Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chory lekarz jest anestezjologiem, lekarzem klinicznego oddziału anestezjologii i intensywnej terapii Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze, uczestniczył także w operacjach na centralnym bloku operacyjnym. Zakażenie oznacza wielki problem dla szpitala. Trzeba wysłać na siedmiodniową kwarantannę personel, który miał styczność z lekarzem, ale także odseparować pacjentów, których leczył. Wszystkim wykonać testy. Razem trzeba będzie przebadać kilkadziesiąt osób. 

O tym, że lekarz jest zakażony, potwierdzono we wtorek późnym wieczorem. Lekarz w poniedziałek poczuł się gorzej, nie przyszedł już do pracy. Zaczęto robić mu serię testów, izolować personel.

– Natychmiast zebrał się w szpitalu sztab kryzysowy, aby opracować zasady dalszego postępowania. Po konsultacji m.in. z dr. hab. n. med. Anna Manią, konsultantem wojewódzkim ds. chorób zakaźnych lek. med. Wojciechem Świtałą, konsultantem wojewódzkim ds. anestezjologii i intensywnej terapii i dyrektor Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej Dorotą Baranowską oraz zespołem ds. zakażeń szpitalnych ustalono procedury, których celem jest zapewnienie bezpieczeństwa pacjentom i personelowi oraz zapobiegnięcie dalszemu rozprzestrzeniania się SARS-CoV-2 – wylicza Sylwia Malcher-Nowak, rzeczniczka szpitala.

Siedem dni na kwarantannie, potem test

Szpital opracował listę personelu, który ze względu na bezpośredni kontakt z zakażonym w ciągu kilku ostatnich dni będzie musiał poddać się co najmniej 7-dniowej kwarantannie. Lecznica wykona testy wszystkim pacjentom i personelowi, który miał kontakt z lekarzem.

Zakażenie anestezjologa paraliżuje prace centralnego bloku operacyjnego. Do pracy nie mogą przychodzić wszyscy, z którymi lekarz kontaktował się od piątku. Sanepid przyjmuje, że lekarz mógł zacząć zakażać trzy dni przed wystąpieniem objawów. Szpital daje sobie jeden dzień więcej marginesu. 

Do czasu przebadania personelu, wstrzymano planowane przyjęcia niektórych pacjentów.

– Wstrzymaliśmy do odwołania przyjęcia do klinicznego oddziału anestezjologii i intensywnej terapii, przyjęcia związane z zabiegami planowymi i pilnymi oraz przyjęcia pacjentów powiązane z koniecznością wykonania znieczulenia z uwagi na mocno ograniczoną kadrę anestezjologiczną – wylicza rzeczniczka.

A to oznacza w praktyce, że pacjenci z OIOM -u zostaną przewiezieni do innych szpitali. Lecznica wstrzyma przyjęcia ofiar wypadków. Do odwołania zawiesza działanie Centrum Urazowego.

– Chcemy jak najszybciej stworzyć „czysty” zespół anestezjologiczny na wypadek konieczności przeprowadzenia pilnych zabiegów – mówi rzecznik.

W szpitalu trwa dezynfekcja oddziału intensywnej opieki medycznej, bloku operacyjnego.

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.