Faworyzowana Stal Ostrów Wlkp. pod wodzą Igora Milicicia uległa w Wałbrzychu aż 69:84 koszykarzom zielonogórskiego Zastalu i ich nowego trenera Olivera Vidina. Do Zielonej Góry jedzie Superpuchar, a my pomału możemy zacząć oklaskiwać sposób, w jaki zbudowano skład na ten sezon.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Łatwo zachłysnąć się wygraną w pierwszym meczu sezonu, kiedy drużyny tak naprawdę dopiero się konsolidują. Parę wniosków po środowym, arcyciekawym zresztą pojedynku można jednak wyciągnąć. Po pierwsze, jako kibice możemy być całkowicie spokojni, że w Zastalu kontynuowana jest filozofia zaszczepiona przez Żana Tabaka. Pieniądze wydane na zawodników nie były największe, ale już teraz widać, że są oni dobrze dobrani charakterologicznie, że nie dublują się kompetencjami, i co jeszcze ważniejsze - bardzo chcą grać. W Wałbrzychu rywale przy drużynie Olivera Vidina wyglądali jak zlepek indywidualności. Większość czasu z piłką zabierał silny i mobilny James Palmer, siejąc spustoszenie w obronie zielonogórzan, trochę na wzór tego, co robi Ben Simmons (w mniejszej skali) czy Giannis Antetokounmpo (w większej) w NBA. Tylko że na dłuższą metę to nie zagrało. W drugiej połowie koszykarze Zastalu już odpowiednio się asekurowali, odcinając Amerykaninowi wszystkie ścieżki. A że kreator z niego przeciętny, to nie potrafił zdobytych przewag wykorzystać poprzez uruchomienie kolegów. Pod koniec bił już głową w mur, skończył z trzema stratami. Ale po kolei...

Igor Milicić przesadził. Chciał chyba psychologicznie zastraszyć Zastal, bo wystawił pierwszą piątkę, jakbyśmy mieli jakiś 1992 rok. Jasne, wtedy niewielu było wysokich rozgrywających (w Ostrowie obrońcy mają 194 i 196 cm wzrostu, to bardzo cenne), ale Jarosław Mokros na niskim skrzydle? To sabotaż, zwłaszcza kiedy Zastal wystawia na plac czterech biegających i rzucających z dystansu ludzi wokół równie mobilnego centra. Podobnie czkawką odbiło się Stali parowanie swojego gwiazdora Michaela Younga (15 pkt, 6/13 z gry, 10 zbiórek) z Jakubem Wojciechowskim. Powiedzmy sobie szczerze, na polskie warunki Young to center. Przy jego umiejętnościach gry przodem do kosza jako środkowy może stanowić kluczowy czynnik na drodze do mistrzostwa. A że lubi wyjść na siódmy metr, to miejsca do grania zapewniłby o tyle i jeszcze więcej. 

Co do wydarzeń na parkiecie, to pierwsze parę minut należało do Stali. Zielonogórzanie odbili się od ich siły fizycznej, ginęli w lesie ich długich rąk. Ciężką lekcję dostał zwłaszcza Nemanja Nenadić, ale na jego usprawiedliwienie powiemy wprost: w pierwszej sędziowie postanowili nie gwizdać. Gra była bardzo ostra, mnożyło się od przewinień, ale tylko część kończyła się reakcjami arbitrów. Najłatwiej dostrzegali je na Palmerze, który stawiając długie i spowalniane dwutakty, jednocześnie torował sobie drogę łokciami. Ten brak gwizdków widoczny był na tablicy wyników - po ośmiu minutach gry było ledwie 11:10 dla Stali. Od tego momentu ich przewagi fizyczne zaczęły blaknąć na tle ruchliwej, bardzo mądrej i prozespołowej gry Zastalu.

