Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W czwartym meczu ćwierćfinałowej serii zawodnicy Enea Zastal znów zgotowali sobie nie lada kłopoty. A przecież niejeden kibic w trakcie pierwszej połowy, może z wyjątkiem ostatnich minut drugiej kwarty, musiał sobie powiedzieć: taki Zastal chcemy oglądać! Koszykarze Żana Tabaka wreszcie w mecz weszli z wysokim zaangażowaniem, skoncentrowani, solidnie egzekwujący zagrywki i wszelkie okazje do zdobycia punktów. Na przeszkodzie nie stała nawet wciąż szwankująca skuteczność zza łuku, choć w perspektywie całych 40 minut oczywiście zabolała bardzo (2/12 w pierwszej połowie, 4/22 w całym meczu). Wszystko wyglądało jak powinno - z energią, determinacją, z niemożliwym do zatrzymania w grze jeden na jeden Geoffreyem Grosellem. Zastalowcy zaczęli od 14:5, narzucając własne warunki. 

Po 15 minutach gry Spójnia miała tylko 21 zdobytych punktów. Fajnie wyglądała obrona zespołowa, koszykarze sobie pomagali, zamykali ścieżki, przejmowali graczy uciekających po zasłonach. Żan Tabak agresywny jak dawniej, napędzający swoich koszykarzy do szybszej gry i pressingu na całym parkiecie. Oglądało się to z przyjemnością, tym bardziej że Spójnia też grała bardzo fizycznie, na wysokich obrotach, pełna wiary, że może jeszcze raz pokonać Zastal i pokusić się o sprawienie sensacji. Nawet przy stanie 40:24 dla Zastalu gdzieś w połowie drugiej kwarty nie zwiesiła głów, a zanotowała zryw 7:0, korzystając z kilku nieskutecznych akcji z rzędu Rolandsa Freimanisa. Do przerwy Zastal prowadził już tylko 44:36, bo trójkę równo z syreną wrzucił dobrze dysponowany Kacper Młynarski (13 pkt, 4/8 z gry).

 

Niestety końcówka drugiej kwarty - a więc parę straconych piłek, mniej chłodnej głowy w egzekucji - była zapowiedzią utraty koncentracji, która na poważnie objawiła się u zastalowców dopiero po zmianie stron. Żan Tabak kolejny raz wpada we wściekłość (Łukasz Koszarek nie patrzy na piłkę, pozwala, by podanie z autu wyleciało poza parkiet) i kopie z całej siły, co akurat podwinęło mu się pod nogę, a więc siedziska dla graczy przygotowanych do zmiany. Znów dostaje "dacha", na szczęście kończy się na jednym. Zastal prowadzi sześcioma punktami, ale od tego momentu jest tylko gorzej. Jeden punkt z linii, odważne trójki Nicka Fausta i Jaya Threatta... i proszę, Spójnia po raz pierwszy na prowadzeniu. Utrzymuje je do końca kwarty (60:58), bo Zastal znów przypomina mało solidną ekipę z poprzednich meczów.

Spójnia czuje ogień, duchem walki całą drużynę obdziela Filip Matczak, bardzo agresywny i przydatny po obu stronach parkietu (17 pkt, 4 zbiórki, 3 asysty, 2 przechwyty), zwłaszcza w obronie, gdzie wyciąga piłki graczom kozłującym na pick'n'rollu. Punktów dla Spójni wielu z tego nie ma, bo trwa ostra walka, ale gospodarze utrzymują remis po czterech minutach czwartej kwarty.

Zastal nie może wrócić na odpowiednie tory. Po trójce Młynarskiego to Spójnia ponownie wychodzi na prowadzenie na dwie minuty przed końcem, choć szybko tym samym odpowiada Freimanis (70:70). W Stargardzie wielkie emocje, gospodarze przejmują inicjatywę. To oni wychodzą na 74:70 po ponowieniu akcji przez Raymonda Cowelsa i punktach Matczaka po fatalnym błędzie zielonogórskiej obrony. Na zegarze 55 sekund.

Goście w opresji, lecz wychodzą z niej cało. Groselle rehabilituje się trafieniem po przestrzelonych wcześniej dwóch rzutach wolnych, a ostatnia akcja należy już do Krisa Richarda (chwilę wcześniej bardzo głupio kluczowe posiadanie rozegrał Threatt, tj. rzutem z jednej nogi z 5-6 metra). Zielonogórski "silent killer" wykorzystuje zasłonę od środkowego i niepilnowany doprowadza do remisu rzutem z dalekiego półdystansu. Spójnia ma prawie 4 sekundy na ostatnią akcję, ale Młynarski na siódmym metrze dostaje paskudną czapę... Richard ratuje Zastalowi mecz.

 

Dogrywka należy już do gości. Sprawy w swoje ręce bierze Groselle, który na dzień dobry wrzuca 7 punktów z rzędu. Pomaga mu Richard, po którego rzucie za trzy na niespełna dwie minuty przed końcem (85:76 dla Zastalu) jest praktycznie po meczu. Kończy się wynikiem 91:80 dla Zielonej Góry.

Zastal melduje się w półfinale, gdzie zagra ze Śląskiem Wrocław. Oba półfinały i późniejszy finał rozegrane zostaną w bańce w Ostrowie Wlkp.

Żan Tabak przypomniał nam dziś, że w najważniejszych meczach będzie grał krótką rotacją, co oznacza nie tylko wiele minut z przymusu dla obwodowych, ale także formacji podkoszowej. Będący ciężarem w obronie przez brak mobilności i mało przydatny w ataku Krzysztof Sulima zagrał trzy minuty, Filip Put nie wybiegł wcale. Groselle i Freimanis grali po 37 minut. Bowlin i Richard - odpowiednio - 39 i 38. Ci czterej zdobyli niemal wszystkie punkty Zastalu (86 z 91).

Tabak po meczu: - Wygraliśmy pomimo 18-procentowej skuteczności w rzutach za trzy. Nie spotkałem się z tym nigdy w życiu, nie wiem, czy na profesjonalnym poziomie kiedykolwiek to się zdarzyło. Nie wiem, czemu tak rzucaliśmy, mam nadzieję, że w półfinale będziemy rzucać lepiej - powiedział.

Szkoleniowiec nieco przesadza, bo takie wygrane w baskecie zdarzały się nieraz, nawet w tym sezonie, kiedy Lublin pokonał Dąbrowę Górniczą przy skuteczności zza łuku 3/17 (17,6 proc.), ale za poprawę formy rzutowej na pewno trzymamy kciuki.

StatystkiStatystki FIBA Live Stats

PGE SPÓJNIA STARGARD  80:91  ENEA ZASTAL BC ZIELONA GÓRA

Zastal wygrał ćwierćfinałową serię 3:1

Kwarty: 14:25 | 22:19 | 24:14 | 14:16 oraz dogrywka 6:17

SPÓJNIA: Threatt 11 (3), Matczak 17 (2), Cowels 13 (1), Kostrzewski 4, Steele 9 oraz Młynarski 13 (3), Faust 9 (3), Han 2, Gudul 2, Szmit 0.

ZASTAL: Bowlin 15 (2), Richard 21 (1), Brembly 0, Freimanis 21 (1), Groselle 29 oraz Koszarek 1, Berzins 2, Williams 2, Sulima 0.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.