Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Proces toczy się przed Sądem Rejonowym w Zielonej Górze w wydziale karnym i zmierza do końca. W środę adwokaci wygłosili mowy końcowe. Sędzia Małgorzata Dobiecka-Woźniak za tydzień ogłosi wyrok. Na ławie oskarżonych zasiadł Janusz Kubicki, prezydent Zielonej Góry. Sprawę o zniesławienie (z prywatnego aktu oskarżenia z art. 212) wniosła lubuska marszałek Elżbieta Polak. Robi to także w imieniu całego Lubuskiego.

 - To co zrobił Kubicki to podważenie wizerunku samorządu i marszałek w kraju. Traci na tym marka województwa - tłumaczył "Wyborczej" poseł Waldemar Sługocki. 

Elżbieta Polak, lubuska marszałek: - Szkalowano mnie, uprzedzano do mnie mieszkańców. Prezydent nie chciał billboardu usunąć, przeprosić, dlatego sprawiedliwości szukam w sądzie - tłumaczy marszałek.

Stalowe rurki, kilka betonowych bloczków i plakat

Wiosną br. przed urzędem miasta przy ul. Podgórnej stanął chałupniczy billboard, który nawiązywał do budowy ścieżki z Zatonia do Niedoradza. Za inwestycją lobbowali Janusz Kubicki i prezydent Nowej Soli Jacek Milewski. Chcieli, by marszałek przyśpieszyła procedury i przyznała unijne pieniądze na budowę rowerostrady. Urzędnicy marszałek wskazywali na braki we wniosku, problemy proceduralne (powiat miał budować ścieżkę nie na swoim terenie, choć powinien budować ją Kubicki). Politycy Koalicji Obywatelskiej uznali, że billboard jest formą nacisku w dystrybuowaniu unijnych pieniędzy.

- Zrobili z marszałek morderczynię, że Lubuskie taranuje rowerzystów.  Kto nie znał kontekstu, mógł pomyśleć, że Polak potrąciła kogoś albo zabiła - tłumaczyli politycy Koalicji, a publiczne Radio Zachód zapowiadało, że billboardów będzie więcej.

Na billboardzie zamieszczono zdjęcie wypadku. Srebrne auto z rejestracją „Lubuskie" potrąciło rowerzystę. Mężczyzna leży poturbowany na drodze. Całość dopełniało hasło: „Marszałek nie dba o bezpieczeństwo rowerzystów".

To nie była spontaniczna krytyka

Adwokat Robert Kornalewicz, mecenas marszałek Polak uważa, że treść plakatu jasno wskazała nie tylko, że marszałek nie dba o bezpieczeństwo rowerzystów, ale że jest sprawcą wypadku drogowego.

- I to w sposób bezpośredni. To zarzut nieprawdziwy. Billboard nie mieści się w granicach dozwolonej krytyki, bo miał na celu oszkalowanie, zdyskredytowanie marszałek w opinii publicznej. Nie była to spontaniczna krytyka, a zaplanowana, obliczona na zysk polityczny forma. Zlecono wykonanie grafiki, wykonanie konstrukcji billboardu, wymyślenie hasła - wyliczał Kornalewicz. I domagał się, by prezydent Kubicki przeprosił marszałek w gazecie, wpłacił 10 tys. zł na walkę z pandemią na konto Szpitala Uniwersyteckiego (Kubicki latem 2020 r. był koronasceptykiem - red.) oraz opłacił koszty sądowe.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Nikt nie przyznaje się do tapetowania

Bartosz Jaroni, adwokat Janusza Kubickiego tłumaczył, że nie ma dowodów, że to prezydent zlecił stworzenie billboardu, a jedynie zgodził się na jego postawienie. Nie wiadomo kto zlecił i przygotował samą grafikę, wreszcie kto ją opublikował tapetując plakat.

- Prezydent identyfikuje się z treścią billboardu (tu Kubicki kiwał głową twierdząco). Ja z nią także się zgadzam, trzeba dbać o bezpieczeństwo i budować ścieżki, ale czy to czyni mnie winnym zniesławienia? - dopytywał adwokat. I powoływał się na konstytucyjne prawo do wolności słowa, na wyroki Trybunału Konstytucyjnego i na Europejski Trybunał Praw Człowieka. Przywoływał głośną sprawę radnego Kubaszewskiego, który na sesji rady miejskiej zarzucił władzom podpoznańskiej gminy, że "piorą pieniądze" (ETPC uznał, że miał prawo wyrazić zaniepokojenie, bo był radnym, a sprawa była ważna publicznie - red.).

Billboard stanął przy Urzędzie MiastaBillboard stanął przy Urzędzie Miasta Fot. Artur Łukasiewicz

Bartosz Jaroni tłumaczył, że politycy powinni mieć grubą skórę. A hasła na billboardzie są niczym, w porównaniu do słów wypowiadanych przez ważnych w kraju polityków.

- Jarosław Kaczyński mówił o "mordach zdradzieckich". Joachim Brudziński mówił o Donaldzie Tusku, że jest "niemieckim popychlem", posłanka Pawłowicz, że jest tchórzem - wymieniał Jaroni,  przywołując także, że nikt nikogo nie ściga, za ruch ośmiu gwiazdek (hasło ukrywa frazy jeb… PiS red.), gdy napisy są układane z klusek śląskich przez dziennikarzy.  

- Nawet Babcia Kasia, gdy nazywała policjantów durniami, oddalono kasację, a sąd uznał, że był to czyn o znikomej szkodliwości społecznej - wyliczał. Dodał, że pozew marszałek nosi znamiona akcji SLAPP (chodzi o pozew sądowy mający na celu zastraszenie i uciszenie krytyków przez zaangażowanie ich w obronę prawną, której kosztów mogą nie udźwignąć red.).

- To działanie strategiczne przeciwko udziałowi w życiu publicznym polityków. Ma wywołać efekt mrożący, żeby każdy liczył się z tym, że jak powie słowo za dużo, skończy w sądzie. To zastraszanie i uciszanie osób publicznych - mówił adwokat. I wskazywał, że Kubicki chciał jedynie billboardem wywołać debatę publiczną o budowie kolejnej rowerostrady (przypomnijmy, że temat funkcjonował w mediach od dobrych kilku miesięcy, także na sesjach sejmiku, konferencjach red.).

Zielone ludziki

Kornalewicz wykpił linię obrony, że prezydent nie może być skazany, bo nie ma dowodów, że to zrobił. Nie potrafi także wskazać, kto plakat zrobił i zawiesił. Przyrównał sytuację do zajęcia Krymu przez Putina.

- Anonimowe osoby albo "zielone ludziki". Nikt w taką linię obrony nie uwierzy, nie bądźmy naiwni - mówi Kornalewicz.

Elżbieta Polak:  - Czyli wychodzi na to, że Kubicki może kłamać na mój temat, obrażać, a kiedy szukam sprawiedliwości, jego adwokat uznaje to za zastraszanie. To kto tu jest ofiarą? Poza tym nie zgodzę się na zaniżanie standardów debaty publicznej, nie będę równać do Kaczyńskiego czy Pawłowicz - mówi.

Janusz Kubicki na sali milczał. Odmówił komentarza "Gazecie Wyborczej".

Ogłoszenie wyroku 15 grudnia. 

Czytaj także: Szpitale się wykrwawią? Odwołane operacje, zamknięte oddziały, długi rosną

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.