Grę drużyny trenera Vidina oglądało się z przyjemnością. Absolutnie nikt nie skąpił piłki, akcje były przygotowane, poprzedzone co najmniej trzema, czterema podaniami, często jakąś markującą jedynie zasłoną, żeby skupić uwagę przeciwników w innej części boiska. Okazja do kontry? Niemal każda wykorzystana bezlitośnie. Zero stania, duża aktywność od pierwszych minut, szybki powrót do obrony. I perfekcyjna znajomość swoich ról. W Wałbrzychu po parkiecie biegało dziewięciu zastalowców (nie licząc młodzieży w ostatnich minutach), każdy wniósł istotny wkład w zwycięstwo i pasował do układanki.

Jasne, martwi stateczność i brak warsztatu ofensywnego Krzysztofa Sulimy. Tabak chował go na ławce i chowa go Vidin. Przydałby się jeszcze jeden silny i wyskakany podkoszowy, żeby nie zajechać Dragana Apicia. Niestety każda minuta na parkiecie kapitana Zastalu zaboli przede wszystkim w lidze VTB.

W meczu o Superpuchar koszykarze z Zielonej Góry objęli inicjatywę pod koniec pierwszej kwarty i utrzymali ją aż do końca. W pierwszej połowie ich prowadzenie było jednak nieznaczne. Stal nie pozwalała odejść na więcej niż jedno, dwa posiadania. Po 20 minutach było 36:32 dla Zastalu.

Dziewięciopunktową przewagę udało się zbudować dopiero po zmianie stron. Duża w tym zasługa Devoe Josepha (22 pkt, 4/7 za trzy), który w tym fragmencie na dobre się rozstrzelał. Różnicę robił też Tony Meier wystawiany w roli piątki na Damiana Kuliga. Amerykanin nie zaliczy meczu do najbardziej udanych - sporo pudłował - ale przewagę szybkości i zwinności nad Kuligiem wykorzystywał skwapliwie, dostarczając punkty lub otwarte pozycje kolegom.

Pobudzeni przez Milicicia stalowcy na początku czwartej kwarty zbliżyli się jeszcze na trzy punkty, ale to Zastal miał za chwilę odegrać swój koncert koszykówki. Po kilku udanych akcjach "chemia" osiągnęła szczytowy punkt i wszystko poczęło iść jak z płatka. Rywale szybko przekroczyli limit przewinień, a gdy ich strata na sześć minut do końca pogłębiła się do 13 "oczek", to jakby ich zamurowało. Nie mogli zdobyć kosza, popełniali błąd za błędem. Pogrążyli swoją skuteczność z gry, którą jeszcze po trzeciej kwarcie mieli wyższą od Zastalu. Po części w związku z faktem, że w meczu tracili piłkę aż 17 razy, przy ośmiu stratach po drugiej stronie. Jeszcze bardziej zabolały ich rzuty osobiste, których w meczu trafili ledwie 13/26 - fatalne 50 proc.

Enea Zastal BC Zielona Góra wygrał 84:69 i zdobył Superpuchar Polski 2021. To był udany rewanż za ostatnie, ostrowskie finały, choć stawka ni w ząb podobna. Najważniejsza informacja to, że Zastal ma świetnie skomponowany skład, ludzi głodnych sukcesów i tylko możemy się cieszyć na dalszą wspólną przygodę w sezonie 2021/2022.

Pierwszy ligowy mecz już w najbliższą niedzielę, 5 sierpnia. Enea Zastal gra w hali CRS, podejmie Śląsk Wrocław. Mecz rozpocznie się o godz. 20.30. Na hali po wielu miesiącach przerwy wreszcie będą obecni kibice.

Mecz o Superpuchar Polski 2021 

ARGED BM SLAM STAL OSTRÓW 69:84 ENEA ZASTAL BC ZIELONA GÓRA  

KWARTY: 14:17 | 18:19 | 22:23 | 15:25

STAL: Mantzaris 6 (2), Palmer 15, Mokros 0, Young 16 (1), Wojciechowski 2 oraz Florence 10 (2), Drechsel 8 (2), Kulig 5, Andersson 2, Wadowski 5 (1), Załucki 0.

ZASTAL: Frazier 8 (2), Nenadić 14 (3), Brembly 6, Zyskowski 18 (1), Apić 6 oraz Joseph 22 (4), Meier 8, Sulima 2. Mazurczak, Klocek, Szymański i Traczyk - po 0.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem