktywności fizycznej, ryzyko jeszcze bardziej wzrasta. Dodatkowo jednoczesne palenie papierosów i picie alkoholu potęguje ryzyko zachorowania na nowotwory głowy i szyi, np. raka krtani.

Jak pan dba o siebie?

Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

– Jeszcze sześć lat temu ważyłem 140 kg, przy wzroście 183 cm. Miałem nadciśnienie, bezdech i byłem wiecznie zmęczony, bo podczas snu mózg był niedotleniony. Zacząłem chodzić na siłownię, na bardzo długie spacery, zacząłem jeździć na rowerze, a rano pływałem. Gdy zszedłem poniżej 100 kg, zacząłem biegać. W dziewięć miesięcy schudłem aż 60 kg. Przebiegłem cztery maratony, kilka triathlonów, w tym Ironmana. Teraz zakochałem się w kolarstwie szosowym. Przejeżdżam trasy ponad 100 km, w roku robię ok. 20 tys. km.

O rany! Ale czy to dobre dla jąder?

– Kojarzenie raka jądra Lance Armstronga z kolarstwem jest dość częste, ale u niego nowotwór powinniśmy kojarzyć z dopingiem. Szkodliwy ucisk? Siodełka, odzież są tak skonstruowane, że nie ma takiego ryzyka.

Podobnie jest z przegrzewaniem jąder. Myślę, że gorzej mają kierowcy aut. W walce z otyłością ważna jest zmiana stylu życia. Aktywność fizyczna musi być naszą pasją, dawać nam radość. Sama dieta nie wystarczy. Złe nawyki szybko wracają. Trzeba mieć pasję i przyjemność.

Aktywność fizyczna jest lekarstwem na każdą chorobę?

– Jeśli ktoś prowadzi osiadły tryb życia, rujnuje swój układ krążenia, układ ruchu, metabolizm i samopoczucie. Bo endorfiny poprawiają nam humor, pomagają w depresji. Trzeba wstać z kanapy, ale robić wszystko z głową, powoli. Nie przeciążać stawów.

Warto wiedzieć, że na początku nawet najprostszy jogging powoduje u nas nadmierny wysiłek, a palimy tłuszcz nie przy tej największej aktywności, ale gdy jest umiarkowana lub lekka. Tłuszcz spalamy w drugim zakresie tętna, dopiero po 20 minutach aktywności. Dlatego moje spacery wyglądały na początku wręcz patologicznie. Były bardzo, bardzo długie!

Zmienił pan dietę?

– Całkowicie. Jem olbrzymie ilości warzyw, owoców, dbam, by dostarczyć zdrowe tłuszcze i białka, bo te są niezbędne do regeneracji mięśni po treningu. Odrzucam wszystkie chemiczne odżywki. Jeśli piję izotonik, to jest to woda z cytryną, miodem i szczyptą soli. Słodycze? Raz w tygodniu. Albo w nagrodę podczas treningu zjem baton własnej produkcji.

Robi pan batony jak Anna Lewandowska?

– Wielu ludzi je już robi, w sieci są świetne przepisy. Ja robię te na bazie suszonych owoców, orzechów, sezamu.

Zmieniłem kompletnie swoją kuchnię.

A jaka była?

– Gdy chodziłem na obiady do moich znajomych i podawano do stołu, zastanawiałem się, czy to przekąska i czy to porcja tylko dla mnie. Nie rozumiałem, że można jeść mniej. U mnie w domu mama serwowała schabowe wielkości talerza. Na stole stało 20 kotletów, dwie miski ziemniaków i mizeria obowiązkowo na 30-procentowej śmietanie. Potem podawała ciasto i kawę. Zalegaliśmy na kanapie przed telewizorem i oglądaliśmy... sport. Tak spędzaliśmy wieczory i weekendy. Aż powiedziałem „dość”.

Jeśli tak żyjesz, też to zmień. Zacznijmy dbać o nasze dzieciaki, pokażmy im, jak wiele frajdy przynosi ruch. Zwłaszcza że dziś mają więcej pokus niż my, żeby zostać w fotelu.

CZYTAJ TAKŻE: Lubuski Movember. Nie milcz w chorobie, rozmawiaj, choć bywa trudno

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.