Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wpis odnoszący się do fragmentu felietonu Tokarczuk, opublikowanego w niemieckiej gazecie „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, Minge zamieściła na Facebooku w czwartek. Nie spodobały jej się słowa noblistki, która pisała: "Dla mnie już od dłuższego czasu świata było za dużo. Za dużo, za szybko, za głośno. Nie mam więc »traumy odosobnienia« i nie cierpię z tego powodu, że nie spotykam się z ludźmi. Nie żałuję, że zamknęli kina, jest mi obojętne, że nieczynne są galerie handlowe. Martwię się tylko, kiedy pomyślę o tych wszystkich, którzy stracili pracę".

Minge skarciła Tokarczuk w obraźliwy sposób. Stwierdziła m.in.:

"Takie teorie, że >za dużo tego świata< i boskie niemal mądrości, szerzone w ciepłych kapciach, z filiżanką luksusowej kawy eko i innymi modnymi drobiazgami z dziedziny minimalizmu, są zwyczajnie nieetyczne. Od zawsze świat miał jeden problem... słowa nad czynem. Czasem milczenie jest najlepszym rozwiązaniem" - zasugerowała pisarce celebrytka. 

Oraz: "Książki dobrze się sprzedają, a nawet wyśmienicie, jest na chleb, na bilet do kina nie potrzeba, wyspa prywatna może okazać się >za duża<, więc kasa się marnuje. Zje pani tylko jeden kotlet, rower nie potrzebuje paliwa, a pisać można ręcznie. Tę nagrodę [Nobla] przekazać na cele charytatywne!".

Pod postem Minge przyznała, że nie czytała całego felietonu pisarki, a jedynie fragment, który znalazła w sieci. 

Parę godzin później celebrytka usunęła obraźliwy wpis, oznajmiając jednocześnie, że dopiero po czasie przeczytała cały felieton i "odszczekuje" to, co napisała pod adresem Tokarczuk.

"Dobra, dałam się ponieść fragmentom i fragmencikom. Faktycznie jest łagodzący jak plaster, choć nadal plaster, ale taka rola artysty na wojnie. Dobraaaa, nie będę już pyskować" - napisała Minge.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.