Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Radości co niemiara, bo po niemal trzech miesiącach Polacy ponownie mogą "na luzie" jechać do Niemiec. Przypomnijmy, że od soboty, 13 czerwca możemy swobodnie przekroczyć granicę polsko-niemiecką. Bez obaw o spędzenie kilkunastu godzin w kolejkach do przejść granicznych czy o 14-dniową kwarantannę po powrocie do domu.

Czechy i Słowacja nie otworzyły jeszcze granicy dla Polaków. Podobnie jak niektóre inne państwa UE. Bielska "Wyborcza" przekazuje doniesienia portalu Głos - Gazeta Polaków w Republice Czeskiej, jakoby wznowienie ruchu turystycznego w Czechach dla podróżnych z Polski będzie możliwe od 15 czerwca.

Jednak należy pozostać ostrożnym wybierając się do Niemiec. Szczecińska "Wyborcza" informuje, że gdy w sobotę mieszkańcy zachodniej Polski ruszą do Niemiec na zakupy lub krótkie wycieczki, mogą zostać zawróceni przez niemiecką policję, a nawet ukarani grzywną. Wjazd do naszego zachodniego sąsiada nie jest bowiem, jak się powszechnie wydaje, otwarty dla wszystkich i wszędzie.

Granice otwarte, to już jest koniec...

Mimo wszystko nie brakuje entuzjazmu, w szczególności wśród Polaków pracujących za granicą. - To już jest koniec, możemy iść w drodze do Niemiec nie zatrzyma nas nic! - cieszy się Krystian, parafrazując słowa kultowej piosenki Elektrycznych Gitar. Z otwarcia granic cieszył się w niemieckim mieście, w którym pracuje, razem ze swoją dziewczyną, Agatą. W marcu chłopak utknął w sznurze aut w Świecku. Na 19 godzin. Wtedy na tamtejszym przejściu kolejki osiągały nawet 68 km długości, w Olszynie 32 km. Niektórzy kierowcy stali w nich nawet kilkadziesiąt godzin. Często bez jedzenia i picia. Wśród nich były zwierzęta: transportowane bydło hodowlane czy te domowe, pieski i kotki w osobówkach. Pod koniec maja Krystian stanął w kolejce ponownie, tym razem jechał z Agatą.

- Dwie, trzy godziny, okej, to jest do wytrzymania dla dziewczyny z problemami zdrowotnymi. Po tym czasie i Agata, i ja stwierdziliśmy: "To znowu się dzieje. Będziemy tu kwitnąć Bóg wie, jak długo". Gdy tylko stanęliśmy w kolejce aut, włączyliśmy stoper. Wyłączyliśmy go, przejeżdżając przez przejście. Wynik? 7 godzin i 43 min - opowiadali.

CZYTAJ WIĘCEJ: Koronawirus. Prawie 140 tys. osób pokonało granice w czwartek. "Udało się w 7 godzin i 43 minuty"

Para cieszy się niezmiernie, że otwarto granicę. - W przyszłym tygodniu ruszamy do Polski na kilka dni. Do rodziny, do bliskich. Bez wielkiego stresu. Oby tak zostało, choć zdaję sobie sprawę, że epidemia nie zniknęła. Koronawirus nadal szaleje, ale bądźmy optymistami - mówi Krystian.

...choć obawy pozostały

Na moście Staromiejskim, łączącym Zgorzelec z Görlitz, dokładnie minutę po północy rozpoczęła się wielka feta. Setki przygranicznych mieszkańców, z polskiej i niemieckiej strony świętowało otwarcie granic. Obecni na miejscu byli m.in. burmistrz Zgorzelca, Rafał Gronicz, który również ubiegał się o jak najszybsze zakończenie kontroli granicznych oraz burmistrz Görlitz, Octavian Ursu.

