Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pandemia koronawirusa, która zamroziła gospodarkę w kraju, nie sparaliżowała budowy zielonogórskiego Centrum Zdrowia Matki i Dziecka. Budowlańcy Mostostalu Zabrze mówią: mamy dobre tempo. Dotrzymają terminów i pierwszy w regionie szpital dziecięcy skończą budować jesienią. Nawet w najtrudniejszym momencie epidemii na budowie pracowało 130 osób.

– Oczywiście w rygorze obostrzeń. Robotnicy pracują w maskach, zachowują odległości, wszędzie stoją płyny do dezynfekcji – mówi Marcin Adamek, kierownik projektu Mostostalu Zabrze, firmy, która od 20 lat buduje w Polsce szpitale.

Teraz budowlańcy kładą tynki na ścianach, na podłogach wykładziny, montują pierwszą windę (będzie ich sześć) i ościeżnice. Tych może być z pół tysiąca.

– Ale same drzwi zamontujemy na końcu, żeby się nie porysowały – zastrzega Adamek, oprowadzając reporterów „Wyborczej” po Centrum.

Centrum Matki i Dziecka za ponad 120 mln zł stawia Elżbieta Polak, lubuska marszałek. Inwestycję dotuje w lwiej części UE, 9  milionów dołożył rząd. Ani grosza nie dołożyło miasto, czyli prezydent Zielonej Góry.

W gmachu szpitala działa już system ogrzewania. – Dlatego zimą mogliśmy pracować – mówi Adamek. I przyznaje, że nie było łatwo o materiały. – Trzeba było szukać równie porządnych zamienników, w końcu stanęła produkcja we Francji, Włoszech. Teraz jesteśmy czujni i zamawiamy wiele rzeczy na zapas – opowiada.

Czytaj także: Zdrowie. W Zielonej Górze jednak wybudują komorę hiperbaryczną, której sprzeciwiał się prezydent Kubicki

Sale w pudrowym różu

W najbardziej zaawansowanym stopniu prace są na pierwszym i drugim piętrze, m.in. na pediatrii i położnictwie. W większości pomieszczeń położono już wykładziny, wygładzono i pomalowano ściany. Mamy będą tulić noworodki w scenerii pudrowego różu i pastelowego błękitu, starsze dzieci na pediatrii otoczy orzeźwiająca pomarańcza. Kolory ścian wybrał personel oddziału. Jedynie korytarze zostaną w tradycyjnej stylistyce – białe ściany, szare podłogi.

Część sal jest niemal gotowych. Wystarczy zamontować umywalki, sedesy i kabiny prysznicowe, osadzić kontakty i wyszorować okna.

Co najważniejsze, każdy pokój ma swoją łazienkę. Dużą, wjedzie pacjent na szpitalnym wózku. W każdej sali zmieści się rozkładany fotel dla rodzica, tak by nie musiał spać na karimacie przy łóżeczku. W większości sale są jednoosobowe. Dużo mniej jest dwuosobowych. Większe? Takich nie ma w ogóle.

Okno nad główką

– Gabinety są duże, choć na planie wyglądały na mniejsze – mówi prof. Marcin Zaniew, nefrolog, pediatra, odpowiada za lekarską konsultację projektu i kadrę. Przyznaje, że lekarzy zaniepokoiła także wielkość okien. Patrząc na budynek z ulicy, można odnieść wrażenie, że jest ich mało. – Ale zaufaliśmy fachowcom, a dziś okazuje się, że w pokojach jest jasno, nawet w pochmurny dzień – mówi prof. Zaniew.

Projektanci Mostostalu postawili na nowatorskie rozwiązanie. Okna są nisko osadzone, na wysokości główki rocznego dziecka, tak żeby każde mogło wyjrzeć przez szybę. - Przez to okna muszą być wysokie, żeby dobrze doświetlić pomieszczenie – tłumaczy Adamek.

Choć w salach pacjentów, gabinetach lekarzy zamontowano klimatyzację i wentylację, okna można także uchylić. Gdy są zamknięte, wygłuszają szum ulicy. – To okna na aluminiowych profilach, z potrójnymi szybami – tłumaczy Adamek. Firma wmontowała ich 350.

Czytaj także: Szpital: Leczymy udary w europejskim standardzie, zeszliśmy do 27 minut

Koronawirus planuje szpital

W salach i na korytarzach nikt nie wykłada płytek. Fugi, wgłębienia zbierają brud i bakterie. Budowlańcy układają wykładziny z elastycznego PCV, tzw. heterogeniczne czy wielowarstwowe. Wybrano te znanej firmy Tarkett. Łatwo je doczyścić, mają parametry antypoślizgowe R. Te z delikatem wzorem deski trafiają do pokoi pacjentów.

Robotnicy muszą zamontować podwieszane sufity na korytarzach, pod nimi ukryją „bebechy” dziecięcego szpitala.

– Czyli to, co w całej inwestycji jest najdroższe: rury, systemy wentylacji, ogrzewania, chłodzenia, instalacje elektryczne – wylicza Paweł Urbański, kierownik ds. inwestycji w szpitalu.

W Centrum będzie jeździć sześć wind, ale pacjenci i odwiedzający będą mieć do dyspozycji dwie. Kolejnymi będą przewożeni chorzy na operacje, badania czy do sali cesarskich cięć.

– Każdy z oddziałów jest oddzielny, nie trzeba przez żaden przechodzić, by dostać się do drugiego. To także ważny aspekt, który przydaje się, gdy musimy walczyć z epidemią – mówi Marek Działoszyński, prezes Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze.

Mostostal  użył 1 tys. m.kw okien czyli 350 sztuk.  Do wykonania elewacja  o powierzchni ok. 7,4 tys. m.kw.   zużyto 1,3 tys. kubików styropianu i 90 ton różnego rodzajów klejów. Wykorzystano 20 ton wyprawy tynkarskiej. ok. 12,13 tys. m.kw. wykładzin podłogowych i 3 tys. m.kw. wykładzin ściennych.

W Centrum stanie kilka łóżek na oddziale zakaźnym dla dzieci. Znajdą się na parterze, by zakażonego pacjenta nie wozić po piętrach. Do tego na każdym niemalże oddziale są izolatki ze śluzą.

Kompaktowa ekonomia

Placówka rocznie wydaje krocie na ogrzanie szpitalnego kompleksu. Nowe Centrum ma być ekonomiczne i oszczędne. Zimą nie tracić ciepła, nie ogrzewać i nie oświetlać zbędnych przestrzeni. Szpital jest w modelu kompaktowym. Choćby dlatego, że nie ma dużo korytarzy.

– To zdecydowanie obniży rachunki, bo zmniejszy kubaturę grzewczą – zachwala Działoszyński.

Prof. Zaniew przyznaje, że dla lekarzy liczy się także czas. W źle zaprojektowanym szpitalu go tracisz.

– Mam sygnały od lekarzy z Warszawy, którzy mówią, że na konsultacje mogliby pojechać na wrotkach, bo są tak duże przestrzenie między oddziałami.

Szpital chce także, jako pierwszy w Polsce, wykorzystać węzeł chłodu. Latem zielonogórska Elektrociepłownia ciepło zamieni w zimno. – Jeśli to się sprawdzi, przemodelujemy resztę szpitalnych kompleksów – mówi  prezes Działoszyński.

Poród w wannie

Dwie sale do cesarskich cięć, z pomieszczeniami do kangurowania noworodków przez ojców, cztery sale do porodów naturalnych, w tym jedna w obszerną wanną. Po porodzie kobiety będą leżeć z niemowlakami w jednoosobowych salach, w opiece będą mogli im pomóc ojcowie.

Centrum będzie miało swój blok operacyjny – sześć stanowisk, niezbędnych przy zabiegach ginekologicznych, ale także chirurgii dziecięcej i urologii. Przy nich zorganizowano dużą salę, na której pacjenci pod okiem anestezjologów i pielęgniarek będą się wybudzać.

Tu zaplanowano oddział intensywnej opieki medycznej i - pierwszy w Lubuskiem - 12-łóżkowy kliniczny oddział onkologii dziecięcej. Oddział wyposaży fundacja DKMS. Pieniądze pomogła zdobyć dr hab. Ewa Gorczyńska, konsultant wojewódzka ds. onkologii i hematologii dziecięcej, która prawdopodobnie wkrótce pokieruje oddziałem.

Oddział neonatologii rozszerzy się o kolejne 6 łóżeczek (razem będzie ich 12). Na parterze budynku znajdą się dziecięce poradnie, izba przyjęć dla kobiet w ciąży. Przy budynku wyrośnie plac zabaw.

Czytaj także:

Zielona Góra wysoko w nowoczesnym leczeniu raka płuc, ale pacjenci wyjeżdżają. Nie wiedzą o Lewandowskim

Prof. Murawa i chirurg z Rzymu uczą, jak zakładać lekkie implanty po raku piersi

Szpital Uniwersytecki w Zielonej Górze. Ortopedia się rozrasta i robią pionierskie operacje

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.