Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od niedzieli 9 sierpnia w Mińsku i wielu innych miastach Białorusi trwają protesty przeciwników Aleksandra Łukaszenki, które milicja i służby jemu podległe brutalnie pacyfikują. Zgodnie z wynikami exit poll urzędujący prezydent miał zwyciężyć z gigantycznym, prawie 80-procentowym poparciem. Część Białorusinów uznaje wyniki za sfałszowane. Ich zdanie podziela m.in. 27 państw członkowskich UE, które są gotowe do wprowadzenia w życie sankcji wobec białoruskich władz. Polki i Polacy nie są obojętni.

– Żywie Biełaruś! Żywie Biełaruś! – skandowali w niedzielę licznie zebrani pod galerią BWA. Trzymali w dłoniach białe i czerwone kwiatki. Niektórzy mieli flagi i tabliczki z hasłami. Wspólnie utworzyli łańcuch solidarności. Uczcili minutą ciszy zabitych i rannych. Na tę okazję przygotowano baner z flagą Białorusi i fotografiami przedstawiającymi wydarzenia z ostatnich dni. Można było na nim napisać kilka słów od siebie – organizatorzy wydarzenia jeszcze myślą, gdzie baner zawiśnie.

Białorusinka Katsiaryna Kardash od czterech lat mieszka w Polsce z mężem Tomaszem, zielonogórzaninem. Wspólnie z zespołem Drewno śpiewała tradycyjne pieśni białoruskie. Ich trzyletnia córka, Anastazja miała kartkę z napisem „Nie chcę się bać jechać do babci”.

Pod galerią BWA, Zielona Góra, 16 sierpnia 2020. Pokojowa demonstracja poparcia dla wolnej BiałorusiPod galerią BWA, Zielona Góra, 16 sierpnia 2020. Pokojowa demonstracja poparcia dla wolnej Białorusi Fot. Filip Ziarek/AG

– Dziękuję wszystkim, którzy przyszli wesprzeć moich rodaków i mnie. Tak naprawdę ucierpiał każdy, kto głosował przeciw Łukaszence. Ludzie są okłamywani, opowiadam przez telefon mamie, jak jest naprawdę. Białoruskie telewizje pokazują fałszywy obraz. Że to narkomani wyszli na ulicę, że to złodzieje – opowiada Kardash w rozmowie z „Wyborczą”. – Moja kuzynka mieszka w Mińsku. Słyszałam strzały i hałasy, gdy z nią rozmawiałam. Mówiła mi, że ledwo udało się jej uciec przed służbami, gdy poszła do sklepu. Nie mogę teraz z nimi być, ale wspieram ich jak tylko mogę.

Jej rodaczka, Julia, od kilku lat mieszka w Zielonej Górze. Przyjechała z Mińska ze swoim mężem i dwójką dzieci. W trakcie wakacji chcieli odwiedzić rodzinę. – Wcześniej nie mogliśmy przez koronawirusa. Teraz w kraju trwa rewolucja. Trudno mi uwierzyć, że minęło 70 lat od wojny, a dzieją się takie rzeczy. Przez trzy dni nie miałam kontaktu z rodziną. W końcu się udało. Wszyscy żyją. Moi przyjaciele wyszli na ulice, tata pracuje w fabryce, strajkują. Nie wiemy, co dalej się wydarzy. Mam nadzieję, że moja ojczyzna wkrótce będzie wolna. Łukaszenka rządzi, odkąd żyję, ale nigdy nie było tak wielkiego narodowego zrywu – opowiada.

Obok Julii stała Ukrainka, imienniczka córki Katsiaryny, Anastazja. Dobrze pamięta rewolucję w swoim kraju. – Teraz mieszkam w Zielonej Górze. Przyszłam okazać swoją solidarność. Przeżyliśmy podobne chwile. Milicja nie może tak traktować obywateli. Ma ich bronić przed władzą, a nie robić takie coś.

Anastazja (pierwsza od prawej) i Julia (druga) Pod galerią BWA, Zielona Góra, 16 sierpnia 2020. Pokojowa demonstracja poparcia dla wolnej BiałorusiAnastazja (pierwsza od prawej) i Julia (druga) Pod galerią BWA, Zielona Góra, 16 sierpnia 2020. Pokojowa demonstracja poparcia dla wolnej Białorusi Fot. Artur Łukasiewicz/AG

Maciek z przerażeniem obserwuje w sieci wydarzenia za wschodnią granicą Polski. Mówi, że nie może siedzieć w domu bezczynnie. – Chociaż tyle mogę, że tu przyjdę. Najchętniej pojechałbym tam i pomógł tym ludziom. Mam 19 lat. Widzę na filmikach i zdjęciach moich rówieśników. Gnębionych, poobijanych, często do krwi. I młodzi, i starsi zgodnie twierdzą, że czas Łukaszenki minął. W pełni ich popieram. To chory i podły dyktator, robi wszystko, byle tylko utrzymać się przy władzy! – krzyczy chłopak.

Pod BWA przyszedł też dyrektor zielonogórskiej filharmonii Czesław Grabowski. Jego żona jest Białorusinką, mieszka niedaleko Mińska. – Na szczęście mieliśmy kontakt, ale ona nie wiedziała przez dwa dni, co się dzieje. Przekazywałem jej informacje. Teraz jest w stolicy, gdzie uczestniczy w protestach. Jest cała i zdrowa. Wspierajmy ich w tych trudnych chwilach. Czekają na każdy wyraz poparcia. Trzeba docenić to, że ruszyli, że przeciwstawili się reżimowi.

– Rodzi się wolna Białoruś. Szkoda, że we krwi i łzach. Jej obywatelki i obywatele są zatrzymywani i torturowani w więzieniach, a chcieli tylko w sposób pokojowy otrzymać wolność, być godnie i sprawiedliwie traktowani. To walka pełna poświęceń. Naszym obowiązkiem jest ich wesprzeć – dodaje Andrzej Olszak, społecznik i organizator.

CZYTAJ TEŻ: Senator Wadim Tyszkiewicz: Urodziłem się na Białorusi. To dziś brzmi dumnie

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.