Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Bartosz Węgrzyn, prezes stowarzyszenia, które od dekady prowadzi zielonogórskie schronisko dla bezdomnych zwierząt, przyznaje, że coś w nim pękło. Przed tygodniem zamieścił w sieci długi wpis, w którym poskarżył się na brak empatii ze strony miejskich urzędników. 

Problemem są pieniądze. Każdego roku, poczynając od 2016 r. do obecnego, stowarzyszenie na prowadzenie schroniska otrzymywało 680 tys. zł. Kwota od dawna nie wystarcza nawet na wynagrodzenia dla stałych pracowników. W 2016 r. na pensje schronisko wydało 710 tys. zł (107 proc. dotacji z UM), a w 2019 r. już milion złotych (147 proc. dotacji z UM). Pieniądze czerpie od sponsorów, darczyńców i sąsiednich gmin, które mają podpisane umowy ze schroniskiem (13,5 zł za dobę pobytu zwierzęcia plus koszty leczenia/diagnostyki, sterylizacji).

Węgrzyn przypomina, że w tym samym czasie pensja minimalna od 2016 r. wzrosła o 51 proc. "My nie płacimy minimalnej, bo nasi pracownicy pracują zbyt ciężko. I tak zarabiają za mało" - napisał Węgrzyn. Tłumaczy, że na minimalnych wynagrodzeniach trudno byłoby mu utrzymać pracowników. Na produkcji - "gdzie ciepło i na głowę nie pada" - w każdej chwili dostaną lepsze pieniądze.

Przedstawiciele stowarzyszenia od lat proszą władze miasta o podniesienie kwoty na prowadzenie schroniska. Twierdzą, że są ignorowani.

"Odpowiedź jest co roku taka sama: jak się nie podoba, to my, czyli miasto, poprowadzimy schronisko za 680 tys. zł" - napisał Węgrzyn. I zadrwił: "Oni - miasto - bo od kilku lat już nawet nikt nie składa konkurencyjnych ofert. Oni - miasto - poprowadzą schronisko za dwie trzecie wartości wynagrodzeń. Oni - miasto. Bez jednego procenta, bez darów, sponsorów, bez naszej niezniszczalnej fundraiserki, bez wolontariuszy, bez rzeki dobra, jaka płynie w naszym kierunku od zwykłych ludzi, bez siatki powiązań budowanej latami, trzymające w chwiejnej całości tę delikatną konstrukcję z tektury i sami wiecie czego. Oni poprowadzą".

W 2021 r. miasto obiecało podnieść dotację o zaledwie 3 proc. To wyprowadziło Węgrzyna z równowagi. Podaje, że od 2016 r. inflacja wzrosła o ponad 10 proc. "Ówczesne 680 tys. zł warte jest dziś 617. A do nowego roku jeszcze wiele niespodzianek" - wyliczył prezes stowarzyszenia.

"Jesteśmy zmęczeni, od pracowników do kierowników, od wolontariuszy do zarządu. Zmęczeni tym, że z roku na rok musimy więcej. Musimy więcej, żeby było tak samo. Ale my nie chcemy tak samo, my chcemy lepiej, więc jest jeszcze ciężej, jeszcze trudniej, jeszcze więcej potrzeba, jeszcze mniej snu, jeszcze więcej stresu. Jesteśmy zmęczeni. I co mamy zrobić? Odpuścić? Darować sobie? Pozwolić »im poprowadzić za dwie trzecie wartości wynagrodzeń?« Innych chętnych nie widać" - żali się Węgrzyn.

"Płace wzrosły o połowę, inflacja się rozpędza, ale macie ten sam ochłap co pięć lat temu i sobie radźcie. Bo przecież wiemy, że nie zostawicie tych zwierząt, nawet jak byśmy nic nie dali. Podpisano - urząd miasta Zielona Góra" - ironizuje w dalszej części posta. "Wiemy, że możemy liczyć na siebie nawzajem, ale i tak zaczynamy czuć się frajerami. Nie liczymy, że cokolwiek się zmieni. Chcemy tylko, żebyście wszyscy wiedzieli, jaka zasługa urzędników jest w tym wszystkim, co na zewnątrz wygląda całkiem OK" - podsumował.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.