Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Lubuska marszałek na łamach "DF" opowiada m.in. o transportach sprzętu medycznego sprowadzonych z Chin, podejrzeniu koronawirusa u siebie i zmaganiach z urzędem wojewody. Cieszy się, że Lubuskie ma najmniej stwierdzonych zakażeń w Polsce, ale nie ukrywa:

- Testów robi się bardzo mało, liczby są niemiarodajne. Przede wszystkim badana częściej powinna być kadra medyczna: lekarze, pielęgniarki, ratownicy, salowe - tłumaczy Polak.

O kulisach zamówień z Azji mówi tak:

- Jako że nie odbierali moich telefonów, wrzuciłam na swojego Fejsa dramatyczny apel do rządu polskiego, do ministra obrony narodowej, że mam towar w Szanghaju, bardzo ważny, maseczki, kombinezony itd., dla lekarzy, pielęgniarek, ratowników, którego nie mamy i nigdzie w Polsce nie możemy kupić. Oraz że w związku z tym, że Chiny zamknęły granice, on nam tam utknął. Proszę więc, błagam, o umożliwienie mi przewiezienia tego transportu samolotem. No i wtedy natychmiast rozdzwoniły się wszystkie nasze media tutaj. W sensie lokalne. Ale jak to? Ale co? Ale czemu? I ledwie zamieścili to na swoich stronach, a już z kancelarii premiera dzwoni minister Dworczyk: „Pani marszałek, co pani wyprawia, dostanie pani te samoloty!”.

CZYTAJ W DUŻYM FORMACIE: "Mamy najmniej zachorowań i zakażeń w Polsce". Jak marszałek lubuskiego kupiła 22 tony sprzętu medycznego

 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.