W piątek w muzeum premiera książki Aleksandry Mrówki Łobodzińskiej. "Dwie ewakuacje z Grünbergu przerodziły się w marsze poniżenia, cierpienia, głodu i morderstw. Kolejno: ponad 500 i 800 przebytych kilometrów" - pisze autorka.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„One szły do maja. Historia najdłuższego Marszu Śmierci II wojny światowej" to najnowsza książka Aleksandry Mrówki Łobodzińskiej. Publikacja wydana przez Stowarzyszenie Forum Art będzie miała premierę w najbliższy piątek (28 października) o godz. 17 w Muzeum Ziemi Lubuskiej. O godz. 17.45 odbędzie się koncert "Żydowskie impresje" zespołu ROKduo. Wstęp wolny.

Muzeum przypomina: "W czasie II wojny światowej, od lutego 1942 r. na terenie zakładu Deutsche Wollenwaren Manufaktur (późniejsza Polska Wełna) zorganizowano obóz pracy dla kobiet narodowości żydowskiej z okolic Sosnowca i Chrzanowa, choć w samym zakładzie pracowały także kobiety innych narodowości. Więźniarki, których w październiku 1942 r. było ponad 400, zostały zakwaterowane w przystosowanym do przetrzymywania więźniów budynku przy ulicy Wrocławskiej 33. W 1944 r. więźniarek było już około 1000. Pracowały na 12-godzinnych zmianach przy obsłudze maszyn włókienniczych. W kwietniu 1944 r. nadzór nad obozem DWM przejął zarząd obozu koncentracyjnego KZ Gross-Rosen. Warunki dla więźniarek zaczęły się pogarszać, szerzyły się choroby, a kobiety musiały pracować po 14 godzin dziennie na dwie zmiany. W styczniu 1945 r. wraz z przybyłymi do obozu 28 stycznia węgierskimi Żydówkami wyruszyły dzień później w jeden z najdłuższych i najtragiczniejszych marszów śmierci II wojny światowej".

Chcesz dostawać e-mailem serwis z najważniejszymi informacjami z Zielonej Góry? Zapisz się na nasz bezpłatny newsletter.

Aleksandra Mrówka Łobodzińska, prezeska Stowarzyszenia Forum Art i współautorka m.in. książki o Albercie Severinie, architekcie miejskim w przedwojennej Zielonej Górze, we wstępie do swojej najnowszej książki pisze:

"Publikacja jest próbą uporządkowania informacji dotyczących żeńskiego obozu pracy przymusowej, przekształconego w 1944 roku w filię obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, FAL Grünberg I (Frauen-Arbeitslager Zielona Góra), a także opisania jego ewakuacji podczas najdłuższego w historii II wojny światowej Marszu Śmierci.

Książkę starałam się napisać przede wszystkim z szacunkiem i nieskrywanym podziwem dla jej bohaterek oraz ich heroicznego wysiłku. Z najwyższą starannością zapisywałam każde nazwisko, fragment opowieści, szczegół. Chciałabym, by pamięć o tym, co przeszły więźniarki, była kultywowana, by nie przyćmiły jej historie z większych obozów, o których świadomość w przestrzeni publicznej jest powszechna.

Dwie ewakuacje z Grünbergu przerodziły się w marsze poniżenia, cierpienia, głodu i morderstw. Kolejno: ponad 500 i 800 przebytych kilometrów. Pieszo, w śniegu, najczęściej bez butów. Około 2.600 więźniarek, z których przeżyło nie więcej niż 300. Ponad 100 dni piekła. To jedna z najciemniejszych kart z dziejów miasta, z którego pochodzę. I nadal zbyt rzadko czytana".

Piątkowe wydarzenie w muzeum jest organizowane przez MZL, Lubuską Fundację Judaica i Stowarzyszenie Forum Art.

CZYTAJ TAKŻE: Zielonogórskie Zaduszki. Koncert Adama Struga przy grobowcu Beuchelta i spacer z lampami naftowymi

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem