Może w niezbyt przekonującym stylu, ale za to z mocnym finiszem - koszykarze Enea Zastalu Zielona Góra pokonali Spójnię Stargard w pierwszym meczu play-offów Energa Basket Ligi.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Najważniejsza wiadomość brzmi: wrócił Geoffrey Groselle. Bark jeszcze boli, nie "chodzi" idealnie, ale Amerykanin jest gotowy do gry. Pod koniec drugiej kwarty zamarliśmy ze strachu, bo wydawało się, że środkowy odnowił uraz po zderzeniu z Bayleem Steelem. Ale nawet po tej mocnej stłuczce Groselle powrócił na parkiet. Dobry znak.

Cóż, Zastal zaczął świetnie, bo od zrywu 11:3. Znowu wszystko kręciło się wokół naszego centra i z tego powodu wyglądało niebo lepiej. Amerykanin potrzebuje jednak czasu, by złapać rytm, na początku sporo pudłował. Zielonogórzanie chyba poczuli się zbyt pewnie, bo zaraz zmitrężyli całą zaliczkę. Po stronie Spójni wielką ochotę do gry przejawiał Raymond Cowels (19 pkt, 4/6 za trzy), a także Filip Matczak (20 pkt i 4/5 zza łuku!). Ten drugi już w pierwszych minutach postanowił udowodnić, że odpuszczanie go na łuku to zniewaga, której nie zostawi bez odpowiedzi. Wychowanek Zastalu nie słynie ze stabilnej ręki, ale tym razem rzucał jak natchiony.

Spójnia błyskawicznie wróciła do gry, a nawet wygrała minimalnie pierwszą kwartę 21:20. Walkę łeb w łeb kontynuowała w drugiej. Wyróżniał się kipiący energią środkowy Baylee Steele, sporo asyst rozdał rozgrywający Jay Threatt (9 pkt, 10 asyst), choć ten akurat wigoru koledze może pozadrościć. Nam brakowało punktów Łotyszy - Rolandsa Freimanisa i Janisa Berzinsa, których pochłonęła walka w pomalowanym. Różnicę robił Groselle - kończył spod kosza lub rozrzucał na obwód, gdzie tylko czyhali Skyler Bowlin (14 pkt, 3/8 za trzy), Kris Richard (14 pkt, 2/5 za trzy) czy David Brembly, który może skutecznością z dystansu pochwalić się jeszcze nie może, ale wolną przestrzeń potrafił wykorzystać także inaczej. Na jego koncie tym razem 15 pkt. Do przerwy był remis 40:40.

Trochę się już przyzwyczaliśmy, że zastalowcy z niżej notowanymi zespołami - nawet, jeśli męczą się niemiłosiernie - sprawy załatwiają w końcówce. Tak było i tym razem. Freimanis łatwość zdobywania punktów ma tak wielką, że skończył jako najwyżej punktujący zawodnik drużyny, mimo że przed zmianą stron był niewidoczny. Na kilka minut przed końcem wrzucił z niczego dwie ważne trójki i dobił z każdą minutą bardziej zagubioną Spójnię (wcześniej traciła tylko parę posiadań, mogła wierzyć, że wyjdzie z dołka).

W obozie gości złe wieści: parkiet z kontuzją opuścił długoręki Omar Gudul. Nie wiadomo, na ile poważną. Jeśli będzie to kolejny wykluczający uraz jak w przypadku Tomasza Śniega - przed rywalami duże kłopoty. Mateusz Kostrzewski to nie jest podkoszowy fighter. Dziś wpisał się w tę rolę z przymusu, ale odbiło się to na jego grze w ataku - zdobył tylko trzy punkty (1/6 z gry).

Końcowy wynik: 90:70 dla gospodarzy. Gramy do trzech zwycięstw. Kolejny mecz w czwartek, 1 kwietnia. Ponownie w hali CRS.

ENEA ZASTAL BC ZIELONA GÓRA 90:70 PGE SPÓJNIA STARGARD

Kwarty: 20:21 | 20:19 | 24:17 | 26:13

ZASTAL: Bowlin 14 (3), Richard 14 (2), Brembly 15 (1), Berzins 4, Groselle 14 oraz Koszarek 7 (1), Freimanis 15 (3), Williams 3 (1), Sulima 2, Put 2, Traczyk 0.

SPÓJNIA: Threatt 9 (1), Matczak 20 (4), Cowels 19 (4), Kostrzewski 3 (1), Stelle 8 oraz Faust 8 (1), Gudul 2, Młynarski 1. Han, Siewruk i Grudzińki - po 0.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Najbardziej irytujące było zostawianie Steele?a sam na sam z koszem w pomalowanym. Jakby kosz miał się sam obronić.
już oceniałe(a)ś
0
0