Wakacje 2021. - Ludzie o winach wiedzą już dużo więcej, ale czasem pytają, czy ugniatamy winogrona nogami. Mówię, że w dzisiejszych czasach to już raczej niemożliwe. Brakuje dziewic - śmieją się lubuscy winiarze. Poznajcie ich historie.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Zielonej Góry? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

W województwie lubuskim oficjalnie działa 38 winnic, czyli tych zarejestrowanych w Agencji Rynku Rolnego. Pierwszą w Lubuskiem i w całej Polsce była Stara Winna Góra rodziny Krojcigów w Górzykowie nad Odrą. W regionie są też winiarze bez rejestru, którzy produkują wino dla własnych potrzeb. Też zapraszają turystów. Łącznie lubuskich winnic jest ponad 100, zajmują powierzchnię ponad 150 hektarów.

W 1800 r. w samej Zielonej Górze było ponad 700 hektarów winnic. Jeśli porównać liczby historyczne i współczesne, różnica jest kolosalna. Ale jest się z czego cieszyć, bo lubuskich winnic przybywa, tak samo jak enoturystów, którzy je odwiedzają. Winiarze zapraszają do siebie m.in. z okazji Weekendów Otwartych Winnic, gdzie oprócz zwiedzania winnicy, turyści mogą spróbować lokalnego wina, a także specjałów miejscowej kuchni.

2021 r. Zielona Góra, Lubuski Festiwal Otwartych Piwnic i Winnic. Piwnica przy ul. Wodnej 32
2021 r. Zielona Góra, Lubuski Festiwal Otwartych Piwnic i Winnic. Piwnica przy ul. Wodnej 32  Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Wciąż powstają nowe winnice, ostatnio chociażby w podgorzowskim Santoku. W przyszłym roku będą miały wino na sprzedaż, a więc na winiarskiej mapie województwa lubuskiego dojdzie kolejne ważne miejsce.

Pod koniec lat 90., gdy upadła zielonogórska Winiarnia, wydawało się, że historia lubuskiego winiarstwa właśnie dobiegła końca. Po kilkuset latach tradycji miały zostać archiwalne zdjęcia i zapiski w starych kronikach. Na szczęście stało się inaczej.

Winne tarasy

W Lubuskiem dominują przeważnie małe winnice, gdzie właściciel sam dogląda krzewów winorośli i może z pasją opowiadać o każdym etapie produkcji wina. Szczególnym miejscem na mapie województwa są zbocza nad Odrą w Cigacicach czy Górzykowie, gdzie powstaje coraz więcej winnic. Jedną z nich jest Winnica Winne Tarasy, którą w 2012 r. założył Jan Papina.

Papina jest w świecie lubuskich winiarzy nowy. Pochodzi z Wrocławia, skończył tam Politechnikę. Mieszka w podzielonogórskim Górzykowie. Ma 0,6 ha tarasowej uprawy.

Stoki nad Obrą i Obrzycą to miejsce, gdzie od wieków uprawiano winorośl. Po wojnie tradycje jako pierwszy zaczął kultywować Marek Krojcig, który 1997 r. w Górzykowie założył winnicę Stara Winna Góra. To pierwsza winnica w Polsce, która mogła legalnie sprzedawać wino. Krojcigowie mają też dworek, w którym urządzają wesela, przyjęcia, degustacje. Terminy na wesela trzeba rezerwować wiele miesięcy do przodu.

Winnice mają też sąsiedzi, to Winnogóra i Pod Lipą. Bogdan Macewicz gościł u siebie m.in. pisarkę Olgę Tokarczuk i reżysera Jerzego Skolimowskiego, miłośnika pinot noir. Pod Lipą, u Izabeli i Zbigniewa Tyliszczaków, był niedawno aktor Janusz Gajos.

Papina najpierw zachwycił się krajobrazem Górzykowa, dopiero później postanowił założyć winnicę. – Dużo podróżowałem służbowo. Jadąc na północ, w stronę Międzyrzecza i Gorzowa, przejeżdżałem przez most nad Odrą w Cigacicach. Zawsze podziwiałem piękne tereny po prawej stronie od mostu, zielone zbocza Górzykowa – wspomina. – Tyle że nigdy nie miałem czasu, żeby się zatrzymać.

Musiało minąć 10 lat, żeby zrobił sobie przerwę w Górzykowie. Wysiadł z auta, przez godzinę chodził po skarpach nad rzeką. – Wspaniałe, piękne miejsce.

