W środę w Hali Stulecia koszykarze Śląska Wrocław po raz drugi z rzędu pokonali Enea Zastal Zielona Góra, a Travis Trice wrzucił aż 33 pkt. W ćwierćfinałowej serii jest więc remis, o wszystkim zdecyduje mecz nr 5.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Śląsk imponuje na własnym terenie. Dziś mecz zaczęli bez Aleksandra Dziewy, ale z początku niespecjalnie musieli się tym martwić. Grę na własne barki - jeszcze bardziej niż zwykle - wziął Travis Trice. MVP sezonu błyszczał od pierwszej minuty, by już do przerwy mieć na koncie 28 punktów na skuteczności 10/12 z gry, w tym 7/8 za trzy (sic!). Świetnie dyrygował też grą zespołu, otwierając pozycje kolegom.

 

Również ten mecz, jak wszystkie wcześniejsze, lepiej zaczęli wrocławianie. Po pięciu minutach prowadzili 17:8, jeszcze raz udowadniając swą taktyczną wyższość nad rywalami. Trzymamy kciuki za nasz kochany Zastal i wierzymy w mistrzostwo, ale szczerze mówiąc, gra zespołu trenera Olivera Vidina przy grze Śląska wygląda czasem jak streetball. Jak nie idzie i nie wpadają rzuty, to wkrada się chaos. Brakuje w takich momentach umiejętności wypracowania tzw. wysokoprocentowych prób rzutowych. Ile razy w tej serii rozklepaliśmy rywali jakąś ładną akcją z wykorzystaniem trzech, czterech graczy?

Niemal cały repertuar Zastalu ogranicza się do pick'n'rolli na szczycie, które niestety nie są tak groźne jak te po przeciwnej stronie, choćby dlatego, że Nemanja Nenadić i Dragan Apić są znacznie mniejszym zagrożeniem na dystansie niż Trice i Dziewa. Łatwiej przeciwko nim ustawić obronę, zagęścić środek, co z premedytacją stosuje Andrej Urlep. A nawet jak obrotowy ma trochę miejsca, to nie dostaje piłki. Nie krąży ona też sprawnie po obwodzie, reakcje są spóźnione. Serbowie powinni być otoczeni strzelcami dystansowymi, a bywa z tym słabo, stąd może dziwić brak wykorzystania Tony'ego Meiera, który mógłby rozciągać grę, gdy na ławce siedzi jeden z pary Kanter - Dziewa (Tony ma ograniczenia w obronie, ale z Meiersem czy Tomczakiem powinien sobie poradzić).

Natomiast Śląsk w pick'n'rollu jest niemal bezbłędny. Nawet gdy zasłony stawiają Meiers czy Tomczak, to na końcu ktoś dostaje dobrą pozycję. Do tego mają naprawdę ciekawe zagrywki, pozwalające wyprowadzić na pozycje najlepszych strzelców czy dostarczyć piłkę pod kosz Keremowi Kanterowi (16 pkt, 7 zbiórek).

Odpowiedzią na znakomite akcje zespołowe Śląska połączone z koncertem rzutowym Trice'a były proste akcje Nenadicia, Jarosława Zyskowskiego, Andrzeja Mazurczaka plus szybkie bieganie do kontr. W tej materii Zastal przez całą serię ma przewagę i powinien jeszcze więcej z tego korzystać. W ataku pozycyjnym zdecydowanie lepiej wypada Śląsk.

Dzięki trzem wyżej wymienionym i solidnemu jak zwykle Apiciowi (choć zmuszanemu do mało korzystnych dla zespołu rzutów z półdystansu) zastalowcy po pierwszej kwarcie nawet prowadzili 26:25, a do przerwy tracili do Śląska tylko dwa punkty - 46:48. Kolejny raz jednak bardzo brakowało nam skuteczności z dystansu (tylko 5/25 w całym meczu). Nie sztuka jednak wygrywać mecze, kiedy siedzi za trzy.

