Gdy polonistki z Uniwersytetu Zielonogórskiego ogłosiły bezpłatne kursy języka polskiego dla uchodźców z Ukrainy, lista chętnych zapełniła się w kilka godzin. Uczelnia utworzyła kolejne grupy. W zajęciach uczestniczy obecnie blisko trzysta uchodźczyń.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Maryna uciekła przed wojną ze Lwowa. Kiedyś próbowała uczyć się języka polskiego. Jeszcze przed agresją Rosji na Ukrainę planowała wraz z rodziną wyjazd do Polski. Jest pielęgniarką, wie, że w Polsce można szybko znaleźć zatrudnienie w szpitalu. Za większe niż w Ukrainie pieniądze. Wojna przyśpieszyła decyzję o wyjeździe. Wybór padł na Zieloną Górę.

- Lubię takie malutkie miasta - tłumaczy. Maryna na początku zamieszkała u jednej z polskich rodzin. Teraz sama wynajmuje mieszkanie. I uczy się, by móc pracować w zawodzie. Do tego, by zrozumieć pacjentów, musi dobrze znać język polski. O ofercie Uniwersytetu Zielonogórskiego przeczytała w internecie. Na zajęcia chodzi od końca marca. Za miesiąc bez problemu dogada się z każdym Polakiem.

Polonistki uczą języka polskiego po godzinach

Pomysł darmowych kursów języka polskiego dla uchodźców z Ukrainy pojawił się w Pracowni Języka Polskiego dla Cudzoziemców pod kierownictwem profesor Iwony Pałuckiej-Czerniak.

- Był marzec, przybywało do nas wielu uchodźców, wszyscy byliśmy bardzo poruszeni dramatyczną sytuacją w Ukrainie. Dlatego pojawiła się inicjatywa darmowej nauki - wspomina prof. Magdalena Stęciąg. Po tygodniu od wybuchu wojny ruszyły zapisy. Na początku zaplanowano naukę dla czterech grup. W każdej mogło uczyć się 11 osób. Listy zapełniły się w kilka godzin.

- To było zaskakujące, bo pierwsze grupy uchodźcze dopiero docierały do Zielonej Góry. Rozpoczęłyśmy planowanie kolejnych zajęć - mówi prof. Steciąg. Pod koniec marca do polonistek dołączyli lektorzy innych języków. Dzięki ich wsparciu udało się utworzyć 21 grup, a wciąż zostało około stu osób na liście rezerwowej.

- Prawdopodobnie będą powstawać kolejne grupy - mówi profesor Iwona Pałucka-Czerniak i nie wyklucza, że wykładowczynie w projekt zaangażują się także w następnym semestrze.

Językowa szkoła przetrwania

Prof. Magdalena Steciąg nazywa kurs „językowym survivalem".

- To 30-godzinny kurs podstawowy języka polskiego na poziomie A1, kończący się uzyskaniem certyfikatu uczestnictwa - tłumaczy prof. Steciąg. W praktyce oznacza to tyle, że kursant będzie potrafił mówić i pisać o codziennym życiu. Przedstawi się, opowie o swoich zainteresowaniach, rodzinie, zrobi zakupy w sklepie i co najważniejsze, poradzi sobie w pracy. Odpowie na proste pytania, pozna liczby i standardowe zwroty grzecznościowe. Polonistki uczą w zakresie czytania, słuchania, pisania oraz mówienia.

Uczą się całe rodziny

Z kursów Uniwersytetu Zielonogórskiego korzystają głównie kobiety. Najmłodsze są jeszcze nastolatkami, najstarsze skończyły 70 lat. Przychodzą z siostrami, matkami, kuzynkami. Do nauki podchodzą z determinacją. Chcą szybko znaleźć pracę.

Uczą się w małych, 11-osobowych grupach, w profesjonalnych salach do nauki języków obcych. Każda siedzi w kabinie wyposażonej w słuchawki. Słowa można zapisywać na interaktywnej tablicy, która sama je czyta.

Uchodźczynie przyznają, że na początku największym problemem jest nauka pisania. Muszą opanować alfabet łaciński, tak odmienny od ukraińskiej grażdanki.

 - Polski jest trudny, ale interesujący oraz podobny do ukraińskiego - mówi Wiktoria, która uciekała z obwodu dniepropietrowskiego. Nie lubi odmiany rzeczowników i czasowników. - Koniugacja to największy kłopot. Poza tym łatwiej polski zrozumieć, niż samemu nim mówić - przyznaje i dodaje, że Ukrainki z zachodu Ukrainy mają nieco łatwiej. Mają inną wymowę niż te ze wschodu. Jest im łatwiej mówić po polsku.

Śpiewają polskie piosenki

 Początki były trudne. Pierwsze słowo po polsku? Własne imię spisane z paszportu drukowanymi literami. Po miesiącu Ukrainki piszą już małymi literami, a nauczycielki pamiętają ich imiona. Na sali jest cicho, wszyscy pracują w skupieniu. Gwarnie i wesoło robi się, gdy przychodzi czas na piosenki. „Jak się masz, kochanie?" to przebój na kursach języka polskiego.

 - Nie lubię się uczyć, ale nauka języka polskiego bardzo mi się podoba - mówi Maryna. Język szlifuje na każdym kroku - robiąc zakupy, rozmawiając z Polakami w autobusie. Idzie jej coraz lepiej.

Artykuł napisał Krzysztof Kulina, student IV roku dziennikarstwa Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem