Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Los Falubazu przesądzony został w niedzielę w Grudziądzu. W ostatniej kolejce sezonu zasadniczego żużlowcy GKM-u pokonali na własnym torze teoretycznie mocniejszego Włókniarza Częstochowa. Wygrana zapewniła im utrzymanie w PGE Ekstralidze. Z rozgrywkami żegna się klub z Zielonej Góry.

W niedzielny wieczór upadkiem żużlowego klubu żyło całe miasto. Prezydent miasta Janusz Kubicki głosu nie zabierał. Publicznie skomentował sprawę dopiero w poniedziałek rano.

Kubicki zbiera gromy, bo to on i jego współpracownicy od dwóch lat zaprowadzali porządki w klubie (w 2019 r. miasto objęło pokaźny pakiet udziałów w żużlowej spółce). Dość powiedzieć, że jedyne miejsce w zarządzie Falubazu obok prezesa Wojciecha Domagały zajmuje Monika Zapotoczna, rzeczniczka prasowa Kubickiego.

"Nowy tydzień, nowy dzień, nowe wyzwania. Ciężko dziś, każdy wie dlaczego, wszyscy wiedzą co się stało. Nie chce tego na razie komentować, bo Wiem, że buzuje się we mnie w środku, targają mną skrajne emocje. A takie emocje nie są dobrym doradcą, mogą stanowić mieszankę wybuchową. A tych jak zawsze nie brakuje. Jak również tych którzy wszystko wiedzą najlepiej, to taka nasza Polska tradycja, przywra narodowa. No cóż jest kilka mądrych sformułowań: »sukces ma wielu ojców, a porażka jest sierotą« i drugie »łaska kibiców na pstrym koniu jeździ«. Wiem, jedno świat nie stanął w miejscu, życie toczy się dalej. Chcecie pokazać jacy jesteście proszę macie okazję się wykazać. Tylko na koniec prawdziwych ludzi (przyjaciół, znajomych), poznaje się po tym, że są ze sobą na dobre i na złe. A nie wtedy tylko kiedy jest łatwo, miło i przyjemnie" - napisał w poniedziałek rano Kubicki na Facebooku (pisownia oryg.).

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Zielonej Góry? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Emocjonalny wpis prezydenta na mieszkańcach nie robi jednak większego wrażenia. To w zasadzie kalka wszelkich innych sytuacji, w których Kubicki jest poddawany krytyce - winę kieruje na innych i stawia się w roli poszkodowanego (tak jak za kryzys w MZK odpowiadają kierowcy emeryci). To źli ludzie się odwrócili...

"W tym konkretnym przypadku, panie prezydencie, porażka nie jest sierotą" - skomentował wpis Hubert Kotonski. "W moim przekonaniu i pewnie wielu innych kibiców degradacja Falubazu ma dzisiaj twarz Janusza Kubickiego, jako osoba piastująca stanowisko publiczne i decyzyjne w klubie musi się pan liczyć z krytyką (oby była konstruktywna) i proszę się nie obrażać na kibiców, tylko przyjąć to na przysłowiową klatę..." - napisał zielonogórzanin.

Kubicki: "Nie obrażam się na ludzi. Nauczyłem się już tego, iż zawsze ktoś musi być winny. Czasami tak to już jest. Biorę i muszę brać na klatę wiele różnych spraw, wiele różnych kwestii. Pamiętam scenę z filmu Seksmisja i słowa: Nie odpowiadamy tylko za trzęsienie ziemi, gradobicie i koklusz... . Czasami się zastanawiam, bo cześć jego gotowa i za to mnie obarczyć. To nie jest forma tłumaczenia z mojej strony. Po prostu, jak są sukcesu jest pięknie i wielu wypina piersi po medale, jak jest problem to ... to jakoś wielu nie widać. Taka jest rzeczywistość. Są też tacy którzy się cieszą z tego, co się stało, sprawiło im to radość. A czemu? To już na dłuższy moment i opowiadanie" (pisownia oryg.).

CZYTAJ TAKŻE: Płonący jupiter Falubazu i czas miejskich "Januszów speedwaya" [FELIETON]

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.