Muszę odwołać wielogodzinne, trudne operacje wątroby, trzustki. Odesłać pacjentów, tylko gdzie? To wyrok śmierci odroczony w czasie - mówi prof. Dawid Murawa, chirurg onkolog, szef kliniki w Szpitalu Uniwersyteckim w Zielonej Górze. Lubuskie jest w czerwonej strefie i pilnie potrzebuje anestezjologów.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przygraniczne Lubuskie przez blisko rok nieźle wypadało w pandemicznych statystykach. W połowie lutego, dwa tygodnie przed rocznicą pojawienia się zerowego pacjenta w Polsce (mieszkał w lubuskiej Cybince) trend załamał się. Średnie dobowe liczby zakażonych w niektórych powiatach zaczęły przekraczać 90-110 (wskaźnik na 100 tys. mieszkańców red.). Rząd zdecydował, że od poniedziałku, 15 marca Lubuskie dołączy do województw objętych całkowitym lockdownem. Liczba osób wymagających hospitalizacji podwoiła się.

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Zielonej Góry? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

W szpitalu tymczasowym w Zielonej Górze (jeden z lepszych w Polsce, utworzony w budowanym Centrum Zdrowia Matki o Dziecka - red.), pod respiratorami leży już 25 chorych na COVID-19, kolejnych blisko stu pacjentów zostało objętych tlenoterapią. Szpital ma 170 łóżek, może tę liczbę nawet podwoić, ale jest problem z kadrą. Brakuje anestezjologów.

Paraliż na bloku operacyjnym

Źle wygląda sytuacja na centralnym bloku operacyjnym Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze. Nie odbędzie się wiele operacji, bo anestezjolodzy czuwają przy łóżkach intensywnej terapii w covidowym szpitalu.

– Muszę odwołać duże, trudne operacje onkologiczne wątroby, trzustki. Odesłać pacjentów, nie przyjmować nowych. Czeka nas paraliż – mówi prof. Dawid Murawa, chirurg onkolog, szef kliniki w Szpitalu Uniwersyteckim w Zielonej Górze i szef Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej.

Murawa już w ub. tygodniu wykonał zaledwie połowę operacji. W tym tygodniu z grafika wypadły już całe dni. Miał zaplanowane skomplikowane resekcje trzustki. Musi z nich zrezygnować. Nie dostał anestezjologa. Choć jest jednym z nielicznych chirurgów w Polsce, który potrafi taką operację wykonać.

- Mówiąc o liczbie zmarłych na COVID-19, powinniśmy doliczyć także pacjentów chorych onkologicznie, którzy nie dostali na czas pomocy. Przełożenie operacji może oznaczać w wielu przypadkach wyrok. To śmierć odroczona w czasie, której potem nie znajdziemy w statystykach mówiących o skali pandemii – mówi profesor. I dodaje, że po roku epidemii koronawirusa na oddziale jest codziennie nawał pacjentów.

- Często chorych, którzy trafili do nas za późno, bo diagnostyka jest w Polsce opóźniona o kilka tygodni. Chirurg już nie może niczego odkładać, jeśli te osoby mają przeżyć – dodaje Murawa.

Latem wiadomo było, że diagnozowanie nowotworów wydłużyło się średnio o cztery tygodnie. Dane pochodziły z 960 szpitali w Europie i USA (także z zielonogórskiego szpitala). Dziś opóźnienia mogą sięgać nawet ośmiu, dziesięciu tygodni.  W przypadku agresywnych nowotworów, które szybko dają przerzuty, rokowanie gwałtownie pogarsza się. 

Rynek anestezjologów wydrenowany 

Marek Działoszyński, prezes szpitala, przyjmie każdego anestezjologa, dobrze zapłaci. Daje ogłoszenia.

– Bo nie ma już anestezjologów na lubuskim rynku medycznym. Szukaliśmy także w Poznaniu, ale bez skutku. Właściwie doszliśmy do ściany – mówi.

Karol Zieleński, dyrektor biura wojewody lubuskiego, potwierdza problem. – To przygraniczny teren. Rynek anestezjologów, internistów został wydrenowany przez Niemców już w pierwszej fazie pandemii. Do tego spotykamy się z niezwykłym oporem przed pracą w szpitalach tymczasowych lekarzy rodzinnych, którzy często mają specjalizacje, które byłyby nieocenione w leczeniu chorych na COVID-19. Niestety pomagać nie chcą – tłumaczy Zieleński. I przyznaje, że jeśli sytuacja epidemiczna w Lubuskiem nie poprawi się, może być jeszcze gorzej.

- Dotarła do nas mutacja, wyjątkowa zakaźna. Chorzy ciężko przechodzą zakażenie. Naprawdę trzeba zostać w domu. 

Elżbieta Polak, lubuska marszałek, przekierowała już z podległych szpitali lekarzy i pielęgniarki do szpitala tymczasowego. Do szpitala przyszło pracować m.in. sześciu chirurgów-ortopedów i jeden anestezjolog z świebodzińskiego centrum ortopedycznego.

– Niestety nie mamy wpływu na powiatowe szpitale, a być może są tam jeszcze specjaliści. To już rola wojewody, by ich pozyskać, a jeśli rynek faktycznie się wyczerpał, niezbędna będzie pomoc ministra zdrowia – mówi marszałek. – Leczenie chorych onkologicznie jest dla nas takim samym priorytetem jak leczenie chorych na COVID-19 – dodaje.

Profesor: - Jeśli ktoś chce ze mną pracować, pomóc leczyć chorych na nowotwory, czekam z otwartymi rękami.  Lekarze proszą, by minister zdrowia skierował do nas pomoc.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Przypominam że rząd miał od początku 2020 do jesieni czas na przygotowanie procedur, finansowania, ludzi itd. Woleli jednak zająć się wyborami.
    już oceniałe(a)ś
    25
    0
    Macie jeszcze jakieś wątpliwości, że chodzi o uśmiercenie jak największej ilości ludzi, których leczenie stanowiłoby największe obciążenie dla NFZ-u ?
    już oceniałe(a)ś
    17
    0
    Rok temu rozpoczęła się pandemia. Był rok, żeby przygotować służbę zdrowia. Życzę wszystkiego najgorszego ludziom, którzy odpowiadają za obecną tragedię chorych.
    już oceniałe(a)ś
    9
    0
    "To wyrok śmierci odroczony w czasie".
    Pisowską władzę też to odroczenie boli. Wolałaby, żeby wykończyli się od razu.
    już oceniałe(a)ś
    10
    1
    i to moze bedzie argument dla wszytskich malkontentow plaskoziemcow kontestujacych ograniczenia: im mniej ograniczen tym wiecej zarazen. im wiecej ludzi chorych tym wiecej hospitalizacji. im wiecej hospitalizacji covidowych tym mniej mozliwosci pomocy innym chorym. bo zaden kraj nie jest w stanie zatrudnic tysiecy anestezjologow, a ci sa potrzebni i do chorych na covid i do chorych na raka i inne choroby.
    @anatol222
    Płaskoziemcom i antycovidowcom nic nie przemówi do rozumu. Zapewne też śmierć bliskich na covida, bo to "pewnie nie był covid".
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    @anatol222
    Gdyby rząd w obostrzeniach postępował w sposób zrozumiały i konsekwentny, to pewnie byłoby mniej malkontentów (uprzedzam ewentualny - atak: nie jestem malkontentką i karnie stosuję się do wszystkich obostrzeń). Był rok na przygotowanie się do tej sytuacji i zwalanie dziś tego na społeczeństwo jest zwyczajną podłoscią.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0
    "Śmierć odroczona w czasie" z powodu niewykonania operacji - brzmi to bardzo dziwnie w ustach lekarza. Tak jakby chory miał umrzeć wcześniej, gdyby operacja odbyła się na czas. Z artykułu wynika, że lekarzowi chodzi o coś innego, ale powinien był wyrazić się precyzyjniej.
    już oceniałe(a)ś
    2
    3
    "Odwołane operacje onkologiczne. Prof. Murawa: "Wyrok śmierci odroczony w czasie" - zmieńcie tytuł
    @elemelek
    Racja, bo dla mnie oznacza, że właśnie operacja nowotworu to wyrok śmierci, obecnie odroczony w czasie.
    już oceniałe(a)ś
    8
    1
    @elemelek
    To prawda. Powinno być: Wydano wyrok śmierci na chorych.
    już oceniałe(a)ś
    4
    0