To były trzy dni pełne wina, chłodu piwnic, rozmów z winiarzami i pasjonatami winiarstwa z całej Polski, ale też poznawania historii i tajemnic. Podsumowujemy Lubuski Festiwal Otwartych Piwnic i Winnic.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Zielonej Góry? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

- Na taką imprezę czekaliśmy od lat - mówili turyści, którzy na weekend przyjechali do Zielonej Góry. Przyciągnął ich Lubuski Festiwal Otwartych Piwnic i Winnic, czyli pierwsze tak duże wydarzenie w mieście i województwie z piwnicami winiarskimi w roli głównej. Przez trzy dni w 17 dawnych piwnicach zaprezentowało się aż 26 lubuskich winnic. Reprezentowały całe województwo, od winnicy Equus w Mierzęcinie (na północy) przez Folwark Pszczew i winnicę Pod Lubuskim Słońcem aż po winnicę Saganum (na południu).

W piwnicach łączyła się historia i współczesność. Dzisiejsi winiarze, którzy nalewali wino mieszkańcom i turystom, byli łącznikami z kilkusetletnią historią zielonogórskiego i lubuskiego winiarstwa. Po kilkudziesięciu latach przerwy do części piwnic wróciły dębowe beczki i długie rozmowy przy lampce wina.

– Mieszkamy w Rybniku, planowaliśmy wyjazd nad morze. Kiedy się dowiedzieliśmy o festiwalu, postanowiliśmy, że na trzy dni zatrzymamy się w Zielonej Górze – mówili w sobotę turyści, którzy na Lubuski Festiwal Otwartych Piwnic i Winnic przyjechali ze Śląska. Spotkałem ich w piwnicy przy ul. Jedności 3, gdzie próbowali trunków z winnic Cantina i Pod Winną Górą.

2021 r. Zielona Góra, Lubuski Festiwal Otwartych Piwnic i Winnic
2021 r. Zielona Góra, Lubuski Festiwal Otwartych Piwnic i Winnic  Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Od piątkowego wieczoru po ulicach Zielonej Góry spacerowali turyści z całej Polski, m.in. z Gdańska, Warszawy, Piły, Bydgoszczy, Olsztyna, Jasła, Wrocławia, Poznania, ale też Sulechowa, Międzyrzecza czy Świebodzina. Można było rozpoznać ich po czerwonych zawieszkach na szyi (trzymali w nich kieliszki) i folderach z mapką z ręce. Przemierzali miasto od jednej piwnicy do drugiej. Poznawali winiarską historię i architekturę, próbowali wina z lubuskich winnic.

– Mam znajomych, którzy jeżdżą na winiarskie imprezy w całej Europie. Jeśli takich weekendów otwartych piwnic w Zielonej Górze będzie więcej, przyciągną wielu gości z całej Polski – mówił turysta, który przyszedł do dawnej wytwórni Gremplera (powojennej Winiarni) przy ul. Moniuszki.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Sześć piwnic pokazaliśmy podczas winiarskich imprez po raz pierwszy. Niektóre zmieniły się nie do poznania. Największą metamorfozę przeszła dawna piwnica Theodora Kulczyńskiego przy ul. Kupieckiej 23. Wynieśliśmy stamtąd m.in. stary piekarnik, dwie zepsute pralki, okna. Winnicy Saint Vincent udało się stworzyć tam klimat małej winiarenki mieszczańskiej, których wiele było w przedwojennej Zielonej Górze.

Niektóre piwnice od razu nadawały się do tego, by zacząć w nich degustacje. Oficjalne otwarcie festiwalu odbyło się w piwnicy Ernsta Mühle w parku Sowińskiego, która niedawno przeszła gruntowny remont. Jej historia sięga połowy XIX w. Ostatnio wyremontowano też piwnicę Augusta Gremplera (1818 r.), która znajduje się w Palmiarni.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Wiele pracy winiarze włożyli w zaaranżowanie chociażby "Sali Szeptów" (ul. Sowińskiego 3) czy piwnicy przy ul. Jedności 3. To ostatnie miejsce sami odkryliśmy dopiero niedawno, znajduje się pod domem, który na przełomie XVIII i XIX w. zbudował Jeremias Siegismund Förster, nestor zielonogórskiego rodu Försterów, ważnego dla włókiennictwa i winiarstwa.

- Przekonałam znajomych z Warszawy, że warto przyjechać. Na początku mieli wątpliwości, mówili, że chyba nic z tego wyjdzie. Na zakończenie weekendu aż nie chcieli stąd wyjeżdżać, byli zachwyceni - mówi Izabela Tyliszczak, właścicielka winnicy Pod Lipą z Górzykowa.

Bożena Schabikowska z winnicy Pod Lubuskim Słońcem: - Przeważali ludzie, którzy znali się na winie. Pytali o konkretne szczepy, mieli swoje preferencje, jeśli chodzi o poszczególne wina. Było mało przypadkowych osób.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Jeszcze przed otwarciem piwnic w Lubuskim Centrum Winiarstwa w Zaborze odbyła się gala wręczenia wyróżnień w I ocenie lubuskich win o tytuł "Wino warte zachodu". Jury, pod przewodnictwem Macieja Nowickiego, dziennikarza "Winicjatywy" i "Fermentu", oceniło blisko 50 lubuskich win.

- Znak jakości "Wino warte zachodu" otrzymały produkty, których średnia ocena była nie niższa niż 82 punkty. Ostatecznie na 47 win certyfikat otrzymały aż 33 - tłumaczy Przemysław Karwowski z Fundacji "Gloria Monte Verde".

Championat w kategorii win białych otrzymał Riesling 2019 z Winnicy Winne Tarasy, win różowych Regent rose 2019 z Winnicy Milsko, a w kategorii win czerwonych Pinoit Noir 2019 z Winnicy Winnogóra.

Maciej Nowicki: - Zaprezentowanie 26 lubuskich winnic w 17 dawnych piwnicach winiarskich (w większości niedostępnych na co dzień) to organizacyjny majstersztyk, za który kłaniam się nisko wszystkim odpowiedzialnym za jego zorganizowanie, a wiem, że nie było to łatwe zadanie. Plus kilka kolejnych, udanych debiutów wśród winiarni i wiele godnych zapamiętania win - jeszcze będzie o nich głośno w tym roku.

Festiwal to też m.in. spacery winiarskie. Odbyły się trzy, a jeden z nich skończył się w piwnicy przy ul. Wodnej. W 1786 r. w zboczu winnicy zbudował ją Johann Jeremias Seydel, jeden z najznamienitszych zielonogórskich winiarzy. Piwnicę dzierżawi Krzysztof Fedorowicz, właściciel winnicy Miłosz w Łazie. Oprócz win turyści mogli kupić w piwnicy książkę "Zaświaty", która opowiada o winie, łączeniu się historii i współczesności. Fedorowicz otrzymał za nią Lubuski Wawrzyn Literacki, a niedawno nominację do Nagrody Literackiej NIKE.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Nie byłoby festiwalu ani wcześniejszych spacerów winiarskich, gdyby nie książki Mirosława Kuleby. W "Topografii winiarskiej Zielonej Góry" na 1000 stronach Kuleba opisał miejsca i budynki w Zielonej Górze związane z winiarstwem.

Cztery lata temu zielonogórska "Wyborcza" razem z Przemysławem Karwowskim, prezesem Fundacji Gloria Monte Verde, po raz pierwszy pokazała zielonogórzanom kilka piwnic winiarskich, wtedy niemal nieznanych. Chcieliśmy przełamać stereotyp, że w Zielonej Górze z winiarskich zabytków mamy tylko Wzgórze Winne i Palmiarnię. Wertowaliśmy "Topografię" Mirosława Kuleby, szukając informacji o kolejnych miejscach, które mogą zaciekawić mieszkańców. Później były kolejne spacery, a w międzyczasie Dzień Otwartych Piwnic Winiarskich, wydarzenie towarzyszące Święta Województwa Lubuskiego. Teraz mieliśmy trzydniowy festiwal, a co będzie w przyszłości?

Lubuski Festiwal Otwartych Piwnic i Winnic zorganizowali: Urząd Marszałkowski Województwa Lubuskiego, Lubuskie Centrum Winiarstwa, zielonogórski oddział „Gazety Wyborczej", Fundacja Gloria Monte Verde, Fundacja Tłocznia i biuro podróży Mega Tours.

CZYTAJ TAKŻE: Makłowicz zachęcał: "Otwórzcie piwnice winiarskie". Właśnie otwieramy! [FELIETON]

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Winiarze to zielonogórska marka! Brawo! zielonogórzanie ubolewają, że prezydent kubicki nadal nie wie, jaki skarb posiada u siebie!
już oceniałe(a)ś
0
0