"Dzisiejszej nocy, przecinając łańcuchy i demontując zamykające most ogrodzenie, wróciliśmy symbolicznie do zawieszonych lub przesuniętych w czasie wspólnych projektów i planów. Są wśród nich także te dotyczące budowy nowych przepraw, które zbliżą nas jeszcze bardziej. W niosącej się nad rzeką melodii »Ody do radości«, którą wykonali dla nas wszystkich uzdolnieni młodzi trębacze, zapisana jest obietnica wspólnej Europy, w której to właśnie łączące ludzi materialne i niematerialne mosty są priorytetem! Nocą, kiedy most znowu ożył, kiedy widać było, że znikanie barier i ograniczeń cieszy, że grupki młodych ludzi witają się i rozmawiają z ożywieniem, dużo łatwiej było dostrzec, że Europa-Miasto Zgorzelec/Görlitz to już nie tylko idea, ale po prostu codzienność" - komentuje Gronicz na Facebooku.

- Nie zabrakło szampana i szampańskiej zabawy. Zebraliśmy się na moście naprawdę licznie. Porozmawialiśmy, pośpiewaliśmy. Uczciliśmy to, na co wszyscy czekali - mówi Michał Niebudek z portalu Głos Pogranicza, który razem z mieszkańcami zażarcie walczył o zniesienie granic.

- Jest w tym wszystkim ziarno goryczy. Mimo radości większości mieszkańców Görlitz-Zgorzelec, z tłumu było słychać, że zamkną nas znowu po wyborach albo wprowadza stan wyjątkowy - dodaje.

Cieszą się również nasi sąsiedzi. Jak podaje portal Deutsche Welle, Gazeta „Nordkurier” przepytała ponad 3000 mieszkańców Niemiec, czego najbardziej im brakowało w czasie zamknięcia granicy z Polską.

"Zdecydowanie najliczniejsza grupa uczestników sondy (1535 osób, albo 42,1 proc.) przyznała, że do Polski chcą pojechać po to, by kupić tańsze papierosy. Z kolei 803 osoby (22 proc.) odpowiedziały, że chcą wybrać się do Polski na urlop, zaś 339 osób (9,3 proc.), że wreszcie odwiedzi rodzinę".

2 481 848 osób

To liczba podróżnych, którzy od 15 marca pokonali granice Polski w ramach przywróconej kontroli granicznej. - W tym najwięcej na odcinku granicy z Niemcami 1 969 845. Na granicy z Czechami skontrolowano 385 415 osób, ze Słowacją – 14 217, z Litwą – 34 623, w portach morskich – 55 026, i lotniczych – 22 722 - informuje Straż Graniczna.

Na granicy sprawdzano temperaturę oraz dokumenty. Byli tacy, którzy nie potrafili się z tym pogodzić. Za kontrole odpowiadała nie tylko SG. Nie zabrakło żołnierzy, policjantów, funkcjonariuszy skarbówki czy medyków. - Każdej doby w działania związane z tymczasowo przywróconą kontrolą graniczną na granicy wewnętrznej, czyli prowadzenie kontroli ruchu granicznego oraz ochronę tzw. zielonej granicy, zaangażowanych było średnio ok. 670 funkcjonariuszy - informują pogranicznicy i dodają, że łącznie złapano 270 osób, które w nielegalny sposób chciały dotrzeć do Polski.

"Na granicy z Niemcami takich osób było 105, w tym najwięcej bo 51 obywateli RP i 24 obywateli Ukrainy, na granicy z Czechami – 107 osób w tym 49 obywateli Czech i 29 ob. Ukrainy, na granicy ze Słowacją – 40 osób, w tym 15 obywateli Polski i 10 obywateli Słowacji oraz na granicy z Litwą – 15 osób".

Z tych przejść na granicy z Niemcami korzystali podróżni: Jędrzychowice, Olszyna, Świecko, Krajnik Dolny, Kołbaskowo, Świnoujście-Garz, Zgorzelec, Gubin, Słubice, Kostrzyn oraz Radomierzyce. - Oby nigdy więcej nie zostały przywrócone - mówi Krystian.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.