Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zastal jest po koronawirusie, którym zakaziło się paru zawodników. Być może chwilowa przerwa w graniu miała wpływ na to, że pierwszą kwartę zielonogórzanie przespali, marnując przy tym chyba z pięć łatwych piłek spod samego kosza. Trener Oliver Vidin wkurzał się na Nemanję Nenadicia, szybko ściągnął go z parkietu, by z nim porozmawiać. 

A King korzystał. Próbował obrony na całym, odcinania rywali już od pierwszego podania, jak to było u Żana Tabaka. Dynamiczni obwodowi - Sherron Dorsey-Walker (14 pkt) czy doskonale nam znany Filip Matczak (18 pkt) - szukali swoich szans po zasłonach kolegów, a gdy trzeba było zagrać izolację, to piłkę brał masywny, ale i dysponujący dobrym rzutem z półdystansu skrzydłowy Stacy Davis (19 pkt, 4 asysty). King szybko wyszedł na prowadzenie, pierwszą kwartę wygrał 24:16. Po stronie Zastalu 8 pkt zdobył DeVoe Joseph. Cieszyło, że w końcu potrafimy wypracować dla niego pozycję, ale ogólny obraz wyglądał kiepsko.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

W drugiej kwarcie Nenadić wrócił już do swojego grania. Kolegom musiało się nudzić, bo długo trzymał piłkę i był główną postacią każdej akcji, ale trzeba przyznać, że w tym wypadku zespołowi wyszło to na dobre. Nenadić wrzucił w tej części w sumie 15 oczek, potrzebował do tego sześciu minut. Głównie dzięki niemu Zastal odrobił stratę i jeszcze wyszedł na prowadzenie 46:40. Parę odważnych i skutecznych akcji pokazał Andrzej Mazurczak (11 pkt, 5 asyst), ale jeszcze przed przerwą zielonogórska fala wyhamowała, a Szczecin zdołał wyrównać stan meczu - było 47:47.

Po zmianie stron na wierzch wyszła już zdecydowana przecież przewaga kadrowa Zastalu. Gospodarze rządzili na deskach, a jak wiadomo, posiadanie tego atutu na parkiecie wybacza wiele błędów. W sumie zielonogórzanie walkę na tablicach wygrali 51:31. Aż 19 piłek zebrali w ataku!

Im dalej w las, tym trudniejsza stawała się sytuacja dla Kinga. Trzecią kwartę jeszcze jakoś przetrzymali, tracili tylko pięć punktów, za co tak naprawdę należy ich pochwalić. Widać, że Arkadiusz Miłoszewski fajnie ułożył drużynę, tylko brakuje w tej chwili koszykarzy. W Zielonej Górze grali w siódemkę, w tym dużą rolę odegrać musiał 21-letni Michał Kroczak. To właśnie jego najczęściej atakowali na koźle koszykarze Zastalu - Nenadić, Mazurczak, Żołnierewicz. Szukali jego krycia po zasłonach. W efekcie Kroczak wypadł z gry z pięcioma przewinieniami. 

Za mało atutów miała ekipa ze Szczecina, by poszukać w hali CRS zwycięstwa. Dziś to jednak kibicie Zastalu mogą być trochę bardziej zmartwieni, że zdziesiątkowana urazami ekipa trzyma na wyjeździe inicjatywę przez 20 minut gry, a przez kolejnych 10 toczy wyrównaną walkę.

Dzięki wygranej Zastal poprawił swój bilans w Energa Basket Lidze do stanu 11-7. Pozwoliło mu to awansować na czwartą pozycję.

ENEA ZASTAL BC ZIELONA GÓRA 87:71 KING SZCZECIN

Kwarty: 16:24 | 31:23 | 19:14 | 21:10

ZASTAL: Nenadić 25 (2), Joseph 10 (2), Brembly 0, Zyskowski 6 (1), Apić 15 oraz Mazurczak 11 (1), Żołnierewicz 9 (1), Sulima 5, Meier 4, Szymański 2.

KING: Dorsey-Walker 14 (2), Matczak 18 (2), Kikowski 4 (1), S. Davis 19 (1), Bartosz 3 oraz T. Davis 11 (1), Kroczak 2.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.