Potężny most urywa się w połowie Odry, przed nami niezapomniany widok. W Iłowej wejdziecie do ogrodu japońskiego, jakiego nie znała Europa. Jest jeszcze miasteczko nazywane lubuskim Kazimierzem Dolnym, gdzie na środku rynku stoi legendarny kot.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Potężny żelbetowy most urywa się niemal na środku rzeki. Dalej już tylko lustro wody, na drugim brzegu Niemcy i przepiękny widok na panoramę Odry, jednej z ostatnich tak dużych dzikich rzek w Europie. Niedaleko stąd wpada do niej Nysa Łużycka, dlatego Odra staje się większa. O moście w Kłopocie pod lubuską Cybinką turyści mówią, że to piękniejsze molo niż te nad Bałtykiem. Dlatego, jeśli będziecie jechać ze Słubic do Zielonej Góry, skręćcie do Kłopotu, by zobaczyć niezwykły most, który pozostawiła po sobie historia.

Wielki post postawiono w 1919 r. Połączył malutki Klopitz z miasteczkiem Fürstenberg, dziś przedmieściami Eisenhüttenstadt. Wcześniej działał tu prom. Ostatni raz tłumy ludzi ma moście widziano na początku lutego 1945 r. Uciekali z Dolnego Śląska i wschodniej Brandenburgii przed prącą ze wschodu Armią Czerwoną. Niemieccy saperzy podłożyli ładunki, by opóźnić pochód wroga na Berlin. Mostu nie odbudowano nigdy, choć kilka koncepcji było. Ruiny w swoim monumentalnym kształcie są dziś jest niemym świadectwem losów polsko-niemieckiego pogranicza.

Wakacje w Lubuskiem. Odra, ruiny mostu pod wsią Kłopot
Wakacje w Lubuskiem. Odra, ruiny mostu pod wsią Kłopot  Fot. Archiwum UMWL

Wieś Kłopot nazywana jest „Bocianowem", co roku gniazduje tu kilkadziesiąt par bocianów. Bywa, że na jednym dachu widać dwa gniazda. Długo działało nawet skromne muzeum bociana. Ptak jest symbolem Krzesińskiego Parku Krajobrazowego, ptasiego raju, nie tak znanego jak Park Narodowy Ujście Warty, ale równie cennego przyrodniczo. Ornitolodzy naliczyli tu ponad 200 gatunków, w tym rzadkich i narażonych na wyginięcie, jak: kulik wielki, błotniak stawowy, gągoł, kania ruda. Bez względu na porę roku królem odrzańskiej doliny jest bielik, herbowy ptak Polski, często błędnie nazywany orłem. Jeśli nam się poszczęści, spotkamy go podczas wędrówki.

Japonia w Iłowej

Nie z militarnej historii, a przyrodniczej i ogrodowej słyną Łęknica i Bad Muskau nad Nysą Łużycką. Tutejszy Park Mużakowski i i Geopark odwiedza rocznie pół miliona turystów. Kusi ich także szyld UNESCO. To tu książę Herman von Pückler w pierwszej połowie XIX wieku zaaranżował na park w stylu angielskim przeszło 700 ha okalających koryto granicznej dziś rzeki. Ekscentryczny arystokrata ogród zaplanował z rozmachem, a niektórzy nawet uważają, że z szaleństwem.

Mużaków nie jest jednak jedynym w Lubuskiem tak cennym obiektem historycznej sztuki ogrodowej. Niespełna 50 km dalej na wschód, w Iłowej, na przełomie XIX i XX wieku żył nie mniejszy ekscentryk Fryderyk „Fritz" von Hochberg Fürstenstein. W latach 1902-1921 był właścicielem pałacu i otaczającego go parku. Hrabia w dodatku był wielkim miłośnikiem psów różnych ras. Dla nich wybudował tor wyścigowy oraz założył cmentarz z licznymi epitafiami. Malował, zajmował się architekturą, kolekcjonował dzieła sztuki. Podróżował do Indii, Australii.

