Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O takim budżecie pozostałe kluby z zaplecza ekstraligi mogą tylko pomarzyć. Ale nic dziwnego, że determinacja, by Falubaz wrócił do żużlowej elity, jest ogromna - winą za spadek częściowo obciążony został prezydent miasta Janusz Kubicki, z którego woli dwa lata wcześniej miasto objęło udziały w klubie i który zaprowadził w nim swoje porządki, odsuwając przy tym doskonale obeznanego w środowisku Roberta Dowhana.

- Tak się kończy robota amatorów - ocenił później były prezes Falubazu i ojciec jego największych sukcesów. 

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Zielonej Góry? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Spadek do I ligi wydarzył się w krytycznym momencie, akurat przed wejściem nowej umowy telewizyjnej, która zagwarantuje klubom ekstraligi nawet 5-6 mln zł ekstra na sezon. Falubaz pieniędzy nie dostanie, ale chce szybko wrócić do elity, mając świadomość, że nierówności między najwyższą klasą rozgrywek a jej zapleczem będą rosnąć.

Urząd Kubickiego oraz większościowy właściciel klubu Stanisław Bieńkowski (prywatnie przyjaciel prezydenta) podobno nie będą szczędzić kasy. Szkoda jedynie, że cierpieć nadal będzie koszykarski Zastal, któremu prezydent Zielonej Góry nie chce pomagać przez osobisty konflikt z jego właścicielem Januszem Jasińskim. Dla żużla kasy ma jednak nie zabraknąć.

Kubicki na ostatniej sesji rady miasta zapowiedział, że miasto zasponsoruje klubowi wykonanie odwodnienia liniowego, bez którego nie otrzyma licencji na najbliższy sezon. Znacznie ciekawsze wyliczenia wykonali jednak sportowi dziennikarze Interii, którzy szacują, że klub może wydać łącznie nawet 5-6 mln zł.

"Zielonogórzanie totalnie wywrócili do góry nogami pierwszoligowy rynek transferowy, windując stawki, jakich w tej klasie rozgrywkowej nigdy wcześniej nie widziano. W środowisku mówi się, że ewentualny awans będzie kosztował ich o ponad milion złotych więcej niż dwa lata temu [zapłacił] Apator Toruń i prawie 2 miliony więcej niż w zeszłym roku Ostrów Wlkp." - donosi Interia.

Najwięcej kosztować będzie Max Fricke (500 tys. zł za podpis i 5 tys. zł za każdy punkt), a potem: Krzysztof Buczkowski (350 tys. za podpis), Piotr Protasiewicz i Rohan Tungate (obaj po 250 tys. zł). 

150 tys. zł zarobić ma junior Dawid Rempała, niewiele mniej trzej zawodnicy U24, czyli Jan Kwiech, Mateusz Tonder i Damian Pawliczak. 

"Jeszcze przed pierwszym meczem zielonogórzanie na wypłaty dla zawodników będą musieli wyłożyć ponad 1,9 mln zł" - szacuje Interia.

Do tego Falubaz w I lidze będzie musiał rozegrać aż 20 meczów, o ile zakładamy awans. Przy średnio 55 zdobytych punktach na mecz wypłaty bonusów będą kosztować go po ok. 165 tys. zł na jedno spotkanie (przyjmując, że za punkt średnio wypłaca się 3 tys. zł). I ponad 3 mln zł za cały sezon.

"Sumując kwoty za podpis i punkty, wychodzi 5,2 mln złotych, ale tylko licząc podstawowe stawki za punkty. Wszyscy seniorzy, poza Frickiem, mogą ponoć liczyć jeszcze na dodatkowe bonusy (m.in. za zdobycie ponad 150 pkt w sezonie, za średnią ponad 2,0 czy za awans). Zakładając, że przyjdzie je zielonogórzanom wypłacić, może okazać się, że awans będzie kosztował Stelmet Falubaz ok. 5,7 mln złotych!" - piszą dziennikarze Interii.

Wyliczenia nie uwzględniają pensji trenerów, działaczy i wszystkich osób zatrudnionych w klubie oraz innych wydatków.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.