Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Zielonej Góry? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

W naszym plebiscycie Supermiasta i Superregiony 2040 zapraszamy do spojrzenia na Zieloną Górę w perspektywie najbliższej, pięcioletniej, i tej dłuższej, 10- i 20-letniej. Wybiegnijmy w przyszłość. W jakim mieście chcielibyśmy żyć, pracować, uczyć się i leczyć, gdy kalendarz wskaże 2040 r. Jedno jest pewne, to już będzie inna Zielona Góra. Wiemy to po doświadczeniach pandemii, po znakach, jakie zostawiły po sobie w czasie pandemii koronawirusa służba zdrowia, gospodarka i oświata. Wiemy po zapowiedziach płynących z Unii Europejskiej, stawiającej sprawy jasno. Potrzebne są: walka z kryzysem klimatycznym, wykorzystanie nowych technologii i ochrona środowiska ujęta pod wspólnym mianownikiem Zielonego Ładu.

Pod koniec marca opublikowaliśmy artykuł Szymona Płóciennika, dziennikarza zielonogórskiej "Wyborczej". Opisał w nim swoje propozycje wyzwań. Dziś przedstawiamy wyzwania dla Zielonej Góry, które opisał Mieczysław J. Bonisławski z Klubu Miłośników Kolei Szprotawskiej.

Supermiasta
CZYTAJ WIĘCEJ

Zabytkowy wagon w skansenie kolei szprotawskiejZabytkowy wagon w skansenie kolei szprotawskiej Fot. Władysław Czulak/Agencja Gazeta

Wyzwania dla Zielonej Góry. Wybór Mieczysława J. Bonisławskiego

Rozważania o supermieście 2040 zacznę od trywialnej w swej prostocie, a oczywistej już niekoniecznie konstatacji, iż nie ma sensu (lub możliwości) przydawania czemukolwiek określenia "super", jeśli nie ma komu odczuwać konkretnych wrażeń i emocji związanych z powodem użycia do tego opisu takiegoż przymiotnika. Aby coś lub ktoś było "super", ktoś inny musi przeżywać pozytywne emocje lub odnosić takie wrażenia.

Siedem wyzwań dla Zielonej Góry. Głosuj w plebiscycie Superregiony i Supermiasta 2040

Stąd podstawą jest to, by Zieloną Górę 2040 zaludniali jeszcze jacyś mieszkańcy, zdolni do szerszej refleksji o tym, czy cokolwiek w ich życiu i otoczeniu jest super, czy też takie nie jest, i potrafiący samodzielnie zidentyfikować powody dokonywanej przez nich oceny. Istotne w tym wywodzie są dwa użyte przeze mnie przymiotniki: szerszy (w odniesieniu do refleksji) oraz samodzielny (w odniesieniu do dokonywanej oceny).

Ów szerszy dotyczy przesunięcia horyzontu ludzkich potrzeb poza granice warunków niezbędnych do fizycznego przeżycia - granicę głodu, ciepła, sprawności fizycznej (zdrowia) i realizacji instynktu seksualnego. Natomiast samodzielny odnoszę do kreowania własnych poglądów na podstawie osobistych kryteriów oceny i doboru obszarów, które człowiek osądza, zamiast bezmyślnego małpowania wzorców narzucanych przez wszelkiego typu władze (polityczne, pracodawców, duchowe) i podpowiadanych przez kulturę masową oraz media w postaci serwowania "papki" w imię zapewnienia masom wygodnego życia. Do jednego i drugiego potrzeba ludzi, którzy sami będą uczestniczyć w budowaniu zbiorowego systemu wyższych wartości, budowaniu, czyli tworzeniu (doborze) tych wartości, rozwoju ich systemu (skostniały, dany raz na zawsze system, nieewoluujący wraz ze zmianami cywilizacyjnymi na świecie sam staje się "papką"), oraz będą chętni postępować zgodnie z tym systemem i inspirować (nie przekonywać czy zmuszać) do tego samego swoje otoczenie społeczne.

Zatem rysuje się obraz bezwzględnej dbałości przede wszystkim o to, aby supermiasto 2040 tworzyło wielopokoleniową strukturę demograficzną, w której będą reprezentowane wszystkie grupy zawodowe, różne poziomy rozwoju intelektualnego, równe wobec prawa i reguł postępowania, a wszystkich będzie coś łączyć. Pytanie, czym ma być to "coś"?

Dolny Śląsk, Wielkopolska, ziemia lubuska od tysiącleci są na styku cywilizacji, na etnokrańcach gigantów demograficznych. W najbardziej eurocentrycznej, współczesnej nam perspektywie na początku z zachodu i południa doszli do nas Celtowie, później na zachód od nas powstały ludy germańskie, w czasach nowożytnych stanowiliśmy wschodni skraj żywiołu rzymsko-niemieckiego (cesarstwa, a potem Rzeszy). Jednocześnie od wschodu docierała do nas cywilizacja stepów, wywodząca się ze spadkobierców Czyngis-chana (od Mongołów, przez Ordę, Tatarów, po Turków) i konglomerat Skandynawii (Gotów) i ludów ruskich. Zawsze byliśmy granicą między bogactwem, nowoczesnością i postępem technicznym a zacofaniem i biedą, rozumianymi z perspektywy posthellenistycznej Europy. I nigdy nasz region i jego mieszkańcy nie zintegrowali się na tyle z jednym czy drugim żywiołem, aby stać się jego częścią i czerpać do głębi z dobrodziejstw czy to wschodu, czy zachodu. Nikt o nas nie dbał, traktując ten teren jako kartę przetargową. Stąd ciągłe wojny, brak tradycji osadniczych i kulturowych sięgających przynajmniej te 100-150 lat wstecz.

Ciągnie się to do dzisiaj. Możemy tworzyć wzorce demokracji anglosaskiej, postawy bogactwa budowanego od pokoleń lub na następne pokolenia, modele wolności oparte na ideale systemowej równości mniejszości i daleko idącej ekologii czy konsumpcyjny styl amerykański. Przenosząc je na zielonogórski grunt, zawsze jednak będziemy nieudolnymi naśladowcami, ciągle o jedno, dwa pokolenia spóźnieni, jak XIX-wieczne elity narodów poddanych kolonialnemu uciskowi. Nie wyzwolimy się spod tego widma co najmniej do czasu jakiejś kolejnej rewolucji cywilizacyjnej na skalę ponadkontynentalną. I tylko poprzez uświadomienie sobie tego prowadzi droga do naszego supermiasta.

Po pierwsze: bogactwo materialne. Byliśmy i będziemy biednym miastem. Turystyka, na którą szumnie się u nas stawia, to usługi, gdzie płace i zyski są najniższe w porównaniu z innymi działami gospodarki. Na turystyce nikt bogatym się nie stanie. Szczególnie, że nasze walory turystyczne istnieją tylko na urzędniczym papierze. Nie będziemy konkurencyjni pod względem walorów dla terenów górskich (Alp, Pirenejów), krain europejskich basenu Morza Śródziemnego, Maghrebu itp. Wysychające, małe jeziorka otoczone sosnową monokulturą (bez większej wartości turystycznej) bez bazy noclegowej, gastronomicznej i rozrywkowej od lat nie przyciągają już nawet głównego, tradycyjnego (późny okres PRL-u) klienta ze Śląska i Zagłębia Miedziowego czy Zagłębia Wałbrzyskiego. Niemcy nasycili się już powrotem na swoje stare ziemie, poza tym pokolenie inspirujące ten typ turystyki sentymentalnej powoli już wymiera.

Bogactwa naturalne? Era paliw kopalnych (węgiel, gaz) odchodzi do lamusa. Surowce mineralne są na wyczerpaniu, a ich pozyskiwanie narusza równowagę ekologiczną i estetykę. Przyszłość to miedź. Czasy rozbudowy i rozwoju miast wokół kopalń i hut to jednak melodia przeszłości - XIX wiek po koniec XX (ostatnimi w Polsce przykładami są Łęczna, Konin, Bełchatów, Głogów /Lubin - w wieku XXI wszystkie nie notują już rozwoju, są na wyraźnej fali schyłkowej). W II ćw. XXI w. globalizacja gospodarki powoduje, że "nowosolska" miedź nie zrodzi wzrostu bogactwa regionu, nie odwróci tendencji makroekonomicznych, nie zmieni biednego regionu w bogaty. Kopalnie i huta wzbogacą globalne instytucje ekonomiczne, ale nie wpłynie to na region, tak aby móc zacząć go postrzegać inaczej niż dotąd.