Wakacje w Lubuskiem. Winnica Winne Tarasy, Jan Papina.
Wakacje w Lubuskiem. Winnica Winne Tarasy, Jan Papina.  Fot. Władysław Czulak/Agencja Wyborcza.pl

W 1998 r. kupił starą rezydencję i trzy hektary działki. – Dworek był w ruinie. Remontuję go już ponad 20 lat, ale końca nie widać – opowiada.

Dworek kilka razy przebudowywany, obecny, klasycystyczny kształt odziedziczył pod koniec XIX w. Są też piwnice. Po kształcie i wielkości cegieł Papina szacuje, że mogły powstać pod koniec XVII w. W rezydencji mieszkali właściciele winnicy.

Gdy pierwszy raz wyszedł na skarpę prowadzącą nad rzekę, wszystko było zarośnięte. Mimo to zauważył dwa rzędy tarasów. Gdzieniegdzie rosły jeszcze stare, przedwojenne krzewy winorośli. – Zostawiłem je – mówi.

To, co dla niego było zaskoczeniem, nie dziwiło starszych mieszkańców Górzykowa. – Rolnicy opowiadali, że kiedyś wyciągali stąd z ziemi ołowiane rury. Musiały służyć do nawadniania winnicy – opowiada Papina.

– Podjęliśmy koszmarnie trudną decyzję, żeby w tym miejscu założyć winnicę – mówi. – Z winem miałem jakiś kontakt rodzinnie. Mój tata robił wino, 200 do 400 litrów rocznie. Coś w rodzaju sangria, trochę gronowych – mówi.

Zrekultywowanie tarasów zajęło kilka lat. Żmudnej, ciężkiej pracy. – Winnica tarasowa to dwa razy więcej pracy niż tradycyjna. Ale natura oddaje ten trud. Dzięki odpowiedniemu nagrzewaniu – opowiada.

Zanim zaczął uprawę, pojechał do Hofheim koło Frankfurtu nad Menem. – Mieszka tam mój przyjaciel, Frank. Powiedziałem mu o swoim szalonym pomyśle. – Grunberg, pamiętam, znam te tereny – odpowiedział. To on wymyślił nazwę Winne Tarasy. Zarekomendował sadzonki: riesling, pinot noir i rondo. Pierwsze Papina sadził w 2012 r.

W tym roku po raz pierwszy zgłosił wino do oceny w konkursie „Wino warte zachodu". Za swojego rieslinga otrzymał championat w kategorii win białych. Wśród winiarzy słychać było szmery. Spore zaskoczenie, bo niewielu go znało.

W czerwcu Papina po raz pierwszy wziął też udział w winiarskiej imprezie. Przez weekend w Zielonej Górze w ramach Lubuskiego Festiwalu Otwartych Piwnic i Winnic otwarto dla publiczności 17 dawnych piwnic winiarskich. W nich prezentowało się 26 lubuskich winnic. Papina stał przy starym żurawiu, którym kiedyś wciągano i opuszczano do piwnicy beczki z winem. – Sporo osób pytało: O, to pan jest tym championem? – śmieje się.

– Zależy mi, żeby na swoją winnicę zapraszać gości, choć nie myślę o typowej enoturystyce, autokarach z turystami. To mogłyby być np. organizowane raz na jakiś czas spotkania biznesowe, w gronie kilkunastu osób. Takie, na których bywałem w Niemczech – mówi.

Dziewice i św. Urban w Cantinie

Mozów pod Sulechowem. Winnica Cantina liczy ponad 3 ha. – Czujemy się trochę weteranami. Kiedy zaczynaliśmy w 2006 r., winiarzy w regionie było raptem kilku. Teraz często nawet nie znamy nowych winnic, dowiadujemy się o nich z internetu, a właścicieli poznajemy dopiero podczas imprez – mówi Mariusz Pacholak. – W przypadku nowych winnic czasem zastanawiam się, na ile to pasja, a na ile pomysł na biznes. U nas na pewno zrodziło się z fascynacji winiarstwem, stylem życia – dodaje Karolina Pacholak.

Wakacje w Lubuskiem. Winnica Cantina, Mariusz i Karolina Pacholakowie.
Wakacje w Lubuskiem. Winnica Cantina, Mariusz i Karolina Pacholakowie.  Fot. Władysław Czulak/Agencja Wyborcza.pl

Zanim kupili ziemię w Mozowie, robili wino domowymi sposobami. Trochę owocowego, trochę gronowego. Winogrona kupowali od winiarzy i działkowców.

Gdy 15 lat temu młode małżeństwo oznajmiło rodzicom o planach założenia winnicy, mama Mariusza złapała się za głowę. Znała pracę w rolnictwie. – Dzieci, w co wy się pakujecie?

Sąsiedzi w Mozowie zaglądali zza płotu. Pytali, co tam będzie. – Ojciec mówił, że hodowla strusi. Dla niektórych winiarstwo było wtedy tak egzotyczne.

Karolina i Mariusz nie są winiarzami na cały etat. Pracę na winnicy łączą z pracą w szkolnictwie. Mariusz, po doktoracie, adiunkt w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej w Wałczu, jest wychowawcą w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym w Sulechowie. Karolina uczy biologii w szkole. Mieszkają w Zielonej Górze.

Gdy w 2013 r. Mirosław Kuleba, zielonogórski winiarz i regionalista, wydał monumentalną „Enographię Thalloris" (prawie 1,2 tys. stron), Mariusz miał w niej swój udział. Napisał artykuł o aksjologii wina.

Pacholakowie oceniają, że każdy kolejny rok jest dla lubuskich winiarzy milowym krokiem w rozwoju. Turyści są bardziej świadomi, winnice bardziej przystosowane do przyjmowania gości, produkcja bardziej profesjonalna. Wina też coraz lepsze. – Gdy porównać to, co mamy teraz, z tym co było 10 lat temu, to widzimy przepaść. Kiedyś turyści od razu na wejściu pytali, czy mamy słodkie wino. Dzisiaj takie pytanie zdarza się rzadko. Przyjeżdżają bardziej świadomi ludzie, pytają o konkretne szczepy. Wiedzą, czego można się spodziewać na tym terenie. Jeżdżą po Polsce, Europie, porównują poszczególne regiony winiarskie. Zdają sobie sprawę, że u nas nie robi się win słodkich czy półsłodkich, choć kilka lat temu, gdy lato i jesień były upalne, takie też nam się zdarzyło.

Podobnie jak większość winiarzy, mierzyli się z problemami. Jeden z największych: nie można było legalnie sprzedawać wina. – Też sprzedawaliśmy opakowanie za kilkadziesiąt złotych, a w prezencie dodawaliśmy butelkę. Musieliśmy, takie były przepisy – mówi. Teraz butelkę wkłada do płóciennej torebki z logo i nazwą winnicy. Dobry marketing to również jeden z filarów sukcesu.

Karolina i Mariusz Pacholakowie z winnicy Cantina w Mozowie. Na zdjęciu Lubuski Festiwal Otwartych Piwnic i Winnic w Zielonej Górze
Karolina i Mariusz Pacholakowie z winnicy Cantina w Mozowie. Na zdjęciu Lubuski Festiwal Otwartych Piwnic i Winnic w Zielonej Górze  Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Mimo że turyści coraz bardziej znają się na winach, wielu wciąż wydaje się, że praca winiarza jest usłana różami. – Zdarza się, że podczas wycieczek ktoś się rozmarzy i powie, że też chciałby tak przyjemnie żyć. A to ciężka, fizyczna praca. Gdy powiem, że jesteśmy rolnikami, to już nie zabrzmi tak romantycznie – mówi Mariusz. – Ostatnio przyłapał mnie turysta z Toskanii. Usiadłem dosłownie na chwilę. Podszedł: O, jak przyjemnie być winiarzem, można sobie odpocząć – opowiada Mariusz.

– Czasem pytają, czy ugniatamy winogrona nogami. Mówię, że w dzisiejszych czasach to już raczej niemożliwe. Brakuje dziewic – śmieje się Karolina.

Jakie są różnice między winnicami w Polsce a zachodem Europy? – We Francji czy Włoszech właściciele winnicy najczęściej nie zajmują się jej uprawą. Nie wsiadają na traktor, nie przycinają krzewów, nie zbierają owoców. U nas, przy małych winnicach, nie ma innej opcji. Nie stać nas, by samemu nie pracować, zatrudniać wyłącznie pracowników.

