Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Artur Łukasiewicz: Jakie są najważniejsze wnioski płynące z Lubuskiego Indeksu Zdrowia?

Piotr Bromber, dyrektor lubuskiego Oddziału NFZ: – Przede wszystkim to, że sytuacja w ochronie zdrowia jest zależna od wielu czynników. Począwszy od nakładów finansowych, dobrego sprzętu, kadry medycznej a skończywszy na demografii, sytuacji epidemiologicznej i stylu życia każdego z nas. Dominuje wciąż przekonanie, że bezpieczeństwo zdrowotne zależy głównie od inwestycji w infrastrukturę i aparaturę. Myślimy, że jeżeli w pobliżu działa szpital, to jest lepiej. A niekoniecznie tak bywa, na co wskazuje raport. LIZ ma uzmysłowić nam, że czynników jest dużo więcej. Na część z nich mamy wpływ i to niemały. Ochrona zdrowia to nie tylko medycyna naprawcza i miliony złotych wydawane na ochronę zdrowia.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

Czym jest LIZ, jak powstał?

Na pewno nie jest to typowa ekspertyza akademicka. Raport powstał we współpracy LOW NFZ i Urzędu Urzędu Statystycznego w Zielonej Górze, przy udziale zaproszonych ekspertów m.in przedstawicieli Izb Lekarskich, Wydziału Lekarskiego UZ, gmin i starostw. 

Raport ma formę inwentaryzacji. Jest próbą całościowego spojrzenia na zdrowie w Lubuskiem, bez oderwania od rzeczywistości życia w gminach i powiatach. Pokazanie jego w różnorodnych perspektywach, nie jednowymiarowej.

Moim zdaniem, jeszcze czegoś takiego w regionie nie było. Tym samym pokazujemy i zachęcamy do innej dyskusji o zdrowiu w województwie lubuskim.

O czym świadczy powiatowa demografia?

To kluczowy czynnik potencjału społecznego. O jego wadze mówią orzeczenia o niezdolności do pracy, wskaźniki starości, urodzeń, ilości dzieci i młodych matek. Tak jak w całej Polsce widzimy rosnącą dominację osób starszych. Woj. lubuskie ma jeden z wyższych wskaźników w kraju orzeczeń o niezdolności do pracy. Jest on różny w lubuskich powiatach. Pytanie na ile one mają na to wpływ.

Duży?

W samorządach widać pewne zmiany w podejściu do zdrowia. Dysponują one infrastrukturą, wyremontowanymi przychodniami, zapewniają lekarzom mieszkania, a mimo to ich nie znajdują. Dociera do nich, że muszą szukać innych rozwiązań np. stawiając mocniej na transport publiczny, co poprawia dostępność do lekarzy. Wykazują elastyczność. Nie okopali się na stanowiskach, wypracowanych przez kilka kadencji.

Największe zagrożenia chorobami cywilizacyjnymi, obok nowotworów i cukrzycy, ale także chorobami psychicznymi widzimy w Zielonej Górze i Gorzowie. Tempo życia, stres, styl życia.

Nasze dwie stolice niczym w pigułce oddają procesy dostrzegalne w kraju. Szybsze tempo życia jest najbardziej widoczne w lubuskich stolicach.

A choroby psychiczne?

Problemy związane z chorobami psychicznym coraz mocniej dotyczą ludzi młodych, dzieci i młodzieży. To wynika, moim zdaniem, z niedostrzegania ich przez najbliższych. Przecież dzieci nie identyfikują tych dysfunkcji. Dostrzegamy bezradność rodziców w zderzeniu z problemami swoich dzieci. Choroba psychiczna, to nie grypa, którą leczy się w ciągu siedmiu dni. To trwa miesiącami, latami. Nieraz choroby ujawniają się dopiero w wieku dojrzałym.

To będzie dla nas w przyszłości dużo większe wyzwanie niż choroby kardiologiczne i onkologiczne. Lepiej potrafimy przeciwdziałać otyłości i cukrzycy, bo ta profilaktyka dotyczy naszej fizyczności. Gorzej jest z psychiką. Dlatego trzeba nagłaśniać jak najszerzej problem depresji. To kolejna choroba cywilizacyjna.

CZYTAJ TAKŻE: Prawa pacjentów: - Nie skarżymy się tylko na depozyty i księży w szpitalach [ROZMOWA]

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.