Przemysł, inwestycje? Polkowice i Poznań stały się montowniami światowych koncernów motoryzacyjnych. Poznań, a teraz Świebodzin stają się centrum magazynowym internetowej sprzedaży towarów konsumpcyjnych (np. Amazon). To nie są inwestycje, które sprzyjają powstawaniu dobrze opłacanych miejsc pracy, to są miejsca z pensjami dla ludów skolonizowanych. Rozwojowe, dobrze płatne stanowiska pozostały i pozostaną w centrach zarządzania i naukowo-badawczych, daleko od regionu zielonogórskiego.

Korzyści z dogodnego położenia komunikacyjnego (Odra, dwie magistrale kolejowe, dwie autostrady, Korytarz Północ – Południe)? Jesteśmy i będziemy niezauważalnym miejscem na mapie przewozów tranzytowych. Jedyny efekt tego położenia to opisane powyżej centra magazynowe światowych dystrybutorów. Z całym szacunkiem dla ludzi ciężkiej pracy możemy tutaj liczyć tylko na podrzędne finansowo i rozwojowo stanowiska oraz na funkcje kacyków, zarządzających grupą pobratymców na tychże podrzędnych stanowiskach.

Rozwój nauki i funkcji administracyjnych? Jesteśmy i będziemy na marginesie krajowych wydarzeń i karier politycznych. We władzach żadnej partii nie ma osób z Zielonej Góry mogących coś uczynić dla miasta. Mamy uniwersytet, ale nie mamy tradycji akademickich, nasze uczelnie nie mają prestiżu przyciągającego zielonogórską młodzież na studia w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie czy za granicą. Czy coś pominąłem?

Nie zatrzymamy zatem najzdolniejszej zielonogórskiej młodzieży prestiżem uczelni, wysokimi zarobkami czy wizją kariery i awansu zawodowego. Co możemy zrobić ? Możemy to sobie uświadomić i przestać mamić się wizją bogatego materialnie, porównywalnego poziomem cywilizacyjnym z europejskimi metropoliami, nowoczesnego w sensie, jaki nadaje temu pojęciu globalizacja i kultura masowa, miasta. Nam jest bliżej do XIX-wiecznej Irlandii Armenii, czy Italii. I musimy budować nasze supermiasto na innych wartościach i celach niż amerykański sen czy germańskie (anglosaskie) poczucie wyższości i misji cywilizowania.

Biedna, zaściankowa społeczność staje się superkrainą, gdy oprze się na solidnych fundamentach kulturowych, głęboko oddziałującą na ludzi tradycją i silnym poczuciem więzi lokalnej.

Dlatego powinniśmy wskazywać już od szkoły podstawowej aż po seniorów na bogate, różnorodne źródła naszej tożsamości kulturowej jako mieszkańców miasta między wzgórzem na południu i dużą rzeką na północy. Szkoły powinny być otwarte na działania stowarzyszeń pracujących w tych obszarach i wspierać próby zainteresowania dzieci wolontariackimi pracami nad poznawaniem historii lokalnej. Tymczasem w szkołach panuje moda na projekty opłacane sowicie przez EU, projekty, które rozmydlają naszą lokalną tożsamość. Dyrektorzy nie są otwarci na wpuszczanie w swe progi chętnych do prowadzenia zajęć pozalekcyjnych przedstawicieli ruchów miejskich i podobnych im stowarzyszeń. Zielonogórska szkoła odizolowała się od życia społecznego. A jednocześnie wrażliwość młodego pokolenia próbuje budować jedynie w obszarze pomocy ludziom chorym lub pokrzywdzonym przez los oraz w obszarze wartości uniwersalnych, europejskich, globalistycznych. To pierwsze stworzy nam traumatyczną młodzież (bo ileż można żyć wyłącznie tragedią innych ludzi), a to drugie - tak jak napisałem przed chwilą - rozmydli lokalną tożsamość. Mistrzostwem pozytywnego działania, o którym tu piszę, było harcerstwo, które łączyło przyjemność z harcerskich przygód z pomocą potrzebującym, a to wszystko na tle lokalnej historii, tradycji i bohaterów.

Musimy dbać jak o najdroższy skarb o wszelkie oddolne inicjatywy z pogranicza kultury, nauk historycznych i działań popularyzatorskich: wystawy, wydawnictwa, wycieczki, spotkania, badania itp. To ludzie najlepiej odtworzą, utrwalą i spopularyzują zielonogórskie tradycje zawodowe, kulturalne, historie poszczególnych zakładów, fragmentów miasta i na nich zbudują więzi sąsiedzkie, osiedlowe, ogólnomiejskie. Musimy budować dumę z tego, co nasze, co związane z naszymi dziadkami, rodzicami. Młodzież nie ma wracać z lepszych uczelni do Zielonej Góry dla większych zarobków czy większych możliwości w globalnym świecie, ale po to, aby utrwalać lokalne wartości, którymi nasiąknęła od małego dzieciaka. Aby wychowywać z kolei swoje dzieci na pełnokrwistych zielonogórzan.

