W wielkanocny poniedziałek koszykarze Enei Zastalu BC Zielona Góra po raz drugi w ćwierćfinałowej serii pokonali Śląsk Wrocław. Spotkanie zakończyło się wynikiem 85:83 dla gospodarzy, a decydujące czynniki były podobne jak w pierwszym meczu: lepsza zbiórka i bogatszy skład.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

- To był dobry mecz, lepszy niż pierwszy, choć mógł się mniej podobać kibicom. Niestety znów wyraźnie przegraliśmy na tablicach, mamy z tym problem. Zawodnicy z ławki nie dają tego, co powinni - powiedział po meczu Andrej Urlep, trener Śląska.

Trudno się z nim nie zgodzić. Pierwszy skład wrocławian grał mądry i skuteczny basket. Kerem Kanter po raz kolejny był znakomity w grze tyłem do kosza (na jego koncie 15 pkt, 7/10 z gry, 14 zbiórek), a short rolle w wykonaniu Travisa Trice'a i Aleksandra Dziewy to prawdziwy majstersztyk. Progres, jaki z sezonu na sezon oglądamy w grze Dziewy, jest imponujący. Reprezentant Polski grał dziś jak profesor. Z dostarczoną piłką na trzecim, czwartym metrze był praktycznie nie do zatrzymania. Fantastycznie pracuje nogami i swoim ciałem, wie też, kiedy należy rozrzucić piłkę. Zdobył dziś 19 pkt (9/15 z gry), dołożył pięć zbiórek. 

 

Śląsk po pięciu minutach gry prowadził 12:4, a gra Zastalu przy jego poczynaniach wyglądała chaotycznie. Trochę na siłę próbowaliśmy wykorzystać fakt, że Kanter krył Przemysława Żołnierewicza, ale z indywidualnych akcji tego ostatniego niemal nic nie wychodziło. "Żołnierz" znacznie lepiej odnajduje się w roli atakującego z cienia, co robił przez resztę meczu. Wrzucił 11 pkt, w tym 3/6 za trzy.

W Zastalu od paru tygodni panuje znakomita atmosfera na parkiecie, wszyscy zawodnicy czują się potrzebni i są dobrze rozegrani poza dochodzącym do formy Ousmanem Drame. Wynik podgonili trafieniami z dystansu Andrzej Mazurczak (11 pkt, 8 asyst) i DeVoe Joseph. Ten ostatni wbiegł na boisko i na dzień dobry poczęstował rywali dwoma trójkami. Jedną w podobny sposób dorzucił David Brembly.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Po drugiej stronie sytuacja odwrotna. Łukasz Kolenda nie był w stanie pokazać niemal niczego konstruktywnego (widać, że trener Urlep mu nie ufa, w roli drugiego rozgrywającego woli nawet Kodiego Justice'a), a tym bardziej Martins Meiers, Michał Gabiński (wyrzucony z boiska za brutalny faul na Sulimie) czy Szymon Tomczak. Zastal po pierwszej kwarcie przegrywał 20:21, mimo że jego skuteczność za dwa wynosiła 3/14. Wystarczyło to poprawić.

Problem z przewinieniami miał dziś Devyn Marble (tylko 17 minut na parkiecie i 2 punkty na koncie), ale można mieć w tej materii pretensje do sędziów, bo dwa faule w ataku gwizdnęli Amerykaninowi, jakby to był mecz towarzyski, a nie ćwierćfinał Energa Basket Ligi. Na szczęście koncertowy mecz rozegrał Nemanja Nenadić. Drugą kwartę Serb rozpoczął od siedmiu punktów z rzędu, w sumie skończył na 13. Na przestrzeni całego spotkania otarł się o triple double (20 pkt, 9 zbiórek, 8 asyst). Dzięki niemu Zastal objął prowadzenie i odskoczył gościom na parę posiadań.

Fot. Władysław Czulak / Agencja Wyborcza.pl

Śląsk w tej części meczu nadział się na dobrą obronę pick'n'rolla, więc próbował dostarczyć piłkę Dziewie z wykorzystaniem trzeciego kolegi. Ale partnerzy Trice'a nie byli w stanie robić tego właściwie. Kończyło się stratami. Kiedy już się udało, to - jak wyżej - Dziewa robił znakomitą robotę. Do przerwy było 44:40 dla Zastalu.

