Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Na początku marca br., gdy wybuchła pandemia koronawirusa, prezydent Zielonej Góry zakazał odwiedzin w miejskich domach pomocy społecznej. Mieszkańców nie mogli doglądać nie tylko bliscy, ale także wolontariusze. Do tego, w strachu przez wirusem przez pierwsze tygodnie rodziny nie mogły zostawiać nawet paczek z żywnością (to już na polecenie dyrektora). Zakupów nie mogli robić im także pracownicy.

Mieszkańcom DPS dla Kombatantów pozostała jedynie stołówka. Stawka żywieniowa - 9 zł.

Pracownicy donosili, że wielu pensjonariuszy schudło, opadło z sił, ciężko znosiło izolację psychicznie. Nie mogli wyjść nawet na spacerniak, do świetlicy czy biblioteki w DPS.

W czasie pandemii, okoliczności śmierci dwóch mieszkańców, wzbudziły podejrzenia ich bliskich. Sprawę bada zielonogórska prokuratura. Śledztwo uznaje za rozwojowe, bo o nieprawidłowościach w opiece pielęgniarskiej nad innymi mieszkańcami DPS-u zeznali także inni pracownicy, inne rodziny. Co było przyczyną śmierci pensjonariuszy? Sprawdzą biegli.

– Nie wykluczamy ekshumacji – mówił dziennikarzom Polsatu Łukasz Wojtasik z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

W ranie jednej z mieszkanek zalęgły się larwy. Kobiecie trzeba było amputować nogę. Był to zabieg ratujący życie.

Mimo to nadzór dyrektora DPS nad placówką została uznany za wzorcowy. Miasto przyznało mu 15 tys. zł nagrody.

Zdzisławie z ust sączyła się krew. Halina w ranie miała larwy. Zbyszek leżał tydzień z udarem. Co wykażą dwa śledztwa w DPS-ie?

Dyrektor dostał kasę kilka dni po publikacji wstrząsającego reportażu w Dużym Formacie „Gazety Wyborczej", gdzie opisywaliśmy okoliczności śmierci mieszkańców, nieprofesjonalny sposób opieki pielęgniarskiej. Nagrodę przyznano, gdy kontrolę DPS-u prowadził już wojewoda lubuski (na polecenie prokuratorów), gdy urząd znał już wyniki ankiet, przeprowadzonych wśród pracowników, a ci wskazywali na zły sposób zarządzania placówką.

Prokurator Zbigniew Fąfera dodaje: – Prawie codziennie zgłaszają się do nas nowe rodziny, mieszkańcy DPS-u, którzy chcą złożyć zeznania – przyznaje.

Kasa dla nielicznych

DPS dla Kombatantów dostał ok. 900 tys. zł unijnej kasy z dwóch programów: regionalnego EGIDA i rządowego POWER. Beneficjentem środków w obu przypadkach jest Regionalny Ośrodek Polityki Społecznej podlegający Urzędowi Marszałkowskiemu.

Pierwszy program, opiewający na blisko 300 tys. zł, został już rozdzielony. Kontrolerzy ROPS skontrolowali go, mają już pierwsze kluczowe wnioski. Na wyniki kontroli drugiego rozdania trzeba jeszcze poczekać.

We wtorek 29 września lubuska marszałek, razem z całym zarządem województwa, zwołała konferencję, by ogłosić pierwsze ustalenia.

Okazuje się, że dyrektor DPS dla Kombatantów większość kwoty, bo aż 240 tys. zł, wydał na nagrody dla pracowników. Kasy nie dał wszystkim. Pieniądze nie trafiły nawet do połowy załogi. Otrzymało ją 41 pracownikom spośród blisko 120-osobowego personelu.

Rozstrzał wielkości nagród był spory. Niektórzy dostali 922 zł (brutto), inni dostawali po 5 tys. zł, ale kilka osób otrzymało aż 10 tys. zł dodatku np. główna księgowa albo kierownik działu techniczno-gospodarczego. Tak dużą nagrodę dostała także pielęgniarka, której praca będzie badana w prokuratorskim śledztwie, które sprawdza okoliczności śmierci mieszkańców DPS-u. Druga z pielęgniarek, przeciwko której złożono doniesienie śledczym, otrzymała ok. 5 tys. zł dodatku.

W rozmowie z Wyborczą dyrektor oceniał ich pracę na wzorcową.

Dziwny podział, 15 tysięcy dla dyrektora

Pieniędzy nie dostało wiele opiekunek, pań pokojowych, pielęgniarek, które w czasie pandemii dbały o mieszkańców. Pracowały na tzw. pierwszej linii walki z koronawirusem. Na liście znalazł się np. konserwator (ok. 5 tys. zł), praczka (1,3 tys. zł), albo pomoc kuchenna (1,7 tys. zł).

– Pieniądze powinny dostać osoby, które bezpośrednio dbały o mieszkańców, opiekowały się nimi, tak w projekcie ujęto walkę z COVID-19. Tymczasem nagrody, bardzo wysokie, dostali kierownicy czy główna księgowa otrzymali po 10 tys. zł. Tak nie powinno się stać. Wiem, jak potrzebne były to pieniądze, dla pracowników, którzy pracowali bezpośrednio z pensjonariuszami – mówi marszałek Elżbieta Polak.

– Będziemy kontrolować dalej takie projekty, nie będziemy dopuszczać do takich patologicznych sytuacji. Takie rozdzielanie nagród jest według mnie skandaliczne – komentuje marszałek.

Roman Działa, dyrektor DPS dostał 15 tys. zł nagrody. Zgodę wydało miasto.

Waldemar Sługocki, poseł i szef lubuskiej PO: – W swej wspaniałomyślności pan dyrektor widzi tylko swoją świetną pracę, choć jak domyślam się, nie opiekował się pensjonariuszami. W tej całej sprawie ważny jest kontekst, gdy dziennikarze donoszą o nieprawidłowościach, o problemach mówią rodziny, toczy się śledztwo prokuratorskie, ktoś dostaje gigantyczne nagrody. Sprawa bulwersuje. Szczytem bezczelności jest przyznanie takich nagród. To tak jakby najgorszym uczniom przyznano stypendia naukowe.

Poseł krytykuje nadzór w DPS, za który odpowiada dyrektor Wioleta Haręźlak, na co dzień także przewodnicząca sejmiku lubuskiego. – Czyli ktoś zajmuje się wojną w sejmiku, a nie sprawdza się w strukturach miasta. Zatem apeluję, by skuteczniej zająć się nadzorem, żeby ludzie nie chorowali, nie umierali, nie dochodziło do zakażeń – mówił na konferencji Sługocki.

Posiłek w DPS dla KombatantówPosiłek w DPS dla Kombatantów Fot. Pracownik DPS

Posiłek w DPS dla KombatantówPosiłek w DPS dla Kombatantów Fot. Pracownik DPS


A może kupić dodatkowe jedzenie?

Marszałek przyznaje, że pieniądze można było przeznaczyć na zakup paczek żywnościowych dla mieszkańców, opłacenie dodatkowych opiekunów, by odciążyć przemęczony personel.

– Dlatego wypłacanie nagrody dyrektorowi za nadzór nad projektem jest nieludzkim zachowaniem – mówi marszałek.

Jakub Piosik, dyrektor ROPS przyznaje, że kwota jaką dostał dyrektor jest wyjątkiem w przyznawanych nagrodach.

– Nie notowaliśmy takich kwot, tu powinna być zachowana pewna przyzwoitość społeczna, której zabrakło – mówi. I dodaje, że dyrektor dostał nagrodę awansem za czas, którego jeszcze nie przepracował (dotyczyły okresu od września do października).

Do tego kilka dni po podpisaniu umowy na unijny grant dyrektor DPS zmienił zasady przyznawania nagród. Zniósł tzw. „widełki płacowe”. Do tej pory nagroda nie mogła przekroczyć konkretnej części wynagrodzenia i dodatku funkcyjnego. Po zmianie wielkość nagrody uzależniano jedynie od posiadanych środków na wynagrodzenia

– Nazwijmy to wprost, w końcu mówimy o publicznych pieniądzach. Zrobiono to, żeby móc uzyskać tak wysoką nagrodę – oceniał Sługocki.

Prezydent Janusz Kubicki na łamach Gazety Lubuskiej tłumaczy, że zmianę regulaminu polecili kontrolerzy Państwowej Inspekcji Pracy.

Śledztwo w DPS. Zepsuty telefon, skasowane numery, odwołane wizyty. "Rozpłakała się na mój widok"

Dyrektor mógł sam decydować, ale zgodnie z regułami

Dyrektor Piosik przyznał, że dyrektor owszem miał przyznaną uznaniowość w rozdzielaniu unijnej kasy, ale powinien to robić zgodnie z założeniami projektu. Niewykluczone, że będzie musiał zwrócić część pieniędzy. ROPS chce jednak, by pieniądze pozostały w DPS-ie, zostały wykorzystane zgodnie z przeznaczeniem.

– Jeśli nie zakwestionujemy tego my, zrobi to Komisja Europejska, albo urząd skarbowy. To absolutnie naganna sytuacja, na którą nie powinni zgadzać się radni, urzędnicy. Dyrektor nie jest królem, któremu wszystko się należy. To on powinien traktować swoich pensjonariuszy, pracowników ze szczególną starannością i empatią – ocenia marszałek Polak.

Poseł Sługocki ostrzegał, że wykrycie uchybień może być groźne dla innych krajowych projektów. – Nakładane są korekty na programy operacyjne, może dojść do wycofania pieniędzy z danych obszarów – ostrzegał.

– Dlatego takich instruktorów narciarstwa trzeba pokazywać publicznie – dodała marszałek.

Obiecane nagrody

Jeszcze w lipcu br. Wioleta Haręźlak przyjechała do DPS-u studzić nastroje. Anonimy alarmujące o złym zarządzaniu domem, nieprawidłowościach, zaczęły docierać nie tylko do urzędu miasta, ale także do wojewody lubuskiego.

– To bardzo trudna dla mnie sytuacja, której nie rozumiem, i przede wszystkim nie ma zgody na metody i formę, w jakiej to się odbywa. Mówię tutaj o anonimach, listach, które przychodzą do urzędu miasta, jak się okazuje nie tylko, bo wykraczają poza Zieloną Górę, także do Gorzowa, innych instytucji – zaczęła Haręźlak i próbowała tłumaczyć, że podczas pandemii mogą zdarzyć się napięcia. Szybko zganiła pracowników za to, że nie mieli do niej zaufania i nie przyszli osobiście ze skargą. Poleciła, by pogodzili się z dyrektorem. W zmian obiecała nagrody.

– Mamy świadomość, jakie nerwowe są rodziny, te emocje są jak na wulkanie. To od was zależy, na ile będziemy potrafili skanalizować te złe emocje – mówiła i ogłosiła, że są programy zewnętrzne. – Gdzie trzy czwarte pieniędzy to są nagrody dla pracowników. Nie mamy wpływu na ich wielkość, ale to są pieniądze do podziału za waszą pracę, Wszystkie takie elementy będą dla was naszym podziękowaniem. Będziemy wykorzystywać nie tylko dobre słowo, a także gratyfikację finansową, żeby dać wam środki, żebyście odczuli to w swoich kieszeniach – mówiła. I mija się z prawdą, bo wielkość nagród zależała tylko i wyłącznie od widzimisię dyrektora. 

Zły poniedziałek: ponad 39 zakażonych w Lubuskiem, w tym 22 mieszkańców DPS dla Kombatantów. Personel będzie pracował na kwarantannie

Haręźlak: Bo się należało

Formalnie dodatek, wielkości 15 tys. zł, przyznał dyrektorowi DPS wiceprezydent Dariusz Lesicki, na dokumencie widnieje jego podpis. Wioleta Haręźlak, dyrektor nadzorująca pracę DPS-ów w magistracie, przyznaje, że to ona zdecydowała o tak dużym dodatku. Nie widzi w wielkości nagrody nic złego. Dyrektora ceni. Publicznie stawała w jego obronie w ratuszu.

– Nie mam problemu żeby doceniać swoich dyrektorów – mówi Haręźlak i przyznaje, że 10 tys. zł dodatku przyznała szefowej miejskiego hospicjum oraz szefowej drugiego DPS-u. Dyrektor DPS dla Kombatantów dostał wyższą nagrodę, bo ma większą ilość podopiecznych. – Jest różnica między 15 osobami pod opieką, a 170 osobami – tłumaczy Haręźlak.

– Ale w tym DPS trwa prokuratorskie śledztwo, kontrola wojewody, są skargi rodzin mieszkańców, pracowników – dopytujemy.

– Niech pani realizuje swoje zadania. Straciła pani u mnie wszystko – odpowiedziała Haręźlak dziennikarce i ucięła rozmowę.

Dziś Janusz Kubicki ogłosił na Facebooku, że dyrektor DPS złożył rezygnację, a on ją przyjął. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.