Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Zielonej Góry? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Mój borze sosnowy i jedlino słodka, chwilę się nie widzieliśmy, prawda? Chodźcie, Mili Moi, zapraszam na krótką opowieść o tym, czego może nie być i jak pomóc, by jednak pozostało. Za sprawą człowieka świat zmienił się, każdy z nas zdaje sobie z tego sprawę. Z naszą ekspansją wiele gatunków zniknęło, znika lub niebawem zacznie. Staramy się – biolodzy, przyrodnicy – identyfikować przyczyny tych zagrożeń, by następnie przeciwdziałać im. Spotykamy przy tym wiele problemów: jest nas za mało, wiele organizmów wymaga do identyfikacji wąsko wyspecjalizowanych specjalistów, a rzetelne badania wymagają nie tylko pracy ludzkiej, ale cierpliwości, nakładu czasu i oczywiście środków.

Jest taka roślina w naszym województwie, w okolicy Łęknicy, która występuje jedynie tam, gdy wziąć pod uwagę obszar całego kraju. Zwie się ona selerami (nie selerem) węzłobaldachowymi (Helosciadium nodiflorum (L.) Koch, synonim Apium nodiflorum (L.) Lag.) lub pęczyną węzłobaldachową. Z wielką łatwością rośnie i rozwija się, gdy ma pod dostatkiem światła i wody, najlepiej płynącej. Dlaczego zatem występuje tylko tam, jest krytycznie zagrożona i ściśle chroniona w Polsce? Dlatego że powyższe warunki zazwyczaj się jej nie zdarzają. Przegrywa konkurencję o warunki świetlne z wysokimi, szybko i gęsto rosnącymi gatunkami szuwarowymi. Ubiegłoroczne susze również odbiły się negatywnie na dzikiej populacji. I chociaż roślina ogrodniczo wyda się skrajnie nieciekawa (jak to żartobliwie mawia kolega: „Wygląda jak przerośnięta pietruszka”), to ze względów biologicznych czy ochrony przyrody należy podejmować kroki zabezpieczające jej stanowisko.

Spod Łęknicy do ogrodów botanicznych

W związku z tym nie dopuszcza się do postępowania sukcesji i zarastania rowu, w którym rosną niniejsze selery (tu duża rola pracowników lubuskich parków krajobrazowych). Jest też kilka ogrodów botanicznych w kraju, dysponujących osobnikami wywodzącymi się z lubuskiej populacji. I w tym momencie dochodzimy do kluczowej roli placówek, jakimi są ogrody botaniczne i zoologiczne funkcjonujące w myśl zapisów ustawy o ochronie przyrody. Są to bowiem placówki naukowe, edukacyjne i odpowiedzialne za ochronę gatunkową. Dlatego istotnym było spełnienie wymogów prawnych przez zielonogórski ogród botaniczny, by móc uczestniczyć w zaszczytnej roli ochronnej. Stało się tak w 2015 r., gdy decyzją generalnego dyrektora ochrony środowiska wpisano do rejestru Ogród Botaniczny Uniwersytetu Zielonogórskiego (OBUZ).

Selery węzłobaldachowe są pierwszym gatunkiem, którego ochronę ex situ (poza miejscem występowania) prowadzi OBUZ od 2018 r. Sadzonki zostały przekazane przez Ogród Botaniczny Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, który to kilka lat przed otrzymaniem statusu przez OBUZ zabezpieczył selery z województwa lubuskiego przy okazji inwestycji drogowej. Nasze „zielonogórskie” selery węzłobaldachowe mają się świetnie, rosną również w rowie z przepływającą wodą, a pracownicy i praktykanci dbają, aby warunki świetlne były wyśmienite. Dzięki takim działaniom dysponujemy populacją zgodną genetycznie z dziką macierzystą, zatem możliwe staje się jej wzmacnianie nowymi osobnikami, jak również jej odtworzenie, gdyby doszło do wymarcia.

Pozwolę wystosować tu zatem apel. Nie niszczmy roślin tylko dlatego, że wyglądają nieciekawie („Nieprzydatne chwasty!”) lub wręcz pięknie („Zerwę do ogródka”). Ukierunkujmy nasze nastawienie na świadome korzystanie z przyrody, aby szanować organizmy rzadkie, jak i pospolite. Do realizatorów szeroko rozumianych inwestycji zwrócę z kolei te słowa: pamiętajcie, Mili Państwo, że ustawa o ochronie przyrody i rozporządzenia ws. gatunków chronionych to obowiązujące akty prawne. Jeżeli realnie niemożliwym staje się uchronienie populacji gatunku chronionego, to można zwrócić się do OBUZ celem rozpoczęcia procedury zabezpieczenia osobników. W ten sposób zabezpieczymy lokalne populacje, które posłużą w przyszłości do odtworzenia tych dzikich, dziś zazwyczaj wymarłych. Pamiętacie mój tekst o storczykach z ubiegłego roku? W przyrodzie nic nie ginie, mawiają. No, może jedynie gatunki. Gdy giną, to na zawsze.

CZYTAJ TAKŻE: Opowieści Miejskiego Druida. Dlaczego nie warto grabić pod bukiem? [FELIETON]

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.