Marek Miśta, emerytowany nauczyciel technikum leśnego pod Rzepinem, ma 69 lat. Walczy z zaawansowanym rakiem płuc. Z powodu wieku nie zakwalifikowano go do innowacyjnej terapii refundowanej przez państwo, a leczenie w Niemczech jest bardzo drogie...
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Zielonej Góry? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Problemy pana Marka ze zdrowiem zaczęły się w 2012 r. Dostał ataku padaczki. Lekarze postawili diagnozę: przerzutowy guz mózgu. Mężczyzna przeszedł operację. Okazało się jednak, że guz pierwotny znajduje się w płucu. Nowa diagnoza brzmiała: rak płuc drobnokomórkowy.

TUTAJ możesz pomóc panu Markowi, a także przeczytać więcej na temat jego choroby.

Marek Miśta ma 69 lat. Przez wiele lat pracował jako nauczyciel i kierownik praktyk w technikum leśnym w Starościnie pod Rzepinem. – Tata zawsze był bardzo ceniony przez ludzi i też zawsze każdemu okazywał pomoc – opowiada Maja Miśta, córka pana Marka.

Diagnoza była dla rodziny jak wyrok. – Byliśmy zdruzgotani. Tacie dawano trzy miesiące życia. Wtedy jeszcze aktywnie pracował, a dla nas to był koniec świata. Przeszedł operację usunięcia płata płuc, potem chemioterapię i radioterapię. Walczył tak dzielnie, że wygrał i pokonał raka! Gdy minęło pięć lat, czuliśmy, że już wszystko za nami – mówi Maja Miśta.

Gdy wydawało się, że problemy ze zdrowiem to przeszłość, przyszła kolejna rodzinna tragedia. Zachorował wnuk pana Marka, Adrian. Cierpiał na bardzo rzadką chorobę – autosomalną recesywną niemowlęcą kardioencefalomiopatię. Uszkodzony gen SCO2 niszczył mózg, serce i płuca chłopca. Adrian zmarł w lutym ubiegłego roku, miał zaledwie dwa lata. Za jednym nieszczęściem pojawiło się następne…

– Po pogrzebie wnuka okazało się, że mój tata kolejny raz stanie oko w oko ze śmiercią – mówi Maja Miśta. – Pandemia opóźniła biopsję o trzy miesiące. W tym czasie potwór się rozwijał. Diagnoza: rak płuc niedrobnokomórkowy gruczołowy śluzowaty. W trakcie leczenia, po podanych dwóch cyklach chemii, wszystko zaczynało się stabilizować. Ale stan znów się pogorszył. Szpital odstąpił od leczenia.

Maja Miśta mówi, że tacie odebrano możliwość walki o życie. – W Polsce system kwalifikacji do innowacyjnych programów lekowych jest przeznaczony dla najlepiej rokujących pacjentów. Wiek mojego taty sprawia, że nie dano mu szansy. Jemu, całe życie uczciwie pracującemu, płacącemu składki, nie należy się szansa na życie…

Pan Marek z córką czują rozpacz i bezsilność. Maja Miśta robi, co może, by uratować tatę. W portalu siepomaga.pl założyła zbiórkę (zweryfikowaną przez specjalistów portalu). Do tej pory internauci wpłacili ponad 160 tys. zł. To jednak wciąż zaledwie 40 proc. kwoty, której potrzebuje na leczenie emerytowany nauczyciel.

– Postanowiłam poprosić o pomoc, gdy otrzymaliśmy gigantyczny kosztorys leczenia z Niemiec. Kwota za jednorazowe podanie innowacyjnego leku to 11,5 tys. euro, a lek trzeba podawać co sześć tygodni. Nie wiadomo jeszcze, przez jaki czas. Do tego dochodzą koszty badań i leczenia. Tak bardzo chciałabym, by tata jeszcze z nami został. By nie zabrakło nam siły i nadziei… – mówi Maja Miśta. – Za każdą pomoc bardzo dziękuję.

TUTAJ możesz pomóc panu Markowi, a także przeczytać więcej na temat jego choroby.

CZYTAJ TAKŻE: Malutka Ania chora na SMA dostanie najdroższy lek świata. Zebrano 9,5 mln zł

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem