- Prędzej czy później do głosu dojdzie pokolenie, które zacznie zadawać pytania: "No tak, ale właściwie, to dlaczego nasi ojcowie i dziadowie uważają się za Lubuszan? Przecież to nieprawda?" - pisze w liście do redakcji Czytelnik. Krytykuje reformę samorządową z 1999 r.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Zielonej Góry? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Otrzymaliśmy list od Czytelnika "Wyborczej". Wypowiada się w nim m.in. na temat reformy samorządowej z 1999 r., historii Zielonej Góry i całego regionu. List prezentujemy poniżej. Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Sosnowiec to miasto położone w subregionie o nazwie Zagłębie Dąbrowskie, które z kolei można zaliczyć do szerszej jednostki o nazwie Małopolska. Zielona Góra to dolnośląskie miasto, a Dolny Śląsk, jak wiadomo, wespół z Górnym Śląskiem tworzy Śląsk.

Zastanówmy się teraz, jak deforma z 1999 r. wpłynęła na dalsze losy mentalnościowe ów miast, a raczej ich mieszkańców. Otóż Sosnowiczanie wciepnięci do województwa śląskiego nie dali się przerobić na Górnoślązaków. Istnieją nawet inicjatywy, które mają na celu zmianę nazwy tego województwa (osobiście je popieram), np. na województwo górnośląsko-dąbrowskie. Dlaczego tak się stało? Mówiąc najkrócej: z powodu ciągłości osadniczej na terenie Zagłębia Dąbrowskiego.

Jeśli chodzi o Zieloną Górę, to tej ciągłości tu brak (jestem autochtonem, ale stanowię przerażającą mniejszość). Sytuacja Zielonej Góry jest zatem bardziej skomplikowana. Otóż ów miasto od samego początku było miastem śląskim. Aż do 1945 r. Z Ziemią Lubuską miało tyle wspólnego, że z nią graniczyło. Po wymianie ludności oraz zmianie granic państwowych po wojnie przechodziło wraz z resztą Polski przez różne stadia zmian granic administracyjnych.

Dominowała tożsamość zielonogórska

Najogólniej można powiedzieć, iż do 1999 r. mieszkańcy okolic Zielonej Góry uważali swój region za zielonogórski, nie tracąc całkowicie z oczu swej dolnośląskiej proweniencji (patrz np. Sulechów). Ale nad tożsamością dolnośląską dominowała zielonogórska. Nikomu do głowy nie przyszło nazwać siebie Lubuszaninem. A jak jest dziś? Przez 20 lat znaczna część opinii publicznej dała się wykolegować i na podstawie bezmyślnej deformy podziału, opartej na nieprawdzie, zaczęła uważać siebie za Lubuszan. Jakie niesie to zagrożenie? Ano takie, że prędzej czy później do głosu dojdzie pokolenie, które zacznie zadawać pytania: "No tak, ale właściwie, to dlaczego nasi ojcowie i dziadowie uważają się za Lubuszan? Przecież to nieprawda". To schemat, który jest uniwersalny i powtarzalny. Niewiadomą jest tylko to, które pokolenie go powieli.

Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie jeden mały szczególik. Zielona Góra nigdy nie była lubuska. Tego się nie da przeskoczyć. Budowanie tożsamości regionalnej (małej ojczyzny) jest niezbędne do budowy w miarę normalnego kraju. Ale prawda zawsze wypłynie na wierzch. Dlatego trzeba zaproponować ogólnopolską dyskusję na temat reformy podziału administracyjnego. I to nie jest żadne "zawracanie gitary", bo takie reformy się zdarzają cyklicznie i jest to normalne. Następna też kiedyś będzie, więc niech zostanie ona zawczasu omówiona, niż miałaby się odbyć z pominięciem głosu szerszego.

Województwo zielonogórskie w prowincji Dolny Śląsk

Ja osobiście jestem zwolennikiem podziału na bazie wielkich krain historycznych (pięciu, sześciu), likwidacji powiatów oraz utworzeniu sporej liczby województw umieszczonych w poszczególnych krainach, np. województwo zielonogórskie w prowincji Dolny Śląsk. Dolny i Górny Śląsk to dziś jednak odmienne rejony (choć o wspólnym korzeniu) i powinny stanowić odrębne jednostki. Oczywiście nie upieram się przy niczym i jestem otwarty na wszelakie ciekawe propozycje.

Żeby uzmysłowić jeszcze, iż jest to problem niebłahy, to wyobraźmy sobie, że autorzy deformy z 1999 r. chcą utworzyć województwo kujawskie. Teren jest jednak za mały, więc dokoptowują do niego w sposób sztuczny Płock i okolice. A to właśnie zrobiono z Zieloną Górą. Brak ciągłości osadniczej nie oznacza, że można robić wygibasy bez umiaru. Zachęcam do rozważań.

Co sądzicie o liście Czytelnika? Zgadzacie się z tym, co napisał? A może uważacie zupełnie odwrotnie? Na Wasze opinie czekamy w komentarzach pod tekstem, przesyłajcie je też na adres mailowy listy@zielona.agora.pl albo na Facebooku.

CZYTAJ TAKŻE: Boom mieszkaniowy w Zielonej Górze. Ceny mieszkań w górę, ale popyt nie maleje

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Oczywiście że Zielona Gora nie ma nic wspólnego z Ziemia Lubuską. To część Dolnego Sląska. Nawet świadczy o tym herb Zielonej Góry z pięknym czarnym śląskim orłem na tarczy. Takim samym jak w herbach Krosna Odrzańskiego, Żagania, Bytomia Odrzańskiego czy Sulechowa. Z kolei Żary i Gubin to Łużyce. Gorzów to Nowa Marchia, choć jeszcze wcześniej była to część Wielkopolski utracona na rzecz Brandenburczyków. Historyczna Wielkopolska to Miedzyrzecz i Skwierzyna. Jedynie Kostrzyn i jego okolice to historyczna Ziemia Lubuska.
już oceniałe(a)ś
6
0
A dlaczego pada założenie, że jakiekolwiek pokolenie będzie chciało się buntować, w imię historycznych granic, które w ogóle nie przystają do współczesnego świata? Dla wielu młodych osób pojęcie "Lubuskie" nie ma nic wspólnego z tym od którego nazwę bierze. To jest dla nich ta ziemia, gdzie po zawierusze wojennej wylądowali ich dziadkowie. To jest obszar gdzie też albo ich rodzice, albo nawet sami na start dorosłości osiedli. Dla takich osób przywiązaniem nie są granice kreślone przez historyków, a więzi międzyludzkie jakie sami stworzyli. To właśnie określa ich przywiązanie do regionu. Podobnie jest na "Dolny Śląsku". Tam również przez dzieje historii ludzie na nowo zaczęli kreślić swoją tożsamość, która z Śląskiem nie ma wiele wspólnego. Bo nazwa, to tylko i wyłącznie nazwa, a każde pokolenie woli definiować przywiązanie po swojemu, niż odgrzebywać prawidła historii.
już oceniałe(a)ś
3
1
Tez macie problemy .... bez obrazy :-)
już oceniałe(a)ś
1
0
To jest cenny głos w dyskusji o podziale administracyjnym w zgodzie z historycznymi tradycjami. Ma się jednak nijak do brutalnych pociągnięć powojennych, które spowodowały, że ogromna część Polski północnej i zachodniej powinna współcześnie przenieść swoje korzenie... na wschodnie krainy dzisiejszej Ukrainy, Litwy i Białorusi. Oczywiście pozostaje otwartym pytanie według jakich kryteriów dzisiejsza na siłę wciskana "lubuszczyzna" miałaby od ŚLĄSKA pozyskiwać środki Unii Europejskiej na swój rozwój i doganianie CENTRALI...
p.s. Warto byłoby też zapytać o łużyckie korzenie dzisiejszych mieszkańców za Nysą. He, he...
już oceniałe(a)ś
0
0
IMHO Wystarczy zmienić herb, który nawiąże do krain historycznych tj Dolnego Śląska, Brandenburgii... Aktualny nie ma nic wspólnego z niczym. Pamiętam jak startowałem w konkursie na herb lubuskiego tylko heraldykom kolory nie pasowały (bo ponoć w herbie niektóre nie mogą być obok siebie). Moja propozycja była taka aby w herbie był orzeł dolnośląski, gorzowski (brandenburski) i kiść winogron (wiadomo dlaczego :) ).
już oceniałe(a)ś
0
0