W wypadku ginie półroczny chłopiec, a 3-latka zostaje sparaliżowana i przestaje mówić. Ich mama i 6-letnia siostra są ciężko ranne. Trudno wyobrazić sobie większą tragedię, dlatego rodzina Kasprzyków potrzebuje pilnie pomocy.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Zielonej Góry? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Gdy urodził się Leon, Ewelina i Mateusz Kasprzykowie byli najszczęśliwsi na świecie. To ich pierwszy syn, wcześniej na świat przyszły dwie córki.

Wyjechali do Niemiec z Dąbrowna koło podnowosolskiego Lubięcina. Zamieszkali w bloku w miasteczku Emmerich am Rhein w Nadrenii Północnej-Westfalii. Tam wiedli spokojne życie, snuli plany na przyszłość.

Marzył im się dom z ogrodem.

Wypadek

12 października Ewelina jedzie samochodem z trójką dzieci. Na drodze dochodzi do tragedii. Osobówka Eweliny uderza w karetkę. Ratownikom medycznym nic poważnego się nie stało. Półroczny Leoś nie miał szans. Zginął na miejscu.

Łukasz Kasprzyk, brat Mateusza: – On tak pragnął syna, a teraz go stracił. Byłem akurat na zakupach, kiedy zadzwonił do mnie Mateusz. Jak dzwoni, to zawsze żartujemy, śmiejemy się, a wtedy był zapłakany. Wiedziałem, że stało się coś strasznego. Też mieszkam w Emmerich i szybko do niego pojechałem. Gdy podjechałem pod blok, zobaczyłem, jak brat idzie z policjantami. Był też psycholog. Ciężko o tym mówić. Dalej nie wierzymy w to, co się stało.

3-letnia Maja w wyniku wypadku doznała wielu obrażeń i do dziś walczy o życie. – Ma przerwany rdzeń kręgowy, jest sparaliżowana od szyi w dół – mówi Łukasz. – Straciła mowę, tylko się uśmiecha i rusza oczami. Maja jest w szoku, bo chce coś powiedzieć, ale nie może. Pamięta przecież, że chodziła, a teraz... To jest najgorsze. Lekarze powiedzieli, że całe życie będzie pod respiratorem.

6-letnia Nina też mocno ucierpiała w wypadku. Czekają ją lata rehabilitacji, by wrócić do pełni zdrowia. – Przeszła operację połączenia drugiego i trzeciego kręgu, na szczęście wszystko się powiodło. Taka operacja czeka jeszcze Maję – opowiada Łukasz. – Ninka na razie jeździ na wózku. Będzie miała gorset ortopedyczny na szyi. Nie wiemy, jak długo. A później zacznie się rehabilitacja.

Mama rodzeństwa przeszła kilka wielogodzinnych operacji. W dalszym ciągu jej życie jest zagrożone. – Najpierw ze starszą córką została przewieziona helikopterem do szpitala w Nijmegen w Holandii – wspomina Łukasz. – Ale później chcieliśmy, żeby jednak była w tym samym szpitalu co Maja. Ewelina miała połamaną miednicę i żebra. Po operacji okazało się, że ma sepsę i przerwane w dwóch miejscach jelito grube.

Poszkodowani w wypadku przebywają cały czas w klinice w Münster.

Łukasz przyznaje, że w przyszłości będą potrzebne dziesiątki sesji terapeutycznych. Mateusz też potrzebuje pomocy psychologicznej, mimo że sam nie brał udziału w wypadku. Dla niego to również koszmar.

Bo rodzinie Kasprzyków zawalił się świat.

Fotografia

O ich dramacie powiedział mi Jacek Łuszcz, mąż kuzynki Mateusza. – Różne rzeczy widziałem i przeszedłem w życiu, ale ta tragedia jest niewyobrażalna – mówi mi Łuszcz. – Brakuje słów. To mi się po prostu nie mieści w głowie.

Przeglądam profil Mateusza Kasprzyka na jednym z portali społecznościowych. Raptem 6 września zmienił swoje zdjęcie profilowe. Jest na nim ze swoją rodziną, uśmiechają się. Są ubrani w jasne kolory, w tle widzę małą górkę i piękne kwiaty.

Tego dnia Mateusz zmienił też fotografię w tle. Leoś siedzi w środku obok dwóch siostrzyczek. Nina go ściska. Chłopiec unosi ręce do góry.

Pomóżcie

Kasprzykom pomagają mieszkańcy ich miasteczka Emmerich.

„Przedszkole Polderbusch zbiera pieniądze dla ofiar wypadku drogowego – czytam w tytule tekstu na niemieckim portalu lokalkompass.de. – Niektórzy mieszkańcy Emmerich rozpoczęli zbiórkę funduszy na rzecz rodziny. Kai und Juliane Hornig razem z kierowniczką przedszkola Kerstin Kleen proszą radę rodziców o wsparcie. Dwoje dzieci Hornigów to towarzyszki zabaw dziewcząt, które uległy wypadkowi. Znają się z przedszkola. 6-letnia dziewczynka opuściła je w tym roku i teraz uczęszcza do szkoły podstawowej. 3-letnia trafiła teraz do przedszkola. (...) Parafia pod wezwaniem św. Krzysztofa i św. Jana Chrzciciela jest sponsorem przedszkola, a teraz również przekazuje darowizny”.

Niemiecki dziennikarz podkreśla, że „w przyszłości rodzina musi liczyć się z wielkimi kosztami rehabilitacji”. – To wielka tragedia i dlatego po prostu chcemy pomóc – powiedziała lokalkompass.de Kai Hornig.

.
.  Fot. Archiwum rodziny

Łukasz Kasprzyk też rozpoczął zbiórkę, tyle że na portalu zrzutka.pl. TU JĄ ZNAJDZIESZ

Potrzeby rzeczywiście będą ogromne – rehabilitacja, leki, wózek inwalidzki, respirator, dostosowanie samochodu do potrzeb niepełnosprawnej osoby.

Łukasz: – Mateusz chciał domu z ogrodem, ale teraz przede wszystkim chodzi o to, żeby znaleźć po prostu inne mieszkanie na parterze. Dla Mai.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Niemiecka opieka zdrowotna jest na wysokim.poziomie i przez lata życia w tym.kraju nie widzialam ani jednego inwalidy, który zdany byłby na zbiórki pieniężne. Ja rozumiem.potrzeby rodziny, ale wózki inwalidzkie , terapie itp. to wszystko przecież będzie im dane. Mają szczescie w nieszczęściu, że wypadek zdarzył się w Niemczech a nie w Polsce.
    @Alexamar
    Dokładnie. Kolega kilka lat temu przeniósł się do Niemiec. W Polsce przez lata nie mogli zdiagnozować co mu jest. Tam to zrobili w miesiąc. Ciężko pracuje i ciągle się leczy. U nas dawno by umarł a w najlepszym razie był kaleką. Tragedia niewyobrażalna, ale póki co mają Niemcy.
    już oceniałe(a)ś
    1
    0