Wyobraźmy sobie ośrodek kultury na każdym osiedlu, w którym obok zajęć utylitarnych prowadzone są kluby dyskusyjne, grupy rekonstrukcyjne i eksploracyjne. Wyobraźmy sobie uniwersytet, na którym systematycznie spotykają się mieszkańcy z naukowcami, by wspólnie odkrywać przeszłość, kulturę, tradycję. Tworzą stałe niezawodowe zespoły odkrywców. Wyobraźmy sobie aktywistów miejskich i liderów, bez ambicji stricte politycznych, za to traktowanych jak równych sobie partnerów przez urzędników magistrackich, radnych i prezydenta. Szkoły już po lekcjach pełne dzieciaków ganiających ze śmiechem na zajęciach prowadzonych społecznie przez dorosłych pasjonatów przygód, przeszłości, kultury. Wyobraźmy sobie ludzi w pełni tolerancyjnych, bez zawiści, za to spełniających się w działalności społecznej, w stosunkach sąsiedzkich, przy organizacji i podczas uczestnictwa we wszelkiego typu oddolnych inicjatywach, pielęgnowanych i inspirowanych przez władze miasta, instytucje i placówki.

Budujmy własną dumę z przeżyć naszych przodków, z naszej pracy, z więzi łączących nas wszystkich żyjących w tych mieście. Z przygody, jaką jest obcowanie z tym miastem i z ludźmi je tworzącymi. Stańmy się społeczeństwem ludzi radosnych i spełnionych, zadowolonych z własnej wartości, bogactwa wewnętrznego (charakteru i wiedzy), otwartych na innych, ludzi z zewnątrz, tolerancyjnych, wolnych od zazdrości i zawiści wobec bogatszych, nowocześniejszych, idących bardziej z modą. Nie wiem, czy to wystarczy do osiągnięcia wysokich pensji i stanowisk, nie wiem, czy to zmieni klimat na świecie. Nie wiem, czy to spowoduje, że będzie się nam żyło w Zielonej Górze wygodnie i zgodnie ze światowymi trendami kreowanymi dla mas. Zapewne to, co proponuję, nie spowoduje niczego z tych rzeczy. Ale też żadna z nich nie jest potrzebna do tego, aby przeżyć swoje życie super. Aby czuć się super w swoim mieście. Natomiast na pewno w osiągnięciu satysfakcji życiowej i jakiegoś szczęścia pomoże silne poczucie bycia u siebie, na swoim miejscu w świecie, wśród ludzi, z którymi łączy nas silna, pozytywna więź, przeżycie swoich lat zgodnie z sumieniem, zgodnie z wyznawanym wspólnie z najbliższym otoczeniem systemem wartości.

Super-Zielona Góra nie musi być ekologiczna, nowoczesna, światowa i bogata. Nie musi budzić podziwu innych czy być dla nich przykładem. Nie musi być najlepsza w Polsce, Europie, na świecie. Wystarczy, że ona będzie nasza, a my będziemy się dobrze czuli, żyjąc swoim zaściankowym życiem i uczciwie pracując pośród życzliwych, bliskich nam ludzi. Możemy, ale nie musimy być prekursorami, Muzeum Kolei Szprotawskiej może być jedyne takie w Europie, ale nie musi. Wystarczy, że ktoś, kto w nim działa, będzie miał poczucie dobrze spełnionego obowiązku, radość z osiągniętego celu, a jednocześnie poczucie własnej wartości. Aby kiedykolwiek to osiągnąć, musimy zacząć zmieniać nasze podejście do siebie, swoich sąsiadów, naszej pracy w zakładzie od dzisiaj. Najlepiej zaraz po przeczytaniu tych refleksji. I wtedy okaże się, że inni chcą tutaj przyjeżdżać i żyć wśród nas… Dlaczego?

Tutaj możecie zagłosować na najważniejsze wyzwania dla Zielonej Góry i województwa lubuskiego. Czekamy też na Wasze opinie, przesyłajcie je na adres listy@zielona.agora.pl.

CZYTAJ TAKŻE: Supermiasta 2040. Grabowy: Zielonogórskie piwnice winiarskie na liście UNESCO

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.