W pierwszym meczu ćwierćfinału Energa Basket Ligi drużyna Enei Zastalu Zielona Góra pokonała 103:90 Śląsk Wrocław. Gospodarze przejęli mecz w drugiej połowie, gdy sędziowie pozwolili grać, a trener Oliver Vidin wprowadził istotne poprawki.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mecz w hali CRS-u oglądało ponad 3 tys. kibiców. Ostatecznie wyszli z niego w dobrych humorach, choć w pierwszej połowie gotowi byli rwać włosy z głowy. Wszystko przez arbitrów, którzy każdą kontrowersyjną sytuację zdawali się gwizdać na korzyść Śląska. Bez wątpienia popełnili kilka błędów.

Psuły one widowisko, bo obie ekipy zaczęły na wysokim, koszykarskim poziomie. Inicjatywę miał Śląsk, bo raz, że wykorzystywał pod koszem przewagę fizyczności Kerema Kantera nad Jarosławem Zyskowskim, a dwa - znakomicie rozgrywał pick'n'rolle, zwłaszcza ulubione short rolle z Aleksandrem Dziewą, na co Zastal nie potrafił znaleźć odpowiedzi (tak bardzo skupiony był na ograniczeniu MVP sezonu Travisa Trice'a). Po pięciu minutach gry było 15:7 dla ekipy z Wrocławia.

Stratę dość szybko udało się odrobić, a kluczem do tego okazały się cztery trafione trójki. Śląsk zagęszczał środek, bał się harców Dragana Apicia (5 pkt, 13 zbiórek), więc naturalną rzeczą było dla gospodarzy rzucać z dystansu i rozciągać defensywę rywali. Na nasze szczęście po jednym z kolejnych pick'n'rolli kostkę po akcji 2 + 1 podkręcił Dziewa i musiał opuścić parkiet. Wtedy to Zielona Góra postanowiła grać na dwie wieże, bo Zyskowskiego obok Apicia zastąpił Drame. Działało, ale krótko. Trener wrocławian Andrej Urlep szybko zrównoważył kilogramy i centymetry pod koszem, wpuszczając Martinsa Meiersa.

Końcówka pierwszej kwarty była bardzo nerwowa. Zamiast koszy oglądaliśmy faule z obu stron, jeden po drugim. Publiczność płonęła, bo - jak wyżej - wszystkie kontrowersyjne sytuacje były rozstrzygane na korzyść gości. Po trójce Trice'a w ostatnich sekundach Śląsk prowadził 23:20.

W drugiej kwarcie trochę żywiołu na parkiet wprowadził Łukasz Kolenda, ale Zastal wiedział, że młody reprezentant Polski nie jest w stanie wyrządzić za wiele krzywdy. Problemem nadal była obrona Kantera pod koszem i gry dwójkowej, gdy wrócił Dziewa (19 pkt, 5 asyst), znów dzieląc i rządząc po podaniach od Trice'a. Trener Vidin nie przepada za grą izolacyjną, ale widząc, że Trice cały czas kryje silniejszego i roślejszego Devyna Marble'a, dał naszemu liderowi kilka takich akcji. Wychodziło z różnym skutkiem. 

W połowie kwarty Zastal tracił do rywali pięć punktów, by do przerwy prowadzić 44:43. Poirytowany decyzjami sędziów znacznie mądrzej i cierpliwiej rozgrywał ataki pozycyjne, szukając ścieżek pod obręcz dla Jarosława Zyskowskiego (18 pkt, 7/8 z gry) czy Nemanji Nenadicia (15 pkt, 4/16 z gry). Serb swoje statystyki popsuł w drugiej kwarcie, forsując w starym stylu, jakby na siłę chciał poprawić swój dorobek punktowy. Indywidualnie impuls na pewno dał znów znakomity Andrzej Mazurczak. Dla Śląska zaś wciąż dobrze pracowały akcje post up dla Dziewy czy Kantera (22 pkt, 8/10 z gry), zwłaszcza tego drugiego, ale problemem stało się dogranie im piłki. Zastal mimo wielu fauli na koncie nie przestawał naciskać. 