W drugiej połowie obraz gry mocno się zmienił. Oglądaliśmy mniej taktycznej gry, a więcej grania "na czuja" - akcji 1 na 1, prób wymuszania fauli, kontrataków. Większą rolę na piłce dostał Kodi Justice, ale był chaotyczny, tak jak cała gra w trzeciej kwarcie. Z tego zamieszania lepiej wyszedł Śląsk. To była jego jedyna wygrana kwarta - 20:17. Nas poirytowało szybkie usadzenie na ławce Marble'a (sędziowie zaraz po jego wejściu dopatrzyli się "ofensa"), a cieszyło, że Nenadić nie pędzi już ślepo do kosza, jak miał dawniej w zwyczaju, lecz potrafi się zatrzymać, kiedy ściąga drugiego obrońcę, popatrzeć i obsłużyć kolegów. Kilka razy skorzystał z tego Dragan Apić (16 pkt, 10 zbiórek).

 

Złe wieści dla Zastalu przyszły w czwartej kwarcie. W tym fragmencie jak szalony rozgrał się MVP sezonu, czyli Travis Trice. Trener zielonogórzan Oliver Vidin nie chce być "rozklepywany" short rollem, dlatego podkoszowego obrońcę wysoko do zasłony wysyła tylko na moment, by uniemożliwić rzut z dystansu i dać czas goniącemu Trice'a koledze. W efekcie, tak jak w drugiej połowie pierwszego meczu, Trice był zachęcany do wchodzenia bliżej kosza. Tym razem więcej i bystrzej z tego korzystał. Blisko obręczy nie czuje się zbyt dobrze, ale wpakował nam sporo punktów z czwartego, piątego metra, poza tym perfekcyjnie obsługiwał wolnych pod koszem w takich sytuacjach Dziewę i Kantera. Lider Śląska mecz zakończył z dorobkiem 22 pkt (8/14 z gry) i 10 asyst.

Śląsk miał inicjatywę, w połowie kwarty osiągnął remis, a później zaczęła się gra kosz za kosz. Marble dostał szansę powrotu na parkiet, ale był strasznie chłodny, więc trener Vidin przywrócił na parkiet dobrze radzący sobie duet Mazurczak - Nenadić. 

Ostatecznie w grze nerwów lepszy okazał się Zastal. Na pół minuty przed końcem był jeszcze remis. Śląsk zmarnował swoją szansę - w izolacyjnej akcji przeciwko Brembly'emu z półdystansu pomylił się Trice. Gospodarze wyprowadzili perfekcyjną kontrę, zakończoną łatwym dwutaktem Mazurczaka. Później wystarczyło wybronić ostatnich 8 sekund. Rzutu za trzy spróbował Justice, lecz spudłował.

 

Enea Zastal pokonał Śląsk 85:83 i w ćwierćfinałowej serii do trzech zwycięstw prowadzi już 2:0. Teraz rywalizacja przenosi się do Wrocławia.

Na marginesie: z naszej perspektywy wysłanie Brembly'ego do krycia Trice'a to nienajlepszy pomysł. David jest trochę za wolny, to właśnie pod jego opieką najlepszy zawodnik sezonu złapał wiatr w żagle.

ENEA ZASTAL BC ZIELONA GÓRA 85:83 WKS ŚLĄSK WROCŁAW

Kwarty: 20:21 | 24:19 | 17:20 | 24:23

ZASTAL: Marble 2, Nenadić 20 (2), Żołnierewicz 11 (3), Zyskowski 0, Apić 16 oraz Mazurczak 11 (2), Brembly 8 (2), Joseph 7 (2), Sulima 6 (1), Drame 4.

ŚLĄSK: T. Trice 22 (4), Justice 11 (2), Karolak 12 (4), Kanter 15, Dziewa 19 oraz Kolenda 2, Ramljak 2. Bez punktów D. Trice, Meiers, Gabiński i Tomczak.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Paradoksalnie w sobotę w grze pięciu na ośmiu poszło łatwiej niż dziś pięciu na pięciu:)
    Ciekawe, że wrocławskie wydanie nic o dwóch pierwszych meczach nie pisze.

    PS: Laptopa pan redaktor odzyskał?
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Półfinał na wyciągnięcie ręki!
    już oceniałe(a)ś
    1
    0