Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W środę w polskim Sejmie odbyło się pierwsze czytanie obywatelskiego projektu zaostrzenia ustawy aborcyjnej. Projekt trzy lata wcześniej złożyli proliferzy skupieni wokół aktywistki Kai Godek. Zakłada on zniesienie możliwości przerwania ciąży ze względu na wysokie prawdopodobieństwo ciężkich i nieodwracalnych wad płodu. Poparcie wniosku o skierowanie projektu do dalszych prac zapowiedziały PiS i Konfederacja, przeciwko są KO i Lewica.

Tego samego dnia w południe na ulicę wyszli mieszkańcy Zielonej Góry, by zaprotestować przeciwko dalszym pracom nad nowelizacją ustawy aborcyjnej. Cichy czarny protest zorganizowały Instytut Równości i Wspólna ZG.

W manifestacji udział wzięło kilkanaście osób. Wszystkie miały założone maseczki i zachowały przepisowe 2 m dystansu. - Wiele osób ma żal, że nie poinformowaliśmy ich o proteście, ale celowo nie promowaliśmy tego wydarzenia, aby tylko symbolicznie, w wąskim gronie dać wyraz naszemu sprzeciwowi przeciwko zaostrzeniu ustawy aborcyjnej. Normalnie przyszłyby tłumy, ale nie chcieliśmy robić wielkiego zgromadzenia i potęgować ryzyka rozprzestrzeniania się koronawirusa  - opowiada Kacper Kubiak z Instytutu Równości.

Policja nie interweniowała, ale protestujący już wcześniej przygotowali sobie alibi - uczestnicy protestu ustawili się w kolejce do... sklepu Biedronka na deptaku. Prawdziwych klientów po prostu wpuszczali przed siebie. 

Cichy czarny protest na zielonogórskim deptaku przeciwko całkowitemu zakazowi aborcjiCichy czarny protest na zielonogórskim deptaku przeciwko całkowitemu zakazowi aborcji fot. Anna Kraśko

- Zaprotestowaliśmy nie tylko przeciwko zaostrzaniu ustawy aborcyjnej, ale też wykorzystywaniu trudnego czasu epidemii do pracy nad tak ważkimi sprawami. Nie wolno procedować tego rodzaju ustaw, gdy ludzie siedzą w domach i nie mogą wyjść na ulice, by powiedzieć "nie". W środę w Sejmie czytano zresztą aż cztery kontrowersyjne projekty uchwał, w tym ten dotyczący zakazu edukacji seksualnej. Dla nas to ważna sprawa, bo wiąże się z tolerancją, równością bez względu na orientację seksualną - tłumaczy Kubiak.

Podkreśla, że temat aborcji nie jest łatwy, pełen dylematów etycznych, ale nie wolno pochylać się nad tego rodzaju sprawą bez szeroko zakrojonych konsultacji i krajowej debaty. - A już zwłaszcza w czasie epidemii, kiedy ludzie tracą pracę, boją się o swoją przyszłość. Rząd ma teraz co robić - mówi Kubiak. I dodaje: - Kobiety mają prawo decydować o swoim życiu i o tym, czy chcą urodzić dziecko. Nawet, gdyby wszedł zakaz aborcji, to nie spowoduje on, że kobiety nie będą przerywać ciąż. Wyjadą za granicę, wydadzą więcej pieniędzy, ewentualnie będą poddawać się zabiegowi w jakichś podejrzanych klinikach, gdzie nikt nie kontroluje warunków, nie daje żadnej gwarancji - przekonuje zielonogórzanin.

Oświadczenie w sprawie wydała także Wojewódzka Rada Kobiet działająca przy lubuskiej marszałek.

"Mamy już najbardziej restrykcyjne prawo, które miałoby zostać jeszcze bardziej zaostrzone. Nie zgadzamy się na fundowanie piekła kobietom, które będą zmuszone utrzymywać ciążę wiedząc, że płód obumrze, lub po urodzeniu dziecko będzie narażone tylko na cierpienie i śmierć, na które one będą zmuszone patrzeć. Jest to nieludzki, barbarzyński projekt prowadzący faktycznie nie do ograniczenia aborcji, a do rozrastania się podziemia aborcyjnego. Prowadzący poprzez zmuszanie kobiet do pozostawania w ciąży niedającej szans na szczęśliwe zakończenie do ogromnej traumy tych kobiet i ich rodzin" - oświadczyła Rada Kobiet.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.