Oblicze spotkania odmieniło się w drugiej połowie. Po części dlatego, że sędziowie pozwolili grać w koszykówkę, a po drugie - trener Vidin wprowadził wiele poprawek. W tym sezonie kilka razy go krytykowaliśmy, dziś z przyjemnością oddamy mu, że zrobił kawał dobrej roboty. Ograniczył short rolle Śląska niemal do zera, nie wypuszczając podkoszowych graczy już tak bardzo wysoko do zasłon. Trice oczywiście swoje wrzucił, ale łatwych pozycji nie miał, był zachęcany do penetrowania, w czym wcale nie jest taki mocny. My za to nie dawaliśmy się więcej "rozklepywać".

Po drugiej stronie parkietu Vidin polecił zaś Marble'owi dłużej trzymać piłkę w grze dwójkowej i szukać na koźle drogi bliżej obręczy albo rzucać, gdy tylko będzie miał miejsce. Jego obowiązki defensywne przejął Przemek Żołnierewicz. W efekcie Marble zagrał koncertową kwartę, w tym wrzucił trzy trójki z rzędu. Dostał też więcej akcji izolacyjnych z Trice'em. Dzięki jego świetnej grze (i szybszemu bieganiu do ataku) odskoczyliśmy, by na koniec trzeciej kwarty prowadzić 76:72. I to pomimo beznadziejnej skuteczności zespołu z linii wolnych (tylko 14/28, czyli 50 proc., w całym meczu).

Generalnie, jeśli trener Urlep zamierza w tej serii delegować Trice'a do krycia Marble'a, to musimy z tego korzystać. Ten mismatch, jak mówi się w koszykarskim języku, aż kłuje w oczy. 

W ostatnich 10 minutach Zastal był już na fali, a Śląsk ulegał presji. Rozegrał się Zyskowski, wydatne wsparcie dali Andy Mazurczak (13 pkt, 5/6 z gry, 3 asysty), Przemysław Żołnierewicz (10 pkt, 5/6 z gry) czy Krzysztof Sulima, który w końcówce dobił rywali rzutem za trzy. Śląsk nie potrafił już wrócić do swojego grania z pierwszej połowy, poza tym zaczął seryjnie mylić się na linii rzutów wolnych, łącznie z samym Trice'em. 

Enea Zastal wygrał 103:90 i w serii do trzech zwycięstw prowadzi 1:0. Kolejny mecz w Poniedziałek Wielkanocny w hali CRS-u.

Devyn Marble zdobył dziś 28 pkt (w tym 6/7 za trzy!).

ĆWIERĆFINAŁ ENERGA BASKET LIGI 2022

ENEA ZASTAL BC ZIELONA GÓRA 103:90 WKS ŚLĄSK WROCŁAW

Kwarty: 20:23 | 24:20 | 32:29 | 25:18.

ZASTAL: Marble 28 (6), Nenadić 15 (1), Żołnierewicz 10, Zyskowski 18 (2), Apić 5 oraz Mazurczak 13 (2), Sulima 5 (1), Brembly 3 (1), Drame 3, Szymański 3, Meier i Joseph po 0.

ŚLĄSK: T. Trice 16 (1), Justice 13 (2), Karolak 5 (1), Kanter 22 (1), Dziewa 19 (1) oraz Kolenda 10 (1), D. Trice 4 (1), Meier 1, Gabiński i Tomczak po 0.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
No już takiego gwizdania jak dzisiaj to i Trawicki by się nie powstydził. Zastal dał radę przeciwko MVP i świętej trójcy sędziowskiej. To dobrze wróży przed następnymi meczami. Świetnie się ogląda walczący o każdą piłkę zespół ufających sobie graczy.
już oceniałe(a)ś
1
0