Iłowa, woj. lubuskie. Pałac i Park Dworski z ogrodem japońskim.
Iłowa, woj. lubuskie. Pałac i Park Dworski z ogrodem japońskim.  Fot. Adam Żyworonek/UM Iłowa

Arystokrata urodzony na zamku Książ w historii zapisał się przede wszystkim jako twórca Ogrodu Japońskiego we Wrocławiu w 1913 r. z okazji Wystawy Światowej. Tyle że pierwszy ogród japoński stworzył w Iłowej. Gdzie pozostawił po sobie Park Dworski.

– Jest przepiękny, jedyny w swoim rodzaju. To pierwszy tego typu ogród, jaki powstał w Europie – zachwala Paweł Lichtański, burmistrz Iłowej. – Hochberg podróżował na Daleki Wschód, przywoził stamtąd także artystów. Eksperymentował. Park podzielił tematycznie. Część zaaranżował w stylu chińskim. Niesymetrycznie i harmonijnie jednocześnie. I to wszystko dziś jest ukryte w starodrzewiu i naprawdę sprawia baśniowe wrażenie.

Zachował się pierwotny układ kanałów i wysepek, alejek z dębami, lipami i grabami. Powstały ogrody – różany, dalii i roślin wrzosowatych. W iłowskim parku natkniemy się na chińskie „bramy księżycowe" i „mostek miłości", japońskie altany-herbaciarnie, pagodę i kamienne latarnie. Część parku jest w stylu francuskim i angielskim. Widzimy najpiękniejszą kolekcję różaneczników w Lubuskiem. Po prostu wszystkie ogrody świata w jednym miejscu.

Lubuski Kazimierz

Warto zboczyć jeszcze z jednej głównej drogi. Skręcić za Nową Solą w stronę Bytomia Odrzańskiego. – Szereg mieszczańskich kamieniczek z zachowanymi elewacjami o przebogatej ornamentacji, piętrzące się nad nimi masywy kościołów i ratusza, skala i nastrój całości żywo przypomina Kazimierz nad Wisłą – pisał Michał Witwicki, autor pierwszego polskiego opracowania o Bytomiu.

Dzieje miasteczka sięgają czasów pierwszych Piastów. O Bytomiu już w XII w. wspominał Gall Anonim. Można zobaczyć XVII-wieczny ratusz, jeden z najlepiej zachowanych w tej części historycznego Śląska. Na wieży kościoła parafialnego znajdują się kule armatnie, które pochodzą z bombardowania miasteczka przez Szwedów podczas wojny trzydziestoletniej.

Bytom Odrzański. Rynek
Bytom Odrzański. Rynek  Fot. Jerzy Malicki

Najstarsze zachowane kamieniczki powstały w XVI w. Z tego też okresu pochodzi najciekawsza, zwana Hotelem pod Lwem. W południowej części rynku, na fasadzie apteki, można znaleźć tablicę upamiętniającą wydarzenie z grudnia 1620 r., kiedy to do Bytomia wtargnęli lisowczycy, zwani kozakami polskimi, którzy spustoszyli miasteczko.

W narożnikach wieży kościoła św. Hieronima wmurowano krzyże pokutne. Zgodnie z prawem średniowiecznym zabójca musiał nie tylko pokryć koszty pogrzebu swej ofiary i zatroszczyć się o wychowanie jej dzieci, ale także wystawić w miejscu zbrodni kamienny krzyż z wyrytym narzędziem zbrodni. Są tu więc miecz, włócznia i... łopata. Jedna z legend mówi, że to mistrz budowlany uderzył nią swego ucznia. Na elewacjach kościoła można zobaczyć też tajemnicze wgłębienia nazywane dołkami pokutnymi. Mieli je wydrążyć gołymi dłońmi grzesznicy odbywający pokutę za uwiedzenie i porzucenie dziewcząt.

Nie historyczna, ale całkiem współczesna jest dwumetrowa rzeźba czarnego kota, która stoi na rynku. Według starej opowieści w Bytomiu wesołe pijaństwo do białego rana uchodziło uczestnikom libacji na sucho. Podchmielonych mieszczan odprowadzał do domów legendarny kot. I nikt nie zabłądził ani się nie utopił w pobliskiej Odrze.

CZYTAJ TAKŻE: Jak wakacje, to w Lubuskiem. Tu poczujesz duże szczęście na małej winnicy

CZYTAJ TAKŻE: Lubuskie Mazury: Tu diabeł groblę sypał i widoki, że "gębę szeroko rozwiera"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem