Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Zielonej Góry? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Czas epidemii jest dla nas trudny, bo żyjemy w dużym obciążeniu. Z jednej strony obawiamy się, że zachorujemy lub ktoś z naszych bliskich zachoruje. Z drugiej strony boimy się, jak będzie wyglądać nasza przyszłość. Do tego dochodzi izolacja i różne ograniczenia, na dłuższą metę uciążliwe. Jak sobie z tym wszystkim radzić na co dzień?

Dariusz Barański: Bezpośrednie zagrożenie to wirus i choroba, ale również sama społeczna czy domowa izolacja może mieć negatywne skutki dla naszej psychiki. Co nam zagraża?

Małgorzata Korol-Ziółkowska: Sytuacja, w jakiej się znaleźliśmy i trwamy od miesiąca, jest zupełnie nowa, nieprzewidywalna w skutkach, niepoddająca się naszej kontroli. Spełnia więc wszelkie warunki wydarzenia stresującego. To wywołuje obciążenie dla naszej psychiki. A na początku pojawia się lęk.

Lęk jest emocją potrzebną. Atawistycznie reagujemy lękiem, kiedy coś nam zagraża. W dobrym natężeniu i w zdrowiu pełni dobrą funkcję, bo mobilizuje nas, zwraca uwagę na to, czego trzeba się wystrzegać. Problem zaczyna się wówczas, gdy lęk zaczyna przejmować kontrolę nad naszym racjonalnym obrazem sytuacji i prowadzi do irracjonalnych zachowań, wzmożonego stanu niepokoju, zaburzeń, czasem nawet obsesyjnych, związanych z potrzebą mycia, dezynfekcji, sterylności ponad normę, gdy w znaczący sposób ogranicza nasze możliwości funkcjonowania i trzymania się rytmu dnia.

Dziś dodatkowo ten stres, lęk jest bardzo długotrwały.

– I przez to skutki psychiczne stają się coraz bardziej wyraźne. Taka jest specyfika stresu: w krótkim czasie pełni funkcję alarmującą, mobilizująca i wtedy jest pożyteczny. Jesteśmy bardziej wydajni, możemy więcej zrobić. Kiedy się wydłuża, przechodzimy w stan zmęczenia, zmęczenia sytuacją, a to może rodzić trudności psychiczne.

Jak sobie radzić z tym stresem i lękami?

– Czas epidemii jest dla nas trudny, bo żyjemy w dużym obciążeniu. Z jednej strony obawiamy się, że zachorujemy lub ktoś z naszych bliskich zachoruje. Z drugiej strony boimy się, jak będzie wyglądać nasza przyszłość. Do tego dochodzi izolacja i różne ograniczenia, na dłuższą metę uciążliwe. Jak sobie z tym wszystkim radzić na co dzień?

Jeśli czujemy jakiś dyskomfort psychiczny, napięcie, niepokój, dobrze jest o tym komuś powiedzieć. Tym, z którymi mieszkamy, albo znajomym, przyjaciołom, poprzez kontakt telefoniczny czy łącząc się przez komunikator online, i wyrazić te emocje, które w nas są. Wtedy jest szansa, że będą nam mniej ciążyły.

Strumień informacji dotyczących pandemii – a dziś właściwie wszystko się obraca wokół tego – pewnie nie pomaga?

– Powinniśmy dawkować informacje, których słuchamy, wybrać sobie jedno źródło informacji, sprawdzać np. dwa razy dziennie, rano i po południu, raczej nie przed snem. Dynamika zmian nie jest tak szybka, żeby trzeba było to monitorować i przyjmować przez cały dzień. A w międzyczasie starajmy się odwracać naszą uwagę od tych problemów: sięgnąć po książkę, zadzwonić do przyjaciół, kogoś bliskiego, porozmawiać na inne tematy niż obecna sytuacja i pandemia.

Co pomaga w tej naszej „epidemicznej” codzienności i domowej izolacji?

– Na pewno sprzyja trzymanie się pewnej rutyny dnia. Starajmy się planować, utrzymywać takie swoje kotwice w ciągu dnia. Nawet jeśli nigdzie nie wychodzę, warto wykonać codzienną toaletę, ubrać się, nie chodzić cały dzień w piżamie. Powinniśmy dbać o pewne ramy, w jakich funkcjonowaliśmy przed izolacją. Nie mniej ważne są takie fizjologiczne sprawy, jak zrównoważona dieta, regularne pory posiłków, regularny sen.

To ważne również z medycznego punktu widzenia, bo daje nam odporność…

– …i redukuje stres. Nasz świat się zatrzymał nagle i bez ostrzeżenia. Ale mamy też możliwość przystopowania, zwolnienia. Zawsze narzekaliśmy, że wszystko musimy robić w biegu, że praca, zakupy, obowiązki, odpisywanie na e-maile, odbieranie telefonów. Mówiliśmy czasem, że chciałoby się odetchnąć. Taki czas przyszedł. To może być przecież moment, aby wrócić do jakichś swoich pasji, tych, które można realizować w domowych warunkach. Zainteresować się czymś, na co wcześniej już mieliśmy ochotę, a nie było czasu. Redukcji stresu służy też utrzymywanie aktywności fizycznej. Nie jest to oczywiście czas na poprawianie formy w plenerze, ale zachowanie tej aktywności nawet w domowych warunkach redukuje napięcie, poprawia samopoczucie.

Jak to nagłe zatrzymanie, przymusowy pobyt w domu wpływa na relacje w rodzinie, między partnerami?

– To może pomóc w relacji, w otwarciu się na siebie. Ale może też być nie lada wyzwaniem i potęgować pewne wcześniejsze konflikty, napięcia. Wcześniej różne mechanizmy psychologiczne i społeczne pozwalały nam nie konfrontować się z ukrytymi w naszych rodzinach problemami, mogliśmy stosować mechanizmy łagodzące. Przymusowa izolacja, zatrzymanie nas w domu ujaskrawiają te problemy. One teraz nie powstały, jedynie widzimy je szerzej.

W szczególnej sytuacji są rodziny, w których dochodziło już wcześniej do przemocy.

– Tak, skoro już wcześniej były problemy, ktoś w rodzinie stosował przemoc, to trudno przypuszczać, że to teraz ustąpi. Osobom, które tego doświadczają, chciałabym przekazać, żeby zadbały o pewien plan swojego bezpieczeństwa. Można umówić się z sąsiadem na jakiś sygnał, który będzie oznaczał, że dzieje się coś złego. Można przygotować swoje rzeczy, na wypadek gdyby trzeba było nagle wyjść z takiego domu. Taki plan warto mieć. I trzeba pamiętać, że ośrodki interwencji kryzysowej cały czas funkcjonują. Można zasięgnąć rady, otrzymać pomoc już wcześniej, nie czekając na krytyczny moment. To są oczywiście sytuacje ekstremalne…

A na co dzień, w przeciętnej, spokojnej rodzinie? Jak ze sobą wytrzymać w czterech ścianach?

– Na pewno warto spotkać się z domownikami, porozmawiać o tym, że teraz jest taki czas, a zależy nam na dobrych relacjach. Ta sytuacja związana z kryzysem ustąpi, nie będzie przecież trwała wiecznie. Warto więc swoich relacji nie pogarszać, abyśmy niczego nie utracili. Dlatego ważne jest, abyśmy w rodzinach zadbali o dobrą komunikację i wyrażanie własnych potrzeb.

W czym to się praktycznie przejawia?

– Warto np. zorganizować przestrzeń do pracy i nauki. Żeby na siebie nie nachodziły, żebyśmy mieli autonomię i poczucie, że mogę się zajmować tym, czym aktualnie chcę.

Chodzi też o taką rodzinną organizację dnia, ustalenie obowiązków, jakie wykonujemy w danym czasie. Dzieci się uczą, odrabiają lekcje, ale rodzice, jeśli pracują zdalnie, to też potrzebują warunków do skoncentrowania się na pracy. Można jednak organizować wspólne przerwy i spędzać te chwile razem, np. jedząc wspólnie posiłek, rozmawiając swobodnie, aby potem wrócić do swoich zajęć.

Idealna sytuacja. Nie zawsze da się jednak tak bezkonfliktowo.

– Jeśli sytuacja będzie rodzić napięcia i konflikty, których nie da się we własnym zakresie omówić i przepracować, to pamiętajmy, że pomoc psychologiczna online działa i większość poradni wystąpiła z taką ofertą. Można więc zawsze zadzwonić do specjalistów, poprosić o mediację, interwencję czy poradę.

Tak właśnie działa dziś np. oddział dzienny psychiatryczny w gorzowskim szpitalu, którym pani kieruje? Pacjenci nie mogą przecież jak kiedyś przychodzić na codzienne zajęcia i terapię.

