Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W Lubuskiem stwierdzono dotąd 90 przypadków zakażenia koronawirusem. Wskaźnik zachorowalności wynosi jednak tylko 8 na 100 tys. mieszkańców, a to dlatego, że część zdiagnozowanych pochodzi z innych województw. 

- Codziennie podczas wideokonferencji z ministrem zdrowia, ministrem spraw wewnętrznych czy szefostwem sanepidu słyszę, że Lubuskie ma najniższą zapadalność na koronawirusa. To, oczywiście, cieszy. W szpitalach obecnie mamy tylko 9 osób. Kolejnych kilkaset przebywa na kwarantannie - mówił wojewoda lubuski Władysław Dajczak podczas wtorkowej konferencji prasowej online.

Zapewniał jednocześnie, że region jest gotowy na ewentualne pogorszenie sytuacji. W szpitalach przygotowanych jest 430 miejsc, a w izolatoriach - 330.

- Ze szczególną troską monitorujemy sytuację podopiecznych w domach opieki społecznej. W Lubuskiem mamy łącznie 2,3 tys. pensjonariuszy. Dostarczamy do nich środki ochrony i płyny dezynfekujące - tłumaczył Dajczak.

Wojewoda odniósł się też do chętnie powielanych zwłaszcza w internecie doniesień, że władze kraju czy regionu ukrywają prawdziwe statystyki dotyczące liczby zakażeń.

- Niczego nie ukrywamy, a niski wskaźnik zapadalności nie ma związku z liczbą wykonywanych przez nas testów. Wykonujemy podobną liczbę badań, co inne województwa - tłumaczył Dajczak.

Zastrzegł, że obecnie przepustowość sanepidowskiego laboratorium w Gorzowie spadła do 100 testów na dobę. Wszystko przez problem z dostępnością zestawów do izolacji automatycznej wirusa. - Chcę jednak podkreślić, że wszystkie tzw. przypadki kliniczne, czyli wskazane przez lekarzy, oraz wszystkie osoby poddane kwarantannie, są badane. Robimy też testy profilaktyczne. Zrobiliśmy 300 w domach opieki i 200 wśród pracowników służby zdrowia - dodawał wojewoda. Przypominał też, że samorządy mogą podpisywać własne umowy z laboratoriami zewnętrznymi na badanie wyników testów. Szpitale w Zielonej Górze i Gorzowie zleciły łącznie ponad 3 tys. takich zamówień. Poniesione wydatki zwraca im NFZ.

Wojewoda przyznał też, że na szczeblu rządowym nie dopuszcza się na razie scenariusza, w którym obostrzenia związane z koronawirusem byłyby luzowane w osobnych terminach dla poszczególnych województw, z uwzględnieniem lokalnych krzywych zachorowań.

- Dat kolejnych kroków do normalności premier nie podał celowo, żeby móc je wprowadzać stosownie do sytuacji epidemicznej. Nie jest zakładane jednak ich różnicowanie ze względu na sytuację w poszczególnych regionach - powiedział Dajczak.

- Cieszmy się z poluzowań, ale pamiętajmy, że przestrzeganie rygorów sanitarnych i zaleceń, to podstawa. Żeby nie było tak, że epidemia znów wystrzeli i będziemy musieli wracać do wcześniejszych obostrzeń. To nasza wspólna sprawa. Od nas zależy, jak krzywa zachorowań będzie się wypłaszczać - spuentował wojewoda.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.