Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szkoda tego meczu, bo pierwszy chyba raz w tym sezonie zastalowcy wyjazdowy mecz w Rosji otworzyli w dobrym stylu, z wysokim poziomem agresji po obu stronach parkietu. W pierwszej fazie nie mogliśmy zatrzymać środkowego Granta Jerreta, ten jednak wrzucił szybko 6 pkt, a potem niemalże zniknął, bo do końca spotkania dołożył do swojego dorobku tylko dwa „oczka". Przyłożył się do tego trener Emil Rajković, który po wyciągnięciu wniosków obniżał skład w drugiej połowie, ale na razie zielonogórzanie nie mieli takich zmartwień. Po siedmiu minutach prowadzili 19:13, a na koniec kwarty – 25:19. Branden Frazier był aktywniejszy, atakujący kosz, uczulony przez Olivera Vidina, że właśnie tego wszyscy od niego oczekują. Dragan Apić (21 pkt, 8/11 z gry, dziewięć wymuszonych fauli) i Nemanja Nenadić (15 pkt, sześć asyst i niestety aż dziewięć strat!) robili swoją solidną robotę (wyłączając te późniejsze straty niższego Serba), a najbardziej cieszyła współpraca tego ostatniego z Jarosławem Zyskowskim. Coś, na co czekaliśmy. Nenadić często wiąże obronę, a „Zyzio" uwielbia dostawać nawet trudne, sytuacyjne piłki i wpychać je w swoim charakterystycznym stylu do kosza. 

Zyskowski dobrą grę kontynuował w drugiej kwarcie. Rzucał za trzy, trafiał floatery, wymuszał przewinienia. I choć gra bardzo się zaostrzyła, bo Awtodor był podrażniony (Zastal przez pięć minut nie zdobył punktu, a i tak drugą kwartę wygrał 14:8), to reprezentant Polski do przerwy na koncie miał już 15 „oczek". Świetnie tym razem sprawdzał się Apić na wysokim przejmowaniu zasłon, generalnie dobre rzeczy po jednej stronie parkietu owocowały tym samym po drugiej. Do przerwy klub z Zielonej Góry prowadził 39:27. Nie sposób nie wspomnieć przy tym o ośmiu minutach Przemysława Żołnierewicza, który choć zdobył tylko 2 pkt, to pokazał się z dobrej strony, zablokował efektownie Ewgienija Minczenkę, z nim na parkiecie drużyna była 16 pkt na plus.

Gospodarze na drugą połowę wyszli motywowani złością. W 20 minut zdobyli przecież tylko 27 pkt przeciwko jednej z najsłabszych drużyn w lidze (a przynajmniej tak mówi tabela). W trzeciej kwarcie odrobili jednak tylko pięć „oczek". Źle skończyły się dopiero – zbyt częste chyba tym razem i niekoniecznie uzasadnione – zmiany w obronie. Zastal, wiadomo, odstaje fizycznością w lidze VTB, więc często stawał strefą. Najgorzej zakończyło się podwajanie gracza z piłką. Na mniej więcej pięć minut przed końcem Awtodor trafił dwa kolejne rzuty za trzy i kosz się dla niego otworzył. Goście już zmęczeni, często gubili piłkę (sześć strat do przerwy, 19 w meczu), w strefie nie nadążali rotować. Potem David Brembly odpuścił znakomitego strzelca Philipa Scrubba, który pomału już grzebał nadzieje na zwycięstwo. Podsumować można to tak: rywale aż pięć ze swoich dziewięciu trójek w meczu wrzucili w ostatniej kwarcie. Wszystkie swoje dystansowe trafienia zaliczył Scrubb. 

Obszerny skrót meczu

 

Awtodor wygrał 81:74. Z bilansem 7-1 przewodzi tabeli do spółki z Uniksem Kazań. Enea Zastal ma teraz o jeden mecz rozegrany więcej od Cmoków Mińsk i spadł na ostatnią pozycję.

AWTODOR SARATÓW 81:74 ENEA ZASTAL BC ZIELONA GÓRA

Kwarty: 19:25 | 8:14 | 22:17 | 32:18.

AWTODOR: Chery 18 (1), Kolesznikow 4, Scrubb 12 (3), Sakić 11 (1), Jerrett 8 oraz Funderburk 11 (1), Johnson 11 (2), Kwitkowskij 6 (1), Minczenko 0.

ZASTAL: Frazier 11 (3), Nenadić 15 (3), Brembly 3 (1), Zyskowski 22 (4), Apić 21 oraz Żołnierewicz 2, Meier i Mazurczak po 0. Nie grali Sulima i Szymański.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.