W czwartek, 21 maja do Polski wjechało 138,5 tys. osób. - Nam udało się to zrobić w, dokładnie, 7 godzin i 43 minuty. To kuriozum - opowiadają Krystian i Agata, powracający wówczas do domu z Niemiec.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
- Z informacji uzyskanych od podróżnych wynika, że dojazd do granicy w piątek, 22 maja o godz. 7 we wszystkich punktach odbywa się na bieżąco - informuje Joanna Konieczniak z Nadodrzańskiego Oddziału Straży Granicznej.

Obecnie sytuacja na granicy polsko-niemieckiej jest stabilna, ale przypomnijmy, co się działo w środę i czwartek (20-21 maja).

Na kilku przejściach granicznych w oczekiwaniu na wjazd do Polski utknęło mnóstwo kierowców. Zatory powstały m.in. w Gubinie (2,5 godz. oczekiwania), Olszynie (4 godz.) oraz w Zgorzelcu czy Jędrzychowicach, gdzie jeszcze kilka godzin temu sznur samochodów osiągał wielokilometrowe długości, a czas oczekiwania na przejazd wynosił nawet 10 godz.

Wielu osobom momentalnie przypomniała się dramatyczna sytuacja z marca. Wtedy na przejściu w Świecku kolejki osiągały nawet 68 km długości, w Olszynie 32 km. Kierowcy stali w nich nawet kilkadziesiąt godzin. Często bez jedzenia i picia. Wśród nich były zwierzęta: transportowane bydło hodowlane czy te domowe, pieski i kotki w osobówkach.

Koronawirus. Dlaczego korki znów się pojawiły?

Powodów powrotu zatorów można upatrywać w tym, że od 16 maja wszyscy pracujący i uczący się poza granicami Polski mogą podróżować bez obowiązku odbycia kwarantanny po powrocie do domu.

Wystarczy, że podczas kontroli granicznej - która decyzją ministra spraw wewnętrznych obowiązuje nadal, co najmniej do 12 czerwca br. - poświadczymy dokumentem, że rzeczywiście byliśmy za granicą w konkretnym celu, zwalniającym nas z kwarantanny.

Oprócz tego, w czwartek, 21 maja przypadało święto Wniebowstąpienia Pańskiego, które m.in. w wielu niemieckich landach jest dniem wolnym od pracy. Co za tym idzie, wielu Polaków zarabiających i uczących się ma po prostu długi weekend.

CZYTAJ WIĘCEJ: Koronawirus. Na granicy z Niemcami już lepiej, w Jędrzychowicach nadal korki. Jest petycja do premiera o otwarcie granic

Koronawirus. To kuriozum, pora to zmienić

W czwartek wśród setek podróżnych, którzy spędzili mnóstwo czasu w korku w Jędrzychowicach, byli Krystian* i jego dziewczyna, Agata*. Mieszkają blisko granicy i podobnie jak wiele osób z tamtych okolic, prowadzą transgraniczny tryb pracy. Doskonale pamiętają, co się działo w marcu.

- Wtedy jechałem sam. Stałem nieco ponad 19 godzin w Świecku, celem było inne miejsce niż teraz. Wymienialiśmy się prowiantem z innymi kierowcami. Miałem farta, bo wcześniej zrobiłem zakupy w markecie. Ale nie było toalety, źle się czułem, spieszyłem za sprawunkami do domu. Nie życzę takich chwil żadnemu wrogowi - opowiada Krystian.

Od tego czasu poznał dziewczynę, Agatę. To był ich pierwszy powrót w rodzinne strony od wielu tygodni. - Byliśmy przygotowani. Dużo napojów, przekąski, które nie śmierdzą, gdy zbyt długo są poza lodówką. No, po prostu liczyliśmy się z tym, że powracających będzie od groma.

Para na zatory była przygotowana, ale nie takie. - Dwie, trzy godziny, okej, to jest do wytrzymania dla dziewczyny z problemami zdrowotnymi. Po tym czasie i Agata, i ja stwierdziliśmy: "To znowu się dzieje. Będziemy tu kwitnąć Bóg wie, jak długo". Gdy tylko stanęliśmy w kolejce aut, włączyliśmy stoper. Wyłączyliśmy go przejeżdżając przez przejście. Wynik? 7 godzin i 43 min - przekonuje. - Nawaliliśmy w jednej kwestii. Nie naładowaliśmy telefonów, a ładowarki nie mieliśmy w tym samochodzie. Zdążyliśmy przedzwonić do kogo trzeba i powiedzieć, co jest grane. Włączyliśmy w urządzeniach tryb samolotowy. Przynajmniej był czas, by pogadać o swoich sprawach - dodaje z przymrużeniem oka Agata.

- To jest kuriozum. Nie rozumiem, czemu nikt na górze nie ogarnął tego, że zbliża się długi weekend i tłumy Polaków z niego skorzystają. Skoro rządzący odmrażają kolejne sektory, to niech otworzą granice. Pal go sześć, że my staliśmy niemal 8 godzin. Na pewno mieliśmy lepiej niż inni, którzy utknęli na 9-10 godzin, bez jedzenia i picia. To jest dręczenie ludzi, Polaków.

Gorąco apeluję do przedstawicieli władz odpowiedzialnych za sytuację graniczną o przeanalizowanie tego, co się działo w minionych dniach. I podjęcie rozsądnych kroków. Szanujmy się - mówi Krystian.

* - imiona zmienione na prośbę rozmówców

Koronawirus. Petycja o otwarcie granic

Portal Głos Pogranicza wspólnie z pracownikami transgranicznymi przygotował petycję skierowaną do premiera Mateusza Morawieckiego. "Rząd musi w końcu dostrzec, że jego działanie ma być przemyślane i z korzyścią dla Obywateli a nie na zasadzie chybił trafił. Decyzje rządzących nie mogą wpływać negatywnie na Nasze codzienne życie" - pisze Agnes Mencel, pomysłodawczyni.

Każdy, kto chce się zapoznać z treścią petycji, znajdzie ją TUTAJ.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Mieszkam w Holandii. Granice z Belgia i Niemcami niewidoczne - mozna przejezdzac w obydwie strony. Wazne, aby na miejscu przestrzegac lokalnych zasad. Nie wiem, czy jest sens wszystkie osoby jadace do Polski trzymac w wielogodzinnych kolejkach i odsylac na kwarantanne. Ciekawy jestem jakie sa statystki, dotyczace wylapania osob zarazonych przyjezdzajacych z innych krajow UE.
    już oceniałe(a)ś
    5
    0