– Dlatego przenieśliśmy terapię naszych pacjentów do kontaktu telefonicznego. Tak dziś prowadzimy sesje terapii indywidualnej i służymy poradą psychologiczną. Staraliśmy się w taki sposób zabezpieczyć naszych pacjentów, żeby być z nimi w kontakcie, omawiać szybko to, co się dzieje, kiedy pojawiają się jakieś trudne dla nich emocje. Dla osób, które już wcześniej doświadczały kryzysu psychicznego, miały problem ze swoimi emocjami, obecna sytuacja izolacji, ograniczeń, braku spotkania się z innymi ludźmi, jeszcze pogłębiła ich problemy.

Utrzymanie z nimi kontaktu to jeden aspekt naszej dzisiejszej pracy. Aspekt drugi: zorganizowane zostały dyżury psychologów dla pracowników szpitala, którzy na co dzień są na tej pierwszej linii frontu, pracują z osobami, które są lub mogą być zarażone koronawirusem. To jest bardzo potrzebne, bo nietrudno sobie wyobrazić, że będąc najbliżej tego zagrożenia, doświadczają wzmożonego poziomu lęku, bezsenności, przewlekłego zmęczenia i stresu.

Mają więc możliwość wyrażenia tych emocji, opowiedzenia o swoich wątpliwościach, lękach, czasem też złości, że muszą się narażać, o tym całym stresie i zmęczeniu. Samo to już daje efekt terapeutyczny i odciąża, bo przecież okazuje się, że jest to wspólnota doświadczenia nas wszystkich. Psycholog, który słucha, może przecież w jakimś stopniu też identyfikować się z tymi odczuciami.

Kiedy pandemia zacznie wygasać, pojawią się nowe problemy. Wielu pewnie straci pracę, nie odnajdzie się w nowej sytuacji. Czego możemy się spodziewać w sferze zdrowia psychicznego?

– Możemy tylko przewidywać, że pojawi się szereg zaburzeń adaptacyjnych, trudności związanych z koniecznością przystosowania się do nowej sytuacji, m.in. utrata pracy, dotychczasowej jakości życia, znoszenie pewnych ograniczeń, które będą z tego wynikać. W miesiącach po ustaniu epidemii, a także w kolejnych latach może występować zespół stresu pourazowego, czyli reakcja na wydarzenie, które było w odczuciu człowieka traumatyczne i przekraczało codzienne możliwości poradzenia sobie z nim. Zespół, czyli bardzo wiele różnych objawów, jak intruzywne wspomnienia, natręctwa, obniżenia nastroju, poczucie utraty kontroli nad swoim życiem, zaburzenia depresyjne. Trzeba jednak powiedzieć, że nie wszystkie osoby skonfrontowane z pandemią ujawnią takie objawy potraumatyczne i nie będą potrzebować specjalistycznej pomocy, bo poradzą sobie same w trudnych sytuacjach.

Dziś nie jest łatwo uchronić się przed lękiem o przyszłość. Przed nami jest wiele niewiadomych, za to wiele prognoz, przypuszczeń, często czarnych scenariuszy. Co mamy o tym myśleć?

– Lęk, to, co nas przestrasza, to nasze wyobrażenia i myśli dotyczące tego, co się wydarzy. Ale wyobrażenia to nie fakty. Snujemy wizje, że będzie tragicznie, że gospodarka się załamie, że bezrobocie, czarne scenariusze. Ale to nie są fakty. Nie jest powiedziane, że tak właśnie będzie.

Rzeczywistość może okazać się inna. Warto więc przypomnieć sobie trudne sytuacje, w których sobie poradziliśmy, i na tym bazować. Nikt nie wie, jak będzie, ale jak już się w tym znajdę, to sobie poradzę. A dziś warto sobie wypisać na kartce rzeczy, na które mam wpływ i na które nie mam wpływu. Nie mam wpływu na to, jak długo to wszystko potrwa, nie mam wpływu na rozwój epidemii, na to, kiedy otworzą sklepy, kiedy pójdę do fryzjera. Ale mam wpływ na to, co będę robić dzisiaj w domu, z kim porozmawiam, czego nowego się nauczę. Zobaczmy to, nad czym mamy kontrolę, bo mimo wszystko naprawdę dużo rzeczy możemy zrobić i wiele od nas zależy.

* Małgorzata Korol-Ziółkowska jest psychologiem, kierownikiem oddziału dziennego psychiatrycznego w gorzowskim szpitalu.

CZYTAJ TEŻ: Branża automotive leży, ale w tunelu widać światło. Duże lubuskie firmy w czasie epidemii koronawirusa

CZYTAJ TEŻ: Koronawirus. W piątek w szpitalach drugi transport z Chin zamówiony przez marszałek Polak

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.