Po zmianie stron - niestety musimy to powiedzieć - widowisko zepsuli sędziowie. W pierwszej pozwalali grać w koszykówkę i bronić, byli praktycznie niewidoczni, tak jak być powinno. W przerwie meczu najwyraźniej odwiedzili aptekę, bo po powrocie gwizdali każdy kontakt. Mecz stał się nieoglądalny, a nerwy wywołane taką sytuacją gorzej znieśli zastalowcy. "My nie możemy się nawet odezwać" - denerwował się na parkiecie Krzysztof Sulima. Obie ekipy przekroczyły limity fauli, ale więcej złapali ich zielonogórzanie, dodatkowo dostali chyba ze dwa "dachy". Prowadzili sześcioma punktami (pierwsze kilka minut po zmianie stron to był jeden z lepszych fragmentów w ich wykonaniu), ale Śląsk nadrobił wszystko z linii wolnych i jeszcze wyszedł na prowadzenie. Dopiero pod koniec kwarty odebrał im je paroma skutecznymi akcjami Devyn Marble (9 pkt, 2/7 z gry, 5 asyst). Było 68:67 dla Zastalu.

Marble miał drobne przebłyski, ale niestety znów jakby przeszedł obok meczu. Wydawał się kompletnie pozbawiony pewności siebie (dwa razy w pierwszej połowie nie trafił nawet w obręcz). Vidin powinien dać mu więcej posiadań, wykorzystać jego przewagę fizyczności nad obrońcami Śląska. Najlepszy koszykarz w zespole nie powinien oddawać najmniej rzutów z całej pierwszej piątki (o ile nie jest podwajany, a nie był). Kiepski mecz rozegrał też David Brembly (4 pkt, 2/8 z gry), nagminnie pudłując zza linii 6,75 m.

 

Mecz rozstrzygnął się w ostatnich 10 minutach, przy czym za tę część trudno mieć do sędziów pretensje. Popełniali błędy jak zawsze, ale pozwolili chłopakom grać. Niestety dla nas wielki powrót zaliczył kulawy, bo zmagający się z urazem kostki Dziewa. Środkowy Śląska nie grał wiele, w poprzednich kwartach cieniował, by w czwartej zdobyć wszystkie ze swoich 15 punktów. Kończył z faulem, dobijał, trafiał wolne, dołożył kluczowe trafienie za trzy. Energia go roznosiła. Zaprowadził zespół po zwycięstwo 87:80, bo Zastal potrafił odpowiedzieć tylko chaosem. Tu nie chodzi jedynie o brak skuteczności, a o selekcję rzutów, brak cierpliwości, wykorzystania swoich mocnych stron. Kto odpala ostatni rzut za trzy, który może przywrócić nadzieję na dogonienie wrocławian? Nenadić, a jakże, chwalący się na przestrzeni sezonu 28-proc. skutecznością zza łuku.

I nie jest tak, że Trice mecz wygrał w pojedynkę. Po zmianie stron zdobył przecież tylko pięć punktów (choć wpływ na grę oczywiście nadal miał ogromny).

Serię rozstrzygnie piąty mecz w Zielonej Górze. Ten już w najbliższą sobotę. Sezon najpewniej zakończył się dziś dla Jakuba Karolaka, który skręcił kolano, najprościej mówiąc, choć jego kontuzja może być bardziej skomplikowana i wymagająca długiego leczenia. Bolesna strata dla Śląska, bo Karolak to ważny obrońca na obwodzie i dobry strzelec z rogów boiska, istotny element w systemie Urlepa.

WKS ŚLĄSK WROCŁAW 87:80 ENEA ZASTAL BC ZIELONA GÓRA

Kwarty: 25:26 | 23:20 | 19:22 | 20:12

ŚLĄSK: T. Trice 33 (7), Kolenda 10 (2), Karolak 8, Kanter 16, Meiers 0 oraz Dziewa 15 (1), Ramljak 3, Justice 2, Tomczak i D. Trice po 0.

ZASTAL: Marble 9 (2), Nenadić 18 (2), Brembly 4, Zyskowski 19 (1), Apić 12 oraz Żołnierewicz 9, Drame 4, Mazurczak 3, Sulima 2.

W ćwierćfinałowej serii mistrzostw Polski do trzech zwycięstw jest remis 2:2. Decydujący mecz zostanie rozegrany w najbliższą sobotę w hali CRS w Zielonej Górze.

 
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem