W Zielonej Górze trwa Lubuski Festiwal Otwartych Piwnic i Winnic. Dziś możecie przy lampce wina porozmawiać w piwnicy przy ul. Wodnej z Andrzejem Franaszkiem, autorem biografii Czesława Miłosza i Zbigniewa Herberta.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Krakowianin Andrzej Franaszek za biografię Czesława Miłosza dostał w 2012 r. Nagrodę Nike Czytelników. Potem zmierzył się z kolejnym gigantem polskiej literatury. Jego "Herbert. Biografia" liczy ok. 2 tys. stron. Sam autor nazwał swoje dzieło "książeczką sympatyczną i podręczną", a tych, którzy je przeczytali – "cichymi bohaterami dnia codziennego". Franaszka spotkacie dziś (1 maja) o godz. 19 w piwnicy przy Wodnej 32. Piwnica jest jedną z 14 biorących udział w Lubuskim Festiwalu Otwartych Piwnic i Winnic.

"Gwiazda Piołun"

Spotkanie z Andrzejem Franaszkiem w Książnicy Płockiej
Spotkanie z Andrzejem Franaszkiem w Książnicy Płockiej  TOMASZ NIESŁUCHOWSKI

W kwietniu w wydawnictwie Znak ukazał się jego zbiór esejów "Gwiazda Piołun".

"To błąkanie się straszności w najbardziej bezpośrednim moim pobliżu... Potwór przechadza się pośród nas swobodnie i nic nas przed nim nie chroni, nic, nic, żadnej zapory pomiędzy nim a nami. Ręka jego pośród nas swobodna, coraz swobodniejsza!" - Franaszek przywołuje tutaj "Dziennik" Gombrowicza, a już na następnej karcie swojej książki pisze tak: "Ostatniego dnia w Vence Gombrowicz był słaby, cierpiał, nie wstawał z łóżka. Miłosz pochylił się nad nim i pocałował go. Myślę o tej scenie, z wiekiem coraz silniej czując grozę naszej niefrasobliwości w zadawaniu bólu, pomnażaniu go. Nie tylko podczas wojen, w izbach tortur, na rozkaz tyranów, ale i na co dzień, co chwila, gdy »potwór przechadza się wśród nas«, gdy jesteśmy niczym obłąkane połcie mięsa z obrazów Bacona, szarpiące hakami włókna innych ciał…".

Ale Franaszek w "Gwieździe Piołun" pisze nie tylko o poglądach konkretnych pisarzy, ale również o ich wzajemnych relacjach. Czytamy o namiętności, która była wstępem do przyjaźni Miłosza z Iwaszkiewiczem, a w eseju opartym na korespondencji Miłosza z Czapskim dowiadujemy się, że "gdy po jednej stronie umieścimy tak dobrze nam i dziś znane składowe polskiej tożsamości, jak zaściankowość, ksenofobia, nacjonalizm, antysemityzm czy wreszcie płytkość intelektualna i religijna, to zarówno Czapski, jak i Miłosz znaleźliby się w obozie owej »Polski innej«.

Jest o zapasach z "polskością", o romantycznym micie Polski umęczonej u Iwaszkiewicza, ale też o tym, że "ta Polska, w której przyszło mu spędzić większość jego życia, warszawska i mazowiecka, nie była prawdziwą ojczyzną jego serca, nią pozostała Ukraina czy po części Rosja, nieskończona przestrzeń, w której można było głęboko zaczerpnąć tchu i poczuć się bliżej Boga. Oddechem stepowym, wschodnim wyhołubiony Ukrainiec – nazywał go jeden z krytyków pod koniec lat trzydziestych".

Jest wreszcie u Franaszka sporo o podróżowaniu, o tym, jak pisarze postrzegali San Gimignano, Orvieto i Sienę, o Paryżu Miłosza i o tym, że jak chciał Herbert – "podróż to lekcja tolerancji". Podróżnik winien prowadzić dziennik, "dyskretnie, ale bystro obserwować", obdarzać szacunkiem poznawanych ludzi, tak więc "fotografowanie się z Indianami" jest mu surowo wzbronione.

Czapski, Miłosz i "Ziemia Ulro"

Czytając "Gwiazdę Piołun" warto pamiętać o mrówczej pracy Andrzeja Franaszka, o pracy w archiwach. W Maisons-Laffitte, bibliotece Instytutu Literackiego w Paryżu, odczytywał między innymi korespondencję między Czapskim i Miłoszem, a także myśli malarza związane z lekturą tekstów autora "Ziemi Ulro". "W grudniu 1969 roku na łamach paryskiej "Kultury" ukazał się wiersz "O aniołach". Czapski przeczytał wiersz, a potem podkreślił ostatnie słowa »zrób, co możesz«. I wyrwał kartkę, chcąc o słowach tych nie zapomnieć.

Trzymałem w rękach tę kartkę pół stulecia później. Najchętniej może bym ją wykradł z archiwum, zamiast tego sfotografowałem, wydrukowałem, oprawiłem. Dziś jej reprodukcja wisi przy moim łóżku. Codziennie rano, gdy wyciągam rękę w stronę leżącego na nakastliku rozwrzeszczanego telefonu – chcąc nie chcąc przypominam sobie to wezwanie".

CZYTAJ TAKŻE: Majówka w skansenie w Ochli. Festiwal smaków, ale jest też tradycja [ZDJĘCIA]

CZYTAJ TAKŻE: "Nawet nie wiedziałam, że tam jest takie miejsce", czyli jak odkrywamy nieznaną Zieloną Górę

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Intelektualiści i wino. Czemu nie ? Trzeba przyjść!
już oceniałe(a)ś
1
0