Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- W piątek konia nie było, a kiedy wróciłem do pracy w poniedziałek, już stał - wspominał dr Jan Nowak, którzy przez wiele lat kierował Klinicznym Oddziałem Chirurgii i Urologii Dziecięcej w zielonogórskim szpitalu.

Tajemniczą historię szpital na swoim Facebooku opisał jeszcze przed majówką. 

"Skąd przed wejściem do oddziału wzięła się rzeźba konia w skali 1:1. Do końca nie wiadomo. Chociaż… Pielęgniarki przekazały szefowi jedynie, że ktoś podczas weekendu, dobre kilkanaście lat temu, przyjechał, postawił zwierzę i tyle go było widać. A że właśnie odbywała się Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, to dominuje teoria: rzeźba została na niej wylicytowana i pozostawiona przed szpitalem w ramach podziękowań" - czytaliśmy we wpisie.

Dr Nowak: - Z biegiem czasu koń się zestarzał, poprawialiśmy mu nogę, ale jaki jest, każdy widzi. Wymaga już remontu. Może znajdzie się jakaś złota rączka? Zwierzę zżyło się z oddziałem i stanowi dla pacjentów dobry punkt orientacyjny. Mówi się: wejście koło konia - przyznał lekarz.

Tajemnicę konia szybko udało się odkryć. Do szpitala napisała córka fundatora rzeźby i osoby, które pomogły go transportować. 

- Darczyńcą był mój nieżyjący już tata, Piotr Banach. Tata zmarł trzy lata temu, był bardzo skromnym człowiekiem. Może dlatego nic Państwu nie wspomniał? Pomysł sprezentowania konia pod oddziałem dla dzieciaczków zrodził się z wdzięczności, jaką miał jako ojciec. Pan dr Jan Nowak uratował mi życie, operował mnie jako dziecko - wytłumaczyła pani Marta. - Pozdrawiam serdecznie, bardzo się cieszę, że mogłam o tym Państwu napisać, to bardzo ważne dla mnie. Wtedy, te kilkanaście lat temu, po licytacji WOŚP, mało kto o tym mówił, wiedziałam tylko ja i kilku jego przyjaciół, którzy pomagali mu przetransportować do Was konia - dodała.

Piotr Banach konia dla szpitala zakupił w ramach podziękowania za uratowanie życia jego córcePiotr Banach konia dla szpitala zakupił w ramach podziękowania za uratowanie życia jego córce arch. Szpitala Uniwersyteckiego w Zielonej Górze

Historię transportu konia pamiętają ówcześni działacze sztabu WOŚP. Przyznali, że wszystko działo się w niedzielę podczas finału i w wielkiej tajemnicy. Sam transport konia wspominają jako bardzo zabawną przygodę.

W przeszłości obok konia stały jeszcze krasnale, ale ktoś je ukradł. Znaleziono je potem w pobliskim parku. - Chuligani konia nie wzięli, był przykuty do podstawy – wyjaśnił dr Nowak.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.