Karolina i Mariusz po cichu liczą, że smykałkę do winiarstwa przejmą dzieci. Podczas festiwalu z piwnicami zastępowały małżeństwo w piwnicy przy ul. Jedności 3. – Z tego co słyszeliśmy od gości, radzili sobie bardzo dobrze.

W lipcu Pacholakowie planują otwarcie dużego budynku na winnicy. Trwają jeszcze prace wykończeniowe. Na dole będzie ich nowy dom, z osobnym wejściem. Na górze sześć pokoi dla gości. Agroturystyka. Pokoje nazwą od szczepów, które mają na winnicy, m.in. Savignon blanc, Riesling, Regent. Jeden pokój, z widokiem na winnicę, będzie nazwany od imienia św. Urbana I, patrona winiarzy i Zielonej Góry. Przy wjeździe na winnicę Pacholakowie postawili też drewnianą rzeźbę świętego.

– Czasem się zastanawiam, co by było, gdybyśmy nie zajmowali się winiarstwem. I naprawdę nie wiem, co robilibyśmy z tym wolnym czasem – śmieje się Mariusz.

Pod Lubuskim Słońcem

– Kiedy zakładałam winnicę, niektórzy winiarze patrzyli na mnie krzywo. Nie zdecydowałam się na odmiany szlachetne, vitis vinifera, ale na hybrydowe. To nie jest idealne miejsce na winnicę, stąd decyzja, by postawić na nowe, bardziej odporne na warunki klimatyczne szczepy. Po latach, w najlepszym miejscu na winnicy, posadziłam szlachetnego rieslinga – opowiada Bożena Schabikowska, właścicielka winnicy Pod Lubuskim Słońcem. To ponad 2 ha uprawy we wsi Laski nad Jeziorem Niesłysz, w połowie drogi między Świebodzinem a Łagowem.

Wakacje w Lubuskiem. Winnica Pod Lubuskim Słońcem, Bożena Schabikowska.
Wakacje w Lubuskiem. Winnica Pod Lubuskim Słońcem, Bożena Schabikowska.  Fot. Władysław Czulak/Agencja Wyborcza.pl

– Przez to, że jestem na uboczu, nie topię się w tym całym winiarskim sosie historycznym, który czuć w Zielonej Górze – śmieje się. - Dojazd do Zielonej Góry zajmuje mi godzinę, nie jestem tam tak często jak większość winiarzy.

Schabikowska przyjechała tu z Bielska-Białej, ale jej rodzina ma korzenie w Lubuskiem. – Dziadek był kierownikiem kasyna wojskowego w Ciborzu. W czerwcu 1956 r. przypadkiem był w Poznaniu. Władza wzięła go za buntownika. Kazała mu się spakować i z całą rodziną przenieść do Bielska – mówi.

Dziadek wracał w okolice Świebodzina na wakacje. Zabierał dzieci, małą Bożenę. – Doskonale znałam te lasy i jeziora.

Schabikowska skończyła ASP, maluje. Kiedyś dzieliła czas między Bielsko-Białą a Krakowem. Gdy jej rodzice kupili 50 ha ziemi w Laskach, pomyślała o winnicy.

Poznała Marka Jarosza z Polskiego Instytutu Winorośli i Wina w Krakowie. Pomógł jej założyć winnicę, wybrał szczepy, dawał bezcenne rady. – Traktorem nie jeździłam, ale kilka lat pracowałam w polu.

Dziś winnica się rozrasta. Za pieniądze z Unii kupiła maszyny i dosadziła trochę, ale nie chce przesadzić z areałem. – Ponad 2 ha wystarczy.

Nazwę winnicy wymyślała długo. Żartuje, że Pod Lubuskim Słońcem to 121. propozycja. Logo nawiązuje do mandali, słońca i słonecznika. – Lubię malować mandale. Chciałabym po pandemii wrócić do malowania – mówi. – Inspiruje mnie przyroda. Ostatnio, na polu pod lasem, przylatywały żurawie. Czy może być coś piękniejszego niż nad ranem usiąść w ciszy na tarasie, patrzeć na winnicę, las, i wsłuchać się w przyrodę?

CZYTAJ TAKŻE: Za nami weekend z piwnicami winiarskimi. Turyści: Na taką imprezę czekaliśmy od lat!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Chyba w małej winnicy. Poprawna polszczyzna w Wyborczej już nie obowiązuje?
    już oceniałe(a)ś
    0
    0