Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Zielonej Góry? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Nazwa autorskiego programu zielonogórskich strażaków wpada w ucho i jest absolutnie prawdziwa: "Sprawny jak strażak".

- To fakt. Musimy wszędzie szybko dotrzeć, wspiąć się, dobiec - wylicza Arkadiusz Kaniak, rzecznik zielonogórskich strażaków. A projektowi wagi dodaje fakt, że program ćwiczeń opracował fachowiec. Młodszy aspirant Leszek Wojciechowski jest aktualnym mistrzem Polski w kick boxingu służb mundurowych (w kategorii wagowej do 74 kg).

- Te ćwiczenia są absolutnie bezpieczne, można je także wykonywać w szkole, w domu. Warto robić je systematycznie - mówi rzecznik strażaków. I dodaje, że projekt ma zadbać nie tylko o kondycję dzieciaków, ale także o wiedzę dotyczącą zagrożenia pożarowego.

- To program, który wymyśliliśmy w pandemii. Wiedzieliśmy, że dzieci nie chodzą do szkoły. Nie mogły przychodzić także do nas na lekcje. Utknęły w swoich domach, często zostały pozbawione ruchu. Ćwiczenia pomogą im odzyskać formę, a prowadzimy je w przystępny sposób - mówi Arkadiusz Kaniak. Uczniowie naśladują strażackie zadania: podskakują, zwijają węże, wspinają się po drabinkach. A tak naprawdę ćwiczą sumienniej niż na lekcjach wf.

- Wiele mówi się, że izolacja spowodowała u wielu dzieci problemy psychiczne. Mało mówi się, że siedzenie w domu, przed komputerem, brak ruchu, spowodowały też problemy zdrowotne - dodaje Arkadiusz Kaniak. 

Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Nauczycielu, przyjedź na komendę! 

Zajęcia odbywają się w Ogniku, wyjątkowej sali dla dzieci, w komendzie strażaków przy ul. Kożuchowskiej. W piątek przyszli tam uczniowie drugiej klasy ze Szkoły Podstawowej nr 1 w Zielonej Górze.

- Takich sal powstało tylko kilkanaście w całej Polsce - mówi rzecznik. 

Zielonogórski Ognik jest jednym z lepiej wyposażonych w kraju. Składa się z kilku pomieszczeń, w których zaaranżowano dom, las i strażacką remizę. Zalazły się tam małe mundury i hełmy. I strażacki wóz! By uczyć dobrze, wszystko w Ogniku jest realistyczne. W łazience stoi prawdziwa pralka, w kuchni kuchenka, a na niej przypalający się garnek. W lesie "rosną" prawdziwe drzewa, ale chuligani podpalili ściółkę. Strażacy mogą zaaranżować pożar, korzystając z cyfrowych technik i sztucznego zadymienia, które imituje po prostu para. 

- Dzieci uwielbiają tu przychodzić. Gdy we wrześniu, po roku zamknięcia z powodu pandemii, otworzyliśmy Ognika, nasz kalendarz zapełnił się w trzy dni - mówi rzecznik.

Strażacy boją się, że wkrótce dzieci może spotkać kolejny lockdown. Są na to przygotowani. Lekcje przeprowadzą zdalnie. 

- Moglibyśmy nagrać płytę e-learningową, ale to nie byłoby to samo. Za każdym razem chcemy, by w zajęciach towarzyszył żywy strażak, który nawiąże z dzieciakami kontakt, zmotywuje do ruchu, pokrzepi. Inaczej cały program nie miałby sensu - mówi rzecznik.

CZYTAJ TAKŻE: Czarna torba w pociągu z Warszawy do Berlina. Saperzy użyli robota

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.