Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Manifestacje pod hasłem "Marsz o wolność" czy też "COVID-1984", nawiązującym do tytułu słynnej antyutopii George'a Orwella, odbyły się w sobotę w całej Polsce. W Zielonej Górze zwolennicy tezy o fałszywej pandemii spotkali się w południe pod pomnikiem Bachusa. Przygotowali specjalne koszulki, ulotki, transparenty.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

"Stop plandemii" - uderzał zewsząd slogan przewodni. Na ulotkach zarzuty o fałszywych statystykach zachorowań i zgonów, niewiarygodnych testach PCR, zastraszaniu ludzi przez media bezobjawową chorobą. Na stoisku z książkami do kupienia pozycja "Fałszywa pandemia. Krytyka naukowców i lekarzy", w której wstępie można przeczytać: "Nie ma epidemii ani pandemii koronawirusa. Ani w Polsce, ani żadnym innym kraju".

- To nie są brednie i populizmy. To są wszystko konkrety, poparte głosem naukowców - przemawia Radny Krzysztof Wiktorski, radny gminy Bobrowice, lider manifestacji. Na lewym ramieniu ma biało-czerwoną opaskę. Chwilę wcześniej intonował "Nie rzucim ziemi, skąd nasz ród" do dobiegającej z głośnika pieśni.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

- Witajcie wolni ludzie - mówi do mikrofonu kobieta przedstawiająca się jako Agnieszka. - Nie jesteśmy antycovidowcami. Wszystko, co robimy, robimy dla nas i dla was. Nie pozwolimy, aby nasze dzieci stały się niewolnikami systemu, aby bały się wyjść z domu. Nie idźcie pod flagą walki z niewidocznym wrogiem - zwraca się do policjantów. Mundurowi co jakiś czas próbują interweniować, bo większość zgromadzonych jest bez maseczek. Dochodzi do spięć. 

- Wolność znaczy odpowiedzialność, powiedział kiedyś Bernard Shaw. Problem polega na tym, że ludziom trudno to uświadomić - przemawia Wiktorowski.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

Na boku rozmawiam z Bernadetą Daniszewską, jedną z organizatorek. Zastrzega, by nie nazywać ich antycovidowcami. - Koronawirus istnieje, ale jest nawet mniej groźny niż grypa. Nie zgadzamy się po prostu na reżim sanitarny i zastraszanie ludzi. Nie mówimy: nie noś maseczki. Żądamy jedynie, by nikt nie zmuszał do jej noszenia. Chcemy uświadamiać ludzi o ich prawach - wyjaśnia.

Rzuca porównaniami do terroryzmu i ludobójstwa. - Psychoza strachu powoduje, że w szpitalach nie ma kto leczyć zwykłych chorych, a zdrowych ludzi wysyła się na kwarantannę przez głupie drapanie w gardle. Paraliżuje się gospodarkę, ludzie nie mogą pracować - wylicza zielonogórzanka. Przekonuje, że statystyki odnośnie do pandemii są przekłamane. - Wczoraj w internecie widziałam, jak szykują ciała zmarłych. Chodzi facet i rozkłada worki, żeby potem pokazać w telewizji, ile osób umarło na koronawirusa. Statystyki są mocno przesadzone - twierdzi.

Komu miałoby zależeć na takim spisku? Korporacjom, które chcą przejąć władzę nad światem. - Wykorzystywanie fal elektromagnetycznych, zatrzymanie ludzi w domach, dzielenie nas. Nowy porządek świata. Mnie to się wszystko łączy na logikę. Wystarczy poczytać i połączyć fakty - mówi Daniszewska.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Gazeta

Pod pomnikiem Bachusa pojawiło się kilkoro kontrmanifestantów. Wśród nich Patryk Nowakowski z KOD czy Kacper Kubiak, prezes Instytutu Równości. Ze sobą przynieśli małe transparenty, na nich wypisane hasła "Średniowiecze już było" czy "Noszenie maseczki nie boli". 

Jest z nimi Olga Grodzka. Ma żal do policji, że nie interweniuje w sprawie braku maseczek u osób na manifestacji. Rząd zapowiadał przecież politykę "zera tolerancji". - Zachowanie tych ludzi jest niepoważne, a ich poglądy - absurdalne. Powinni wziąć po uwagę, że naczelni antycovidowcy z Wrocławia leżą właśnie w szpitalu pod respiratorami - opowiada Olga. Obawia się, że rozgłos o "fałszywej pandemii" spowoduje, że za chwilę w kraju będziemy mieli po 10-20 tys. przypadków koronawirusa dziennie i więcej. 

- Byłam we Włoszech kilka miesięcy temu i widziałam do czego prowadzi tak nagły wzrost liczby zachorowań. Obyśmy tego nie przeżyli - wyjaśnia.

Kilka tysięcy przypadków dziennie

Od nadejścia jesieni Polska notuje kolejne rekordy liczby stwierdzonych zakażeń (w sobotę ponad 5,3 tys.). Służba zdrowia jest w popłochu, lubuska marszałek Elżbieta Polak donosi o trudnej sytuacji w zielonogórskim szpitalu.

- Nieustannie brakuje miejsc na oddziale zakaźnym, na OIOM-ie wszystkie respiratory są zajęte, nie ma remdesiviru [lek przeciwwirusowy - przyp. red.], coraz więcej osób zakażonych wśród personelu - alarmuje Polak. - W szpitalu mamy najwyższy stopień zagrożenia. Transmisja wirusa jest już z różnych stron. Pilnujcie siebie, bliskich. Noście cały czas maseczki, zachowujcie dystans między sobą. Jeżeli wystąpią objawy infekcji, nie idźcie do pracy - apeluje do mieszkańców.

ZOBACZ TEŻ: Koronawirus. Wirusolodzy: Negowanie pandemii jest nieetyczne i